środa, 6 września 2017

☾ Rozdział LIII

EVELINE
Zmrużyła oczy w bladym świetle poranka. Ciężkie chmury zasnuwały niebo, sprawiając, że wszystko dookoła wydawało się szare i bez wyrazu. Nie była pewna, która jest godzina, ale czuła, że musi być wcześnie, tym bardziej że dookoła panowała idealna, nieprzenikniona cisza. Było w tym coś przygnębiającego, co sprawiło, że na krótką chwilę zawahała się, tkwiąc w miejscu i niespokojnie wodząc wzrokiem na prawo i lewo, póki nie utwierdziła się w przekonaniu, że jak najbardziej była sama.
W porządku, o to chodziło. Przy odrobinie szczęścia wciąż miała szansę stąd wyjść, nie ściągnąwszy na siebie zbędnej uwagi. Podejrzewała, że wciąż miała przynajmniej kilka godzin, zanim ktokolwiek miał zareagować jej zniknięcie. Poranek był jej sprzymierzeńcem i zamierzała to wykorzystać.
Nie musiała się zastanawiać, by przypomnieć sobie, gdzie znajdowała się główna brama. Dobrze pamiętała moment, w którym wraz z Marco znalazła się na terenie tego domu, wciąż oszołomiona tym, co stało się w rezydencji Nightów. Teraz zamierzała tam wrócić, aż nazbyt świadoma, że właśnie decydowała się na coś co najmniej szalonego. Instynkt jasno dawał Eveline do zrozumienia, że nie powinna tego robić, a jednak nie była w stanie ot tak się powstrzymać, raz po raz powtarzając sobie, że siedzenie w zamkniętym pokoju zdecydowanie nie miało okazać się pomocne. Musiała… zrobić cokolwiek, byleby nie oszaleć, zresztą nie mogła powstrzymać się przed sprawdzeniem… czegoś istotnego.
To nie ma sensu, prawda?, pomyślała mimochodem, oczywiście nie spodziewając się odpowiedzi. Wciąż się zawahała, niespokojnie rozglądając dookoła i próbując wypatrzeć cokolwiek, co mogłaby uznać za oznakę niebezpieczeństwa. Wciąż miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, choć zarazem nie była w stanie wypatrzeć ani żywej duszy. Cóż, martwej różniej nie…
Zadrżała na samą myśl, po czym w pośpiechu odrzuciła od siebie niechciane przemyślenia. Nie mogła popadać w paranoję, zresztą wracanie do wydarzeń ostatnich godzin zdecydowanie nie ułatwiało jej koncentracji. Łatwiej było skupiać się na nawet najbardziej prowizorycznych czynnościach, takich jak oddychanie albo stawianie kolejnych kroków. O tak, to zdecydowanie było bezpieczniejsze, a przynajmniej próbowała sobie wmówić, że tak jest. Co więcej, jak długo taki system działał, nie zamierzała narzekać, woląc nie zastanawiać się nad konsekwencjami opuszczenia teoretycznie bezpiecznego miejsca.
– Hm… Wybierasz się dokądś?
Z wrażenia aż potknęła się o własne nogi. Natychmiast zamarła, machinalnie wsuwając rękę do kieszeni, by zacisnąć palce na drewnianym kołku. W następnej sekundzie zareagowała w najzupełniej instynktowny sposób, błyskawicznie wyszarpując broń i niemalże rzucając się na skrytą w rzucanym przez otaczający teren mur cieniu.
Usłyszała ciche przekleństwo, zdradzające bardziej irytacje, aniżeli jakikolwiek niepokój ze strony jej potencjalnego przeciwnika. Zaraz po tym ktoś bezceremonialnie chwycił ją za nadgarstek, unieruchamiając z taką łatwością, jakby była co najwyżej słaby, niezdolnym do zranienia kogokolwiek dzieckiem.
– Serio? – Tym razem zdołała rozpoznać głos Liama, zwłaszcza że chwilę później stanęła z wampirem oko w oko. Spoglądał na nią w trudny do zidentyfikowania sposób, wciąż stanowczo trzymając za rękę. – Sama wystrugałaś, czy może Lana cię na mnie napuściła? – mruknął i choć wszystko wskazywało na to, że żartował, jego ton zdecydowanie nie sugerował dobrego nastroju.
– Ja… Ja wcale nie…
Zamilkła, po czym energicznie potrząsnęła głową, bezskutecznie próbując nad sobą zapanować. Z powątpiewaniem spojrzała na Liama, po chwili dochodząc do wniosku, że wampir zdecydowanie nie wyglądał na kogoś zainteresowanego jakimikolwiek wyjaśnieniami z jej strony. Ostatecznie oboje pogrążyli się w ciszy – ona wciąż napięta i drżąca, podczas gdy jej niechciany towarzysz wyraźnie ociągał się z tym, by uwolnić ją ze swojego uścisku.
– Tak czy inaczej… – odezwał się w końcu, odsuwając się równie błyskawicznie, co wcześniej znalazł się przy niej. – Pozwól, że to zabiorę, w porządku? Nie po to sam cię uzdrawiałem, żebyś teraz zrobiła sobie krzywdę.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, dopiero po kilku następnych sekundach orientując się, że Liam z dziecinną wręcz łatwością pozbawił ją kołka. Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, obserwując jak mężczyzna jakby od niechcenia bawi się bełtem, leniwie obracając go w palcach. Odniosła wrażenia, że unikał jej spojrzenia, choć to równie dobrze mogło być sposobem, by jeszcze bardziej ją rozdrażnić. Najwyraźniej ignorowani jej uważał za najlepsze, co mógłby zrobić, chociaż sama nie była pewna, co takiego chciał dzięki temu osiągnąć.
Zawahała się, uparcie milcząc i próbując przynajmniej udawać, że w pełni nad sobą panowała. Z wolna wyprostowała się, wciąż zagubiona, tym bardziej że bez broni czuła się niemalże tak, jakby w jednej chwili została wystawiona na niebezpieczeństwo. Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, aż nazbyt świadoma, że gdyby faktycznie ktoś spróbował ją zaatakować, nie miałaby najmniejszych szans. Nie żeby zamierzała tak po prostu odpuścić, mimowolnie dochodząc do wniosku, że z równym powodzeniem mogłaby spróbować komuś przyłożyć – ot tak dla zasady – to jednak zdecydowanie nie było czymś, co choćby w niewielkim stopniu wydało się Eveline satysfakcjonujące.
Spojrzała na Liama, niemalże wyczekująco, przez krotką chwilę mając ochotę go ponaglić, by w końcu się odezwał, ostatecznie jednak zdecydowała się tego nie robić. W zamian z wolna zaczęła się wycofać, nawet pomimo tego, że logicznym wydawało się, iż wampir nie pozwoli jej tak po prostu odejść. Tym bardziej zaskakujące wydało się Eveline to, że nie doczekała się żadnego protestu ze strony Liama, kiedy z wolna przesunęła się bliżej bramy, ostatecznie napierając na nią plecami.
– Wiesz… Żeby wyjść na zewnątrz, wypadałoby ją najpierw otworzyć – odezwał się niemalże uprzejmym tonem wampir. Chociaż nie patrzył w jej stronę, była gotowa przysiąc, że jakimś cudem wciąż ją obserwował. – Nawet my nie przenikamy przez ciała stałe, więc…
– Żartujesz sobie ze mnie? – warknęła, a Liam uniósł głowę, w końcu decydując się na nią spojrzeć.
– Dlaczego miałbym? – obruszył się.
Nie odpowiedziała, wciąż niepewna, czego tak naprawdę powinna się po nim spodziewać. Miał w sobie coś, co ją niepokoiło i to zwłaszcza po tym, jak pokazał jej swoje laboratorium. Chociaż wszystko wskazywało na to, że nie zamierzał jej zabić, to w najmniejszym nawet stopniu nie wyjaśniało jego intencji. Jasne, teoretycznie zarówno on, jak i Lana, wydawali się być po stronie Marco, jednak Eve wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że z Liamem sprawy wcale nie były takie proste. W gruncie rzeczy przewidzenie tego, czego powinna spodziewać się po Castielu, wydawało się o wiele prostsze, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze. Stojący przed nią mężczyzna był zagadką, Eveline zaś nawet samej sobie nie potrafiła wyjaśnić, co tak naprawdę to oznaczało.
Milczała, raz po raz nerwowo spoglądając na swojego towarzysza. Wciąż czekała na moment, w którym Liam da jej do zrozumienia, że zamierzał ją powstrzymać – zrobić cokolwiek, byleby wróciła do budynku – jednak po dłuższej chwili doszła do wniosku, że wampir nie ma niczego takiego w planach. Wymownie uniosła brwi, przez krótką chwilę mając ochotę drążyć temat, by zrozumieć, czego powinna się po nim spodziewać, ale zrezygnowała, dochodząc do wniosku, że to i tak nie miało znaczenia.
– Nie masz nic lepszego do roboty? – rzuciła jakby od niechcenia. Cisza zaczynała ją drażnić, jedynie podsycając odczuwane przez Eveline wątpliwości. – Co ty tutaj właściwie robisz i…?
– Nie uważasz, że zasypywanie praktycznie obcej osoby pytaniami, nie należy do najuprzejmiejszych zachowań?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, co najmniej zaskoczona tym, w jaki sposób jej przerwał. Wciąż czuła ten sam dystans, co i w chwili, kiedy zabrał ją do laboratorium, chociaż tym razem nie czuła się aż do tego stopnia osaczona. Znajdowali się na zewnątrz, co w pewnym stopniu wszystko ułatwiało, chociaż z drugiej strony…
– Przepraszam? – rzuciła z powątpiewaniem.
Zauważyła, że Liam westchnął, po czym z wolna przesunął się w jej stronę.
– Tak lepiej. – Zamilkł na dłuższą chwilę, wydając się nad czymś zastanawiać. Wciąż obracał w palcach kołek, bawiąc się w nim w sposób, który sam w sobie wydał się Eveline niepokojący. – Wracając do tematu… Cóż, sam mógłbym zadać ci te same pytania.
– Nie zamierzam się tłumaczyć – odwarknęła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Przez twarz wampira przemknął cień.
– Ja również.
Skinęła głową, dochodząc do wniosku, że mogła się tego spodziewać. Co więcej, to wydawało się sprawiedliwe, niezależnie od tego, czy brak satysfakcjonujących odpowiedzi ją irytował. Nie rozumiała, co takiego kierowało Liamem, ale jak długo nie próbował jej przeszkadzać, postanowiła ignorować jego obecność. W zamian na powrót skupiła się na bramie, obserwując ją uważnie i szukając czegokolwiek, co mogłaby uznać za rodzaj zamka albo wskazówkę, która pomogłaby jej się przedostać na drugą stronę.
Nie była pewna, jak długo oboje trwali w ciszy – ona skoncentrowana na szukaniu drogi ucieczki, Liam zaś… na biernej obserwacji. Kilka razy spróbowała dyskretnie zerknąć w jego stronę, niezmiennie przekonując się, że pozostawał bierny, co najwyżej od czasu do czasu leniwie spoglądając na jej poczynania. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że chociaż na zewnątrz było stosunkowo jasno, nic nie wskazywało na to, by światło słoneczne czyniło mężczyźnie jakąkolwiek szkodę. Samo to odkrycie wystarczyło, by na dłuższą chwilę wytrącić Eve z równowagi, jednocześnie wzbudzając w kobiecie jeszcze więcej wątpliwości. Może wciąż wiedziała o wiele za mało o tym świecie, ale oczywistym wydawało jej się to, że kontakt z promieniami UV był dla wampirów co najmniej szkodliwy. Sama miała okazję obserwować zachowanie Castiela, który w pośpiechu wracał do domu, być może wyłącznie dzięki wczesnej porze rezygnując z kolejnej próby pozbawienia Eveline życia. Ba! Dopiero co rozmawiała z Laną o systemie, który wyczuwał nadejście świtu i aktywował zasłony, a jednak…
– Za dużo myślisz, dzieciaku – stwierdził nieoczekiwanie Liam.
Drgnęła, po czym spojrzała na wampira z niedowierzaniem. Już wcześniej zorientowała się, że nieśmiertelni potrafili przenikać cudze umysły, nie wspominając o możliwości kontroli czyichkolwiek zachowań, ale przez większość czasu udawało jej się to ignorować. Aż zagotowało się w niej, kiedy uświadomiła sobie, że Liam musiał już od dłuższego czasu lustrować jej myśli, najpewniej mając niezły ubaw z tego, jak bardzo była sfrustrowana.
– Mógłbyś przestać?! – jęknęła, nie kryjąc frustracji. Zacisnęła dłonie w pięści, co – była gotowa przysiąc – jedynie rozbawiło jej rozmówcę. Takie przynajmniej odniosła wrażenie, bo choć wampir wydawał się niezwykle poważny, w jego oczach dostrzegła swego rodzaju błysk satysfakcji. – Na litość boską, musicie mi to robić za każdym razem?
Och, na dodatek właśnie on miał czelność przypominać jej o manierach? Być może faktycznie miał powody, by czuć się zirytowanym jej pytaniami, ale to wydawało się niczym w porównaniu z przeniknięciem czyjegokolwiek umysłu.
– Myślisz za głośno – oznajmił ze spokojem, a Eveline prychnęła.
– A co to niby miało znaczyć? – rzuciła mimochodem.
Liam wzruszył ramionami.
– Dokładnie to, co powiedziałem – stwierdził takim tonem, jakby właśnie tłumaczył jej wyjątkowo oczywistą kwestię. Nie miała pojęcia, jakim cudem to było w ogóle możliwe, ale kilkoma odpowiednio dobranymi słowami potrafił sprawić, żeby poczuła się naprawdę głupia. – Podejrzewam, że musiałabyś doświadczyć tego, co każde z nas, by mnie zrozumieć. Niektórych myśli… po prostu nie da się ignorować. I w tym problem – dodał po chwili wahania.
– Cudownie! Kolejny problem!
Dlaczego to musiało być aż do tego stopnia skomplikowane? Miała wrażenie, że niemalże na każdym kroku doświadczała czegoś, czego nie potrafiła albo po prostu nie mogła zrozumieć. To wszystko wciąż wydawało się zbyt nowe i zbytnio skomplikowane, by mogła ot tak to uporządkować. To zresztą było jednym z powodów, dla których nie zamierzała spokojnie siedzieć w sypialni i czekać aż cokolwiek nabierze sensu, w zamian próbując zrobić… Cóż, być może coś wyjątkowo głupiego, ale jaki miała wybór?
Wciąż próbowała to uporządkować, kiedy usłyszała przeciągłe, po części sfrustrowane westchnienie. Zaraz po tym Liam przemieścił się, materializując tak blisko niej, że z wrażenia aż się zatoczyła, nie wywracając wyłącznie dzięki dłoni, która bezceremonialnie zacisnęła się na jej ramieniu.
– Nie mogę na to patrzeć – stwierdził z rezerwą wampir, patrząc na nią z politowaniem. Jego uścisk był silny, chociaż nie na tyle, by poczuła się zagrożona, odniosła zresztą wrażenie, że Liam wcale nie był zachwycony tym, że jej dotykał. Nie lubił jej? Nie miała pojęcia, ale… – Cóż, Lana jest dobra w tym, co robi. Mam na myśli sprawy techniczne, oczywiście. – Skinął głową na zamkniętą bramę. – Nikt nie wyjdzie ani nie wejdzie bez jej zezwolenia, chyba że…
Nie dokończył, to jednak okazało się zbędne. Eveline zamrugała oszołomiona, kiedy otaczająca ich sceneria bezceremonialnie zmieniła się, a ona uprzytomniła sobie, że stoi na aż nazbyt znajomym podjeździe. Gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, wdychając słodki zapach lawendy. Zadrżała niekontrolowanie, sama niepewna tego, jakim cudem wciąż trzymała się na nogach. Co więcej, nadal nie docierało do niej to, że Liam tak po prostu ją przeniósł, dokładnie w ten sam sposób, co wcześniej Marco.
Zwariuję przy nich… Jak nic prędzej czy później do tego dojdzie…, pomyślała i przez krótką chwilę miała ochotę zaśmiać się histerycznie. Tym razem nawet nie tkwiła we śnie, kolejny raz doświadczając czegoś niewiele normalniejszego od portali, w które w świecie marzeń sennych wciągnął ją jej niechciany gość. Podświadomie czuła, że Marco faktycznie wniknął wtedy do jej umysłu, jakimś cudem będąc w stanie kreować sny po swojemu, to jednak wydawało się czymś w pełni akceptowalnym, przynajmniej w porównaniu do ewentualnej teleportacji.
– Hm… Nie zamierasz zemdleć, co? – Liam spojrzał na nią z powątpiewaniem. Zauważyła, że odsunął się od niej przy pierwszej możliwej okazji, stając we względnie bezpiecznej odległości i wsuwając dłonie w kieszenie marynarki. – O ile się nie mylę, chciałaś się tutaj znaleźć. Proszę bardzo, tak sądzę.
Z niedowierzaniem potrząsnęła głową, niezdolna wykrztusić z siebie chociażby słowa. Wampir przez krótką chwilę czekał jeszcze na jakąkolwiek reakcję z jej strony, po czym wzruszył ramionami, ostatecznie decydując się odpuścić. Eveline wciąż nie odrywała od niego wzroku, coraz bardziej zdezorientowana i bliska tego, żeby jednak zacząć krzyczeć albo… Och, zrobić cokolwiek innego, być może nie do końca rozsądnego. Wciąż miała dziesiątki pytań, które ją dręczyły, zaś zachowanie wampira w najmniejszym stopniu jej nie pomagało. Co więcej, nie mogła pozbyć się wrażenia, że Liam był w pełni tego świadom – z tym, że odczuwana przez nią frustracja czy zagubienie nie robiły na nim najmniejszego nawet wrażenia.
Mężczyzna bez słowa ruszył w stronę frontowych drzwi. Wydawał się w pełni rozluźniony, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Eve nie miała pewności, co tak naprawdę czuł, zwłaszcza że zdążyła się już przekonać, że nieśmiertelni mieli wyjątkowy wręcz talent do ukrywania emocji. Szczególnie Liam jawił jej się jako ktoś, kogo z łatwością mogła uznać za wręcz niepokojąco dobrego aktora, a to… mogło się skończyć naprawdę różnie.
– Zostań tutaj przez moment. Muszę się skupić – odezwał się ponownie wampir.
Zawahała się, ostatecznie decydując się ulec. Nerwowo powiodła wzrokiem dookoła, aż nazbyt świadoma, że z równym powodzeniem mogła na własne życzenie wpakować się w kłopoty. To wydawało się wręcz aż nadto prawdopodobne, skoro przy wyostrzonych zmysłach nie miała szans, by w porę wyczuć ewentualne niebezpieczeństwo. Z zaskoczeniem uświadomiła sobie, że w takim wypadku nie miała innego wyboru, jak tylko spróbować zaufać Liamowi, chociaż wciąż nie docierało do niej to, że ten tak po prostu zdecydował się na dotrzymanie jej towarzystwa.
Dała mu zaledwie kilka sekund, zanim zdecydowała się podążyć jego śladem. Westchnął, ale nie skomentował tego nawet słowem, co Eveline ostatecznie potraktowała jako oznakę, że nikt nie zamierzał skoczyć na nich zaraz po przekroczeniu progu. Ewentualnie Liamowi było wszystko jedno, chociaż to wydawało się dość mało prawdopodobne po tym, jak zarzucił jej, że mogła zmarnować starania, które włożył, by móc ją uleczyć.
– Tutaj nie jest bezpiecznie, prawda? – mruknęła, a wampir zatrzymał się z dłonią na klamce, po czym obejrzał się w jej stronę.
– Przypominam, że sama zażyczyłaś sobie, żeby tutaj przyjść – zauważył przytomnie. – Nie, nie jest. Aczkolwiek na tę chwilę nie wyczuwam niczego… niewłaściwego.
Innymi słowy, na razie nikt nie zamierzał ich zabić. Na dobry początek postanowiła uznać to za dość dobrą wiadomość.
– Cudownie.
Liam przystanął, po czym rzucił jej naglące spojrzenie.
– Spacerowanie po słońcu to nie jest szczyt moich marzeń… Zwłaszcza że robi się coraz jaśniej – powiedział, usuwając się na bok.
Spojrzała na niego z powątpiewaniem, kolejny raz mając ochotę zapytać, dlaczego dopiero teraz zaczął się tym przejmować, ale powstrzymała się. W zamian prześlizgnęła się tuż obok niego, ledwo tylko odkryła, że drzwi do domu nie były zamknięte. Cholerna Ama… Aurora, przeszło jej przez myśl i nie pierwszy raz w ostatnim czasie poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku na samo wspomnienie byłej przyjaciółki. Teoretycznie nie powinna się już przejmować ani tym, że została oszukana, ani tym bardziej stanem domu, skoro i tak musiała go opuścić, ale…
Westchnęła, czując swego rodzaju ulgę, ledwo tylko przekroczyła próg posiadłości. Wrażenie było takie, jakby budynek tylko czekał na jej powrót, chociaż to wciąż wydawało się Eveline irracjonalne. Wiele z tego, czego doświadczała w ostatnim czasie, takie było, jedynie wzbudzając w kobiecie coraz więcej wątpliwości. Odkąd tutaj przyjechała, czuła się naprawdę dziwnie, teraz zaś uczucia te w naturalny sposób się nasiliły, wydając się dręczyć ją przy każdej możliwej okazji.
Bez słowa odwróciła się, z opóźnieniem przypominając sobie, że powinna zaprosić Liama, to jednak okazało się zbędne. Uniosła brwi, kiedy wampir jak gdyby nigdy nic przekroczył próg, wydając się negować wszystko to, co wcześniej mówił Marco. Jakim cudem mógł tutaj wejść? Jakby nie patrzeć, dom wciąż należał do niej, a przynajmniej tak sądziła. Czy w ogóle istniał sposób na to, by wampiry mogły obejść cały ten cyrk z zapraszaniem? Nie miała pojęcia, to zresztą wydawało się pozbawione sensu. Przecież musiała wpuścić zarówno Marco, jaki i Aurorę, a jednak Liam…
– Nieuprzejmie jest się tak gapić – usłyszała i to wystarczyło, żeby sprawdzić ją na ziemię.
– Ja wcale nie… – Potrząsnęła głową, w ostatniej chwili rezygnując z wyjaśnień. Jakie to w ogóle miało znaczenie? – Zresztą nieważne. Dlaczego od razu nie teleportowałeś nas tutaj? – wypaliła, nie mogąc się powstrzymać.
– Nie mam w zwyczaju wpychać się komuś do domu, nawet jeśli mogę.
Nie miała pojęcia, jak powinna rozumieć jego słowa. W gruncie rzeczy nie rozumiała niczego, zwłaszcza w kwestii tego, co wiązało się z Liamem. Nie miała nawet pojęcia, czego od niej oczekiwał i dlaczego postanowił jej towarzyszyć. Wcześniej nie zachowywał się jak ktoś, kto przejmowałby się nią, wydając się wręcz poirytowany tym, co robił Marco, a jednak…
Mimowolnie pomyślała o tym, że być może popełniła błąd. Nie miała pojęcia na czym miałby polegać, ale wiedziała, że zawierzenie komuś, kogo nie znała, nie było rozsądne. Po tym, jak oszukała ją Aurora, wszystko wydawało się o wiele bardziej skomplikowane, zwłaszcza w kwestii zaufania.
Nie powinna ufać, ale… z jakiegoś powodu miała wrażenie, że obecność Liama w tym domu była czymś właściwym. Nie pojmowała tego, ale czuła się… bezpieczna.
– Dlaczego?
Liam uniósł brwi. Mniej więcej wtedy zorientowała się, że nieświadomie wypowiedziała to pytanie na głos.
– Cóż… – Nie sądziła, że w ogóle zamierzał pokusić się o odpowiedź, przez co jego głos tym bardziej ją zaskoczył. – Nie będę ukrywał, że wiem, dlaczego tutaj przyszłaś. Może… po prostu jestem ciekawy.
– Ciekawy… – powtórzyła niczym echo.
Z jakiegoś powodu nie mogła pozbyć się wrażenia, że kłamał, ale postanowiła tego nie okazywać. Jakkolwiek by nie było, wciąż czuła, że może mu zaufać, a to…
Cóż, na dobry początek musiało wystarczyć.
No i jest ;3 Hm, bez komentarza, w porządku? Miałam trochę problemów z tym, żeby zabrać się za pisanie, ale prawda jest taka, że tego potrzebowałam. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem zrobiłam sobie dłuższą przerwę, ale to nie ma znaczenia, skoro ostatecznie prezentuję Wam coś, z czego jestem zadowolona. Resztę jak zwykle pozostawiam do Waszej oceny.
Powiem szczerze, że jestem podekscytowana tym, co wydarzy się w niedługim czasie. Planowałam to od dłuższego czasu, więc tym bardziej się cieszę. No i znów mamy Liama, którego rola sklarowała mi się w pełni dopiero niedawno i… Hm, czas pokaże, co mi z tego wyjdzie.
Jak zwykle dziękuj za komentarze i obecność, bo to dla mnie bardzo ważne ^^ No i za cierpliwość, bo tym razem była potrzebna. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się dużo szybciej.
Do napisania!