piątek, 14 kwietnia 2017

☾ Rozdział XLVIII

EVELINE
Atmosfera była napięta. W milczeniu wpatrywała się w Lanę, w duchu odliczając kolejne sekundy i nie mogąc pozbyć się wrażenia, że w rzeczywistości czas stanął w miejscu. Miała wrażenie, że dostanie szału, kiedy wampirzyca zaczęła krążyć tam i z powrotem, najwyraźniej nie będąc w stanie ustać w miejscu.
– W porządku… Więc nekromancja – zaczęła w końcu wampirzyca, starannie dobierając słowa. – Zdolność stara jak świat, chociaż w ówczesnych czasach bez wątpienia szokuje. W zasadzie zawsze wzbudzała emocje, niezależnie do wierzeń i sytuacji. Ludzie zawsze mieli w zwyczaju bagatelizować to, co dla nich niejasne, jeśli zaś chodziło o śmierć… Cóż, nie twierdzę, że to dziwne, ale i tak z waszej strony wyjątkowo krótkowzroczne. Zamykanie oczu na problem nie oznacza, że ten nagle zniknie.
– Mówiłaś mi już to… Ty i Marco – przypomniała spiętym tonem Eveline. Nie chciała tego wprost przyznać, ale chwilami wciąż miała wrażenie, że udawanie wcale nie byłoby taką złą perspektywą… A przynajmniej tak by się stało, gdyby naprawdę mogła się stąd wyrwać. – Ja… Chcesz powiedzieć, że było więcej osób takich jak ja? Tych, którzy… – Urwała, po czym wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że to, o co pytała, było aż nazbyt oczywiste.
Lana westchnęła.
– Widzieli duchy – podsunęła łagodnie. – Zresztą nie tylko.  Istnieje tyle historii… Trudno odróżnić prawdziwe od tych, które na swoje potrzeby stworzyli ludzie, ale to teraz najmniej istotne. Sęk w tym, że takie mocne przewijały się od pokoleń, a wielu nekromantów nie miało okazji odkryć, jak daleko sięgały ich zdolności. Inni z kolei… Cóż, jak najbardziej próbowali – dodała, a przez jej twarz przemknął cień. – Zabawa w Boga nigdy nie jest dobra.
– Nie rozumiem…
Wampirzyca wydała z siebie przeciągłe, sfrustrowane westchnienie. Wyglądała na zmęczoną, myślami wydając się być gdzieś daleko.
– Może i lepiej. Kiedyś ci wyjaśnię, ale dzisiaj… Skupmy się na tobie, co Eve? – zaproponowała, raptownie poważniejąc. Jej błękitne oczy wydawały się jarzyć w ciemnościach, dosłownie przenikając dziewczynę na wskroś. – I na Haven. Zwłaszcza na tym. – Lana nerwowo zacisnęła usta. – Marco ci powiedział, prawda? O konflikcie… I niezwykłości tego miejsca. Coś nas tutaj przyciąga, w zasadzie od całych wieków… Wszystkich, nie tylko wampiry i demony – wyjaśniła, coraz bardziej podenerwowana. Z drugiej strony, coś w zachowaniu Lany kojarzyło się Eveline z ekscytacją. – Nic dziwnego, że w tym wszystkim znalazłaś się również ty, ale… W zasadzie sama wciąż nie rozumiem bardzo wielu rzeczy. To, co wydarzyło się w twoim domu…
Eve drgnęła, po czym nerwowo napięła mięśnie. Omawianie przeszłości wciąż było ostatnim, czego tak naprawdę chciała, a jednak nie zdecydowała się na to, żeby zaprotestować. Czuła, że to nie miało sensu, tym bardziej, że sprawy zabrnęły o wiele dalej, aniżeli mogłaby sobie tego życzyć. Co więcej, choć Lana nie powiedziała tego wprost, a tym bardziej niczego nie obiecywała, dziewczynie przyszło do głowy, że w końcu miała szansę zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. To, co miało miejsce tych dwadzieścia lat temu…
Coś ścisnęło ją w gardle, uniemożliwiając wykrztuszenie z siebie chociaż słowa. Chociaż miała ochotę o coś zapytać, ostatecznie zdobyła się wyłącznie na milczenie, bezmyślnie wpatrując w swoją rozmówczynię. Miała wrażenie, że w ułamku sekundy atmosfera zgęstniała tak bardzo, że z przy odrobinie szczęścia dałoby się zawiesić w powietrzu siekierę. Co więcej, choć Vi (czy też raczej to, co ją przypominało) zniknęła, Eveline wciąż towarzyszył nieprzyjemny, przenikliwy chłód, który dopiero co czuła. W efekcie nawet nie zdziwiłaby się, gdyby jej oddech znów zamienił się w obłoczki pary, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Tym razem ziąb, którego doświadczała, miał swoje źródło gdzieś w jej wnętrzu, podsycając przerażenie i wciąż towarzyszący dziewczynie mętlik w głowie.
– To źle zabrzmi, więc musisz mi wybaczyć. Zresztą nigdy nie należałam do osób, które potrafią owijać w bawełnę – odezwała się ponownie Lana. Tym razem jej słowa bez trudu przykuły uwagę Eveline. – Tak czy inaczej… Zastanawiałaś się kiedyś, co tam się wydarzyło? W tym domu, całe lata temu i…
– Więcej razy niż bym tego chciała – powiedziała tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć.
Nerwowo zacisnęła dłonie w pięści, coraz bardziej podenerwowana. W pamięci wciąż miała rozmowę z Bellą – pierwszą szczerą od lat, a w zasadzie od momentu, w którym zwierzyła się Amandzie… Czy też raczej Aurorze, bo była coraz pewniejsza, że najwyższa pora zacząć nazywać rzeczy po imieniu.
Lana z wolna skinęła głową, zupełnie jakby takiej odpowiedzi oczekiwała.
– Opowiedz mi.
Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie takiej prośby. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, wręcz nie wyobrażając sobie, że mogłaby tak po prostu zdobyć się na to raz jeszcze. Kiedy rozmawiała z Bellą, to była jej decyzja – podjęta pod wpływem chwili, ale jak najbardziej świadoma. Co więcej, wtedy miała wrażenie, że zdobyła się na to przede wszystkim dlatego, że sąsiadka nie naciskała, wręcz gotowa wycofać się i kajać, kiedy tylko zrozumiała, że zabrnęła za daleko. Coś w tym zachowaniu podziałało na Eveline kojąco, tym samym utwierdzając dziewczynę w przekonaniu, że komu jak komu, ale Belli zdecydowanie mogła i powinna zaufać. To było niczym oczyszczenie, którego potrzebowała i które przyjęła z niesłychaną wręcz ulgą.
Z Laną wszystko wydawało się inne, bo i wampirzyca w niczym nie przypominała delikatnej optymistki ze stadniną koni i zamiłowaniem do serniczka. Ta kobieta była silna, bezpośrednia i – co sama zakomunikowała – zdecydowanie nie należała do osób subtelnych. Również w sposobie, w jaki wpatrywała się w Eve, było coś ostatecznego, przez co dziewczyna nawet gdyby chciała, nie mogłaby tak po prostu się wycofać. Czuła, że Lana by na to nie pozwoliła, zwłaszcza teraz, kiedy rozmowa wydawała się aż tak istotna i…
Och, poza tym miała przed sobą wampirzycę – a więc kogoś, kto na pewno przyzwyczaił się do stawiania na swoim. Po nieudolnej próbie ucieczki przez wyjaśnieniami Marco, mogła się tego spodziewać.
– Pamiętam… bardzo niewiele – wyrzuciła z siebie na wydechu. To było kłamstwo, przynajmniej do pewnego stopnia, bo chwilami sama nie potrafiła stwierdzić, jak wiele naprawdę zapamiętała, a co dopowiedziała sobie z czasem. – Ja po prostu ich znalazłam.
– Takich rzeczy się nie zapomina – oznajmiła z powagą Lana. Eveline uniosła brwi, co najmniej zaskoczona tą wypowiedzią. Dlaczego mam wrażenie, że coś o tym wiesz…? – Niektóre wspomnienia będą zawsze… To, że czas leczy rany, a pamięć jest jak sito, to jedna wielka bzdura – dodała z naciskiem.
Najgorsze w tym wszystkim okazało się to, że miała rację. Tak przynajmniej sądziła Eveline, aż nazbyt dobrze rozumiejąc jaka jest prawda. Mogła udawać, odsuwać od siebie niektóre wspomnienia i liczyć na to, że z czasem zblaknął na tyle, by mogła je znosić, ale to nie działo w ten sposób. Po prostu uciekała – tak jak próbowała również teraz, póki nie przekonała się, że takie rozwiązanie jest dobre na chwilę i nic ponadto. Ewentualnie do bardzo wielu rzeczy była w stanie się przyzwyczaić – czy to do śmierci rodziców, czy znów istnienia wampirów i innych… nie do końca normalnych istot. Sądziła, że to przerażające – to, jak niewiele trzeba było, by zaakceptować coś co najmniej przerażającego, co do tej pory nie miało racji bytu. A jednak…
Zacisnęła usta, z uporem milcząc, chociaż to niczego nie zmieniało. Wciąż czuła na sobie przenikliwe spojrzenie Lany, wystarczająco intensywne, by uświadomić dziewczynie, że wampirzyca zdecydowanie nie zamierzała odpuścić. To był jeden z tych momentów, w których tak naprawdę nie miała wyboru, mogąc co najwyżej się podporządkować i spróbować udawać, że decyzję tak naprawdę podjęła samodzielnie.
– Znalazłam ich – powtórzyła niechętnie. Przełknęła z trudem, próbując oczyścić gardło. – W swoje urodziny, tak po prostu i… To chciałaś usłyszeć, Lana? – zapytała z nutką goryczy. – Żadnej sceny z horroru. Choćby kropli krwi, jednego śladu albo… Chyba powinnam się cieszyć, prawda? – zapytała, po czym zaśmiała się w pozbawiony wesołości sposób. – To nie byliście wy. To znaczy… Atak wampira wyglądałby inaczej – nie tyle zapytała, co stwierdziła fakt, Lana jednak i tak zdecydowała się odpowiedzieć.
– Wolałabyś nigdy nie przekonać się, jak wyglądają niektóre ofiary po spotkaniu z takimi jak ja… Zwłaszcza kiedy się zdenerwujemy.
 Kobieta zamilkła, zresztą jakiekolwiek dalsze wyjaśnienia okazały się zbędne. Eveline widziała dość, w pamięci wciąż mając ostre kły i moment, w którym Castiel spróbował ją udusić. Jasne, że mogło skończyć się jeszcze gorzej.
– Więc kto?
Nie mogła powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Chciała zrozumieć, choć zarazem wątpiła, żeby poznanie sprawców cokolwiek zmieniło. Sęk w tym, że zabrnęła o wiele za daleko, by być w stanie tak po prostu się wycofać. W gruncie rzeczy to, że chciała wiedzieć, wydało się dziewczynie czymś równie naturalnym, co i potrzeba oddychania, tym bardziej, że ta jedna kwestia dręczyła ją przez te wszystkie lata. To, co się wydarzyło… Oczywiście, że pragnęła odpowiedzi – i to może bardziej niż zapomnienia, którym karmiła się przez cały ten czas.
Dlaczego…?
– Wydaje mi się, że to też wiesz – stwierdziła cicho Lana. – Zwłaszcza po rozmowie z Marco.
Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, tym samym niejako przyznając swojej rozmówczyni rację. Jakaś jej cząstka podejrzewała to od samego początku, w zasadzie od chwili, w której pierwszy raz usłyszała o demonach, ale to i tak do dziewczyny nie docierało. To wszystko nie miało sensu – ta wojna, te istoty i ona w samym środku tego szaleństwa. Pragnęła zrozumieć, a jednak to okazało się niemożliwe, przynajmniej z jej perspektywy nie składając się w choćby częściowo logiczną całość.
Więc… najpewniej widziała umarłych. Albo nawet coś więcej, chociaż Lana nie wyglądała na chętną, żeby rozwijać temat. Jakkolwiek by nie było, nadal brakowało czegoś, co pozwoliłoby na złożenie kolejnych elementów układanki. Eveline całą sobą czuła, że chodzi o coś więcej, ale samo wrażenie niczego nie ułatwiało, skoro nadal nie była w stanie znaleźć odpowiedzi.
Tajemnicza istota z pradawnego rodu; sierp potęgi jej znakiem, śmierć partnerką w mroku…
Zesztywniała, słysząc melodyjny głos Lany. Poderwała głowę, po czym spojrzała na wampirzycę rozszerzonymi do granic możliwości oczami, po prostu słuchając i nie będąc w stanie zdobyć się na żadną inną reakcję. Kolejne linijki wiersza albo pieśni, którą tak nagle przywołała kobieta, dźwięczały Eve w uszach, sprawiając, że ta poczuła się jeszcze bardziej oszołomiona.
– Lana…? – wyszeptała z wahaniem. W gruncie rzeczy sprowadzało się to do pozornie nic nieznaczącego ruchu warg, to jednak wystarczyło, żeby przykuć uwagę wampirzycy.
– Przepraszam – zreflektowała się pośpiesznie nieśmiertelna. – Po prostu bardzo wiele kwestii zastanawia mnie od dnia, w którym wróciłam do Haven… Nie wyobrażasz sobie zamieszania, które wywołałaś – przyznała i na krótką chwilę zamilkła, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. – I to nie tyle pośród nas, ale właśnie demonów.
– Ponieważ… potrafię to, co potrafię?
Wampirzyca wzruszyła ramionami.
– Być może… A może chodzi o coś więcej – przyznała niechętnie, a myśli Eveline po raz kolejny uciekły ku linijkom, które jej rozmówczyni wręcz wyśpiewała chwilę wcześniej. Śmierć partnerką w mroku… – Gdybym to rozumiała, wszystko byłoby prostsze.
Coś w tych słowach sprawiło, że Eveline zapragnęła roześmiać się histerycznie, co najmniej oszołomiona. Prostsze? W obecnej sytuacji to brzmiało jak szalone marzenie, które i tak nie miało prawa się spełnić!
– I tak wiesz więcej ode mnie – stwierdziła, po czym poderwała się na równe nogi, dłużej nie będąc w stanie usiedzieć w miejscu. – Zdajesz sobie sprawę z tego, jak to brzmi? Ja przecież nie… – Urwała i wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że Lana aż nazbyt dobrze rozumie w czym rzecz.
– A ja mam kły – przypomniała usłużnie wampirzyca. – Nekromancja wcale nie jest aż tak szokująca.
– Jest! – zaoponowała.
Lana wywróciła oczami.
– Jak uważasz – rzuciła jakby od niechcenia. – Czujesz się lepiej z tym, że przyznałam ci rację?
– Jesteś okropna – zniecierpliwiła się Eveline, jednak i to nie zrobiło na jej rozmówczyni najmniejszego nawet wrażenia.
– Dzięki! – Kobieta kolejny raz wywróciła oczami. Coś w tym geście sprawiło, że Eve z miejsca zapragnęła ją uderzyć. – I właśnie z tego powodu wpatrujesz się we mnie jak urzeczona? Wierzysz mi, to po pierwsze. Dwa… Chcesz zrozumieć, prawda?
– Oczywiście, że chcę! Naprawdę nie obchodzi mnie czy ty, czy Marco… Ale mam wrażenie, że wiesz dużo więcej niż chcesz mi powiedzieć – zarzuciła Lanie, już nawet nie zastanawiając się nad doborem słów.
Zacisnęła dłonie w pięści, nie kryjąc frustracji. Wciąż była przerażona, ale strach już dawno zdążył ustąpić miejsca stopniowo przybierającej na sile irytacji. W milczeniu wpatrywała się w Lanę, dosłownie taksując wampirzycę wzrokiem i wciąż oczekując wyjaśnień – czegokolwiek, co pozwoliłoby jej połączyć w całość wszystkie informacje, które do tej pory zebrała; uczynić to wszystko łatwiejszym. Co prawda jakaś jej cząstka wciąż odrzucała prawdę, ale Eveline z uporem ignorowała to uczucie, raz po raz powtarzając sobie, że nad tą kwestią mogła zastanowić się później. Teraz chciała rozumieć i nic ponadto, a jednak…
– Jest różnica między wiedzą a podejrzeniami – przyznała niechętnie Lana. Coś w jej słowach sprawiło, że Eve poczuła się jeszcze bardziej zniechęcona. Ze świstem wypuściła powietrze, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że wkrótce przyjdzie jej się rozczarować – i to najdelikatniej rzecz ujmując. – Powiedziałam ci już, że przeczuwam różne rzeczy, ale… Cóż, intuicja to nie wszystko.
– Może. Ale co mówi ci w związku ze mną? – zapytała, nie mogąc się powstrzymać.
Lana podejrzliwie zmrużyła oczy, kolejny raz wręcz szokując przenikliwością spojrzenia lśniących, niebieskich tęczówek.
– Szczerze? Mniej więcej tyle, że masz przejebane, skarbie – oznajmiła z rozbrajającą wręcz bezpośredniością.
Eveline otworzyła i zaraz zamknęła usta, przez krótką chwilę mając wrażenie, że ktoś ją uderzył. Być może jeszcze jakiś czas temu te słowa wzbudziłyby w niej gniew albo sprawiły, że tym bardziej zapragnęłaby uciec, jednak w tamtej chwili nic podobnego nie miało miejsca. W zamian po prostu wybuchła pozbawionym wesołości, niemalże histerycznym śmiechem, już nawet nie dbając o to, czy przypadkiem nie zrobi z siebie idiotki. Wręcz przeciwnie, skoro nagle doszła do wniosku, że wszystko będzie lepsze od trwania w ciszy i próbą zapanowania nad emocjami.
Czuła na sobie intensywne spojrzenie wciąż śledzącej każdy jej kolejny ruch Lany, ta jednak w żaden sposób nie skomentowała zachowania stojącej przed nią dziewczyny. Absolutnie nie rozumiała tej wampirzycy, ale w jakiś pokrętny sposób po prostu wampirzycy ufała. Nie była pewna, skąd brało się to uczucie, skoro Lana bez wątpienia należała do osób trudnych, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Po chwili wahania doszła do wniosku, że mimo całej tej bezpośredniości, doceniała to, jak bardzo kobieta była z nią szczera. Być może naprawdę tego potrzebowała – kogoś, kto byłby w stanie nią potrząsnąć, gdyby zaszła taka potrzeba, a już zwłaszcza w sytuacji, która jawiła jej się jako coś nie do pojęcia. Co prawda to wciąż nie decydowało o tym, czy Lanę lubiła, ale…
– Hm… Gorzej ci?
Z niedowierzaniem potrząsnęła głową, po czym chcąc nie chcąc przeniosła wzrok na tkwiącą przy niej nieśmiertelną. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby skupić na niej wzrok, a tym bardziej zdecydować, co i dlaczego chciała powiedzieć. Choć w głowie wciąż miała pustkę, kiedy się odezwał, jej głos zabrzmiał wręcz zadziwiająco pewne, chociaż nie sądziła, że w ogóle będzie do tego zdolna.
– Więc demo… – Urwała, by móc odchrząknąć i spróbować oczyścić gardło. – Demony – powtórzyła z naciskiem – mają coś do mnie. Dlatego, że widzę… różne rzeczy – dodała, a Lana prychnęła, mrucząc pod nosem coś, co zabrzmiało jak „Eufemizmy nade wszystko!”.
– Mniej więcej – powiedziała już normalnie.
– I to dlatego Aurora i Drake… Ale oni są wampirami – zauważyła przytomnie, jednak i to nie zrobiło na Lanie wrażenia.
– Zwłaszcza w przypadku Drake’a bym się kłóciła – stwierdziła z wyraźną niechęcią. Przez jej twarz przemknął cień, co zresztą nie wydało się Eve niczym dziwnym. Po tym, co zdążyła zaobserwować, łatwo można było dość do wniosku, że nieśmiertelny nie cieszył się szczególną sympatią. – Prawda jest taka, że wielu wolało przejść na stronę, która według nich jest tą zwycięską… Albo po prostu są palantami i dali sobie zamydlić oczy korzyściami. Już dawno zwątpiłam w lojalność – dodała z nutką goryczy.
No to jest nad dwie…, przeszło Eveline przez myśl. Po tym, co wydarzyło się w domu, kiedy przekonała się, że zaufanie komuś, kogo przez lata traktowała jak bliską osobę, naprawdę była w stanie zrozumieć pełne rezerwy podejście Lany.
– Ja… Powiesz mi jedną rzecz? – poprosiła, chociaż wcale nie była pewna, czy chce usłyszeć potwierdzenie. – Oni na mnie… polują?
– Na to wychodzi. – Lana cicho westchnęła. – Skoro już tak szczerze rozmawiamy, to wiedz, że właśnie dlatego tutaj jesteś. Kiedy zaczęli się tobą interesować… Cóż, od zawsze lubiliśmy robić sobie na złość – przyznała, po czym parsknęła pozbawionym wesołości śmiechem. – Poniekąd to czysty egoizm, ale skoro oni zdecydowali się ciebie dorwać, my będziemy cię bronić – wyjaśniła i coś w tych słowach sprawiło, że Eve poczuła nieprzyjemne ukłucie w okolicach serca.
– W porządku.
Właściwie jakie znaczenie miało to, dlaczego tutaj była? Nie chciała rozwodzić się nad tym, co pchnęło Marco do podążania za nią niczym cień, bo to i tak nie miało znaczenia. Żyła i – przynajmniej tymczasowo – była względnie bezpieczna, o ile w towarzystwie wampirów takie pojęcie w ogóle wchodziło w grę. Co prawda w najgorszym wypadku mogła spodziewać się szaleństwa, ale i to nie wydawało się aż taką złą perspektywą, skoro gorszy scenariusz zakładał, że mogłaby skończyć jako czyjkolwiek obiad.
Co więcej, choć to wciąż do niej nie docierało, teraz miała szansę zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się dwadzieścia lat temu. Choć zdecydowanie prostsze wydawało się zapomnieć o wszystkim i udawać, że nic wartego uwagi nie miało miejsca, po słowach Lany nie potrafiła ot tak wyrzucić z pamięci stwierdzenia, że za wszystkim stały demony. „Dlaczego?” – chciała zapytać, ale wątpiła, żeby ktokolwiek mógł udzielić się odpowiedzi. Wręcz bała się, że w którymś momencie usłyszy, że wszystko sprowadzało się do niej, ale…
Och, to nie miało znaczenia. Niezależnie od tego, jaka była prawda, chciała zrozumieć – z tym, że wciąż nie była pewna, w jaki sposób miałaby się do tego zabrać.
– Tylko nie bierz tego do siebie, okej? Chyba cię lubię. – Głos Lany skutecznie wyrwał ją z zamyślenia. Uniosła brwi, spoglądając na wampirzycę trochę tak, jakby widziała ją po raz pierwszy. – No co? Pomyślałam, że dzięki temu poczujesz się lepiej.
– Niekoniecznie. Nie przepadam za ludźmi – powiedziała, a jej rozmówczyni parsknęła śmiechem.
– To chyba dobrze się składa, bo ja nie jestem człowiekiem – padło w odpowiedzi. – A tak swoją drogą… Ja również, więc czuj się wyróżniona.
– Trochę za dużo tej wyjątkowości jak na jeden dzień – wymamrotała nerwowo.
Lana spojrzała na nią z zaciekawieniem.
– Powiedziałam ci już, że takich jak ty było więcej. Nie wiem czy to cię pocieszy, ale akurat o nekromancji będę mogła trochę ci powiedzieć… – Zamilkła, po czym zmierzła Eveline wzrokiem. – Jesteś tutaj, a my nie damy ci zginąć. Jeśli tylko sama zechcesz się czegoś nauczyć, wszystko będzie w porządku.
Wiedziała, że Lana tak naprawdę nie była w stanie jej niczego obiecać, ale coś w słowach wampirzycy, a także uśmiechu, który zaraz po tym pojawił się na ustach kobiety, sprawiło, że Eveline poczuła się lepiej. Kiedy do tego wszystkiego sama również zdołała się uśmiechnąć, ostatecznie doszła do wniosku, że może jednak miała być w stanie się z wampirzycą porozumieć.
Dzień dobry! Zeszło mi trochę, ale wydaje mi się, że nie ma tego złego. Nie miałam czasu i chęci, żeby zasiąść do tego rozdziału, a nie chciałam przyjść do Was z byle czym. Wciąż mam mieszane uczucia do tej części, ale sądzę, że nie jest źle. Ostateczną opinię pozostawiam Wam, jak zwykle zresztą.
Dziękuję za obecność i komentarze. Ze swojej strony mogę obiecać, że następne rozdziały przyniosą pewną dość istotną akcję i kolejną zmianę perspektywy. Mam nadzieję, że uda mi się zaskoczyć :3
Na koniec życzę wszystkim zdrowych, pogodnych i rodzinnych świąt! Oby przyniosły wszystko, co najlepsze.
Do napisania!