sobota, 9 kwietnia 2016

☾ Rozdział IV

EVELINE
Zrozumienie pojawiło się nagle, ale i tak poczuła się zaskoczona, kiedy w pełni dotarło do niej, czym jest szybko poruszający się kształt. Pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, był koń – smukły, brązowy i zwinny, o czym mogła się przekonać nawet z tak znaczącej odległości. Promienie słoneczne igrały z lśniącą sierścią, sprawiając, że zwierzę wydawało się jeszcze bardziej majestatyczne i niezwykłe. Z drugiej strony, być może wrażenie brało się stąd, że po raz pierwszy widziała konia na własne oczy, nie w książce albo telewizji, ale dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Wciąż zaskoczona, dopiero po chwili zwróciła uwagę na dosiadającą wierzchowca postać. Sylwetka i długie włosy jednoznacznie wskazywały na to, że była to kobieta. Kiedy znalazła się bliżej, Eveline dostrzegła wzburzone przez pęd kręcone włosy. Z odległości trudno było określić ich kolor, oscylujący gdzieś pomiędzy jasnym brązem a miedzią. Promienie słoneczne wydobywały z jej loków rudawe refleksy, przez co dziewczynie tym trudniej było oderwać od nieznajomej wzrok. Obserwowała przybyszkę, zachwycona tym, z jaką wprawą przychodziła jej jazda konna. W siodle trzymała się pewnie, dumna i wyprostowana, co uprzytomniło Eve, że nie robiła tego po raz pierwszy. Jej ruchy były zbyt precyzyjne, harmonijne i zdecydowane, by mogło być inaczej, a sama możliwość obserwowania młodej jeźdźczyni i jej wierzchowca okazała się niezwykłym doświadczeniem.
Wszystko trwało zaledwie krótką chwilę, zanim przybyszka bez większego problemu nakłoniła konia do tego, żeby się zatrzymał. Stworzenie przebyło jeszcze kilka metrów, po czym posłusznie się zatrzymało – i to na tyle blisko, by Eveline mogła dokładniej przyjrzeć się zarówno koniowi, jak i jego właścicielce. Nieznajoma odgarnęła długie włosy, odrzucając je na plecy, po czym uniosła głowę, by spojrzeć wprost na tkwiącą na balkonie Eve. Jej twarz jak na zawołanie się rozpogodziła; ręka wystrzeliła ku górze, kiedy najzwyczajniej w świcie uniosła ją, by móc energicznie pomachać do zaskoczonej dziewczyny.
Przez dłuższą chwilę po prostu stała, niepewna tego, jak powinna zareagować. Zrób coś, głupia!, warknęła na siebie w duchu, uprzytomniając sobie, że bezmyślne wpatrywanie się w dziewczynę nie jest najlepszym pomysłem. Z pewnym opóźnieniem odwzajemniła gest, chociaż sama nie była pewna, co takiego podkusiło ją do tego, by z równie wielkim entuzjazmem odmachać, a chwilę później – całkowicie pod wpływem impulsu – gestem dała nieznajomej do zrozumienia, by ta na nią zaczekała.
Przemknęła przez pokój, tym razem nie zwracając najmniejszej uwagi na rysunki, które pokrywały ścianę. Poczuła nieopisaną wręcz ulgę, kiedy ponownie znalazła się na parterze, w pośpiechu chwytając kurtkę i niedbale zarzucając ją na ramiona. Nie trudziła się zamykaniem drzwi na klucz, kiedy wypadła przed dom, obchodząc go i wpatrując dziewczyny na koniu. Kiedy w końcu ją zauważyła, kasztanowłosa spokojnie stała u boku leniwie skubiącego trawę stworzenia, raz po raz klepiąc go po pysku i mrucząc jakieś pocieszające słowa. Eveline wywróciła oczami, nie mając pojęcia, jaki sens miałoby mówienie do zwierzęcia, skoro to i tak nie było w stanie zrozumieć poszczególnych słów.
– Dzień dobry! – Dziewczyna odsunęła się od konia, prostując się niczym struna i odwracając w jej stronę tak gwałtownie, że ta aż się wzdrygnęła. Tym razem wyraźnie zobaczyła uśmiech, który rozjaśnił jej twarz; jasnobrązowe oczy barwy mlecznej czekolady zabłysły, natychmiast skupiając się na Eve. Wyglądała młodo i niewinnie, przez co Eveline przez dłuższą chwilę nie była w stanie stwierdzić czy są w podobnym wieku, czy może jej rozmówczyni jest młodsza. – Mam nadzieję, że cię nie obudziłam? Jeśli tak, to przepraszam! Słyszałam, że w domu Nightów ma ktoś zamieszkać, ale nie przypuszczałabym, że to już. Zawsze tutaj jeżdżę, więc… – wyrzuciła z siebie na wydechu, nagle zaczynając wypowiadać kolejne słowa tak szybko, że Eveline ledwo była w stanie za nią nadążyć.
– Hej, hej! – Uniosła obie ręce ku górze w poddańczym geście. Dziewczyna natychmiast zamilkła, spoglądając na Eve przepraszająco. – Po kolei. Nie masz za co przepraszać – zapewniła pośpiesznie.
Nieznajoma zaśmiała się nerwowo.
– Wybacz! Zawsze za dużo mówię – stwierdziła, po czym energicznie potrząsnęła głową. – Gdzie ja mam głowę? Jestem Bella!
Jej entuzjazm kolejny raz wytrącił Eve z równowagi, przez co nie od razu zareagowała na to, że dziewczyna wyciągnęła rękę ku niej. Ujęła ją z pewnym opóźnieniem, ściskając lekko, wciąż dziwnie spięta i skonsternowana sytuacją. Nie była przyzwyczajona do nawiązywania znajomości, czego raczej nie dało powiedzieć się o Bell – a więc osobie na tyle otwartej i sympatycznej, by każdemu z łatwością przyszło wyobrażenie sobie dziewczyny w otoczeniu całej grupki dobrych znajomych.
– Eveline – rzuciła z opóźnieniem.
Bella posłała jej kolejny, tym razem o wiele bardziej olśniewający uśmiech. Obserwując ją, Eve była coraz bardziej oczarowana wyglądem, począwszy od regularnych rysów twarzy, po długie do pasa, lśniące włosy. Powiedzieć, że była po prostu „ładna” byłoby niedopowiedzeniem i obrazą dla kogoś, kto dosłownie zachwycał wyglądem i – co było dla Eveline o wiele ważniejsze – również charakterem, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
– Wiem – zapewniła, po czym westchnęła cicho. – Nie zrozum mnie źle. To jest po prostu małe miasteczko – wyjaśniła pośpiesznie.
– No jasne… – Skrzywiła się mimowolnie, nagle tracąc nastrój. – Mogę się założyć, że jestem nowinką tygodnia.
– Roku – sprostowała Bella – ale nie przejmuj się tym. Ludzie tutaj nie są aż tak irytujący, jak mogłoby się wydawać.
To było marne pocieszenie, chociaż jeszcze przed wyjazdem podejrzewała, że mieszkańcy będą plotkować. Trudno, by mogła spodziewać się czegoś innego, skoro dobrze wiedziała, jakim szokiem musiało być dla wszystkich to, co spotkało jej rodzinę. Powrót jedynej córki Nightów po latach do domu, w którym wszystko się zaczęło, również nie mógł pozostać niezauważony.
Raz jeszcze zmierzyła Bellę wzrokiem, próbując ocenić, czego powinna się po dziewczynie spodziewać. Kobieta bez wątpienia była za młoda, by pamiętać cokolwiek z tego, co działo się dwadzieścia lat wcześniej, a to samo w sobie mogło okazać się problematyczne. Nie chciała nawet wyobrażać sobie tego, że nagle mogłyby ją zacząć nachodzić liczne, podobno współczujące duszyczki, w rzeczywistości mające na celu tylko i wyłącznie to, by wyciągnąć od niej jak najwięcej informacji. Spodziewała się szczegółowych pytań i fałszywej uprzejmości, przez co tym bardziej zapragnęła wycofać się do domu i zabarykadować się w nim na kilka następnych tygodni. Nie chciała bycia w centrum uwagi, tych wszystkich plotek i spekulacji, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że nie będzie w stanie ich uniknąć. To nie była wielka metropolia, gdzie na jakąkolwiek formę przemocy, wypadek albo napaść patrzono przez rozstawione palce, skoro podobne sytuacje były na porządku dziennym. Urokiem Haven, prócz nietypowej pogody, była również właśnie ta zażyłość mieszkańców; jeśli coś się działo, to wszyscy tym żyli, niezależnie od tego czy było to dobre, czy też nie.
Z tym, że Bella taka nie była. Eveline zrozumiała to, gdy tylko zauważyła w jaki sposób dziewczyna jej się przyglądała – nie jak zwierzęciu na wybiegu w ogrodzie zoologicznym, ale komuś, kogo można było obdarzyć sympatią.
– Mieszkam tutaj niedaleko – oznajmiła bez ogródek, machnięciem ręki wskazując na linię drzew, które otaczały posiadłość Nightów. – Nic specjalnego. Takie małe ranczo ze stadniną, ale… – Bella wzruszyła ramionami. – Można powiedzieć, że jesteśmy sąsiadkami.
– Hodujesz konie? – zapytała, nie kryjąc zaskoczenia.
– Też, chociaż to tylko kilka sztuk. Savannah jest najmłodsza – dodała, po czym z czułością odwróciła się w stronę klaczy. Wyciągnęła dłoń, a zwierzę jak na zawołanie podeszło bliżej, pozwalając żeby Bella dotknęła jego pyska. Było w tym coś olśniewającego, zresztą tak jak i we wprawionych, pełnych uczucia ruchach dziewczyny, jednoznacznie świadczących o tym, że przebywanie z końmi naprawdę musiało sprawiać jej przyjemność. – Tak naprawdę jestem tutaj, żeby pisać. Wiesz, spokój i tak dalej… Rodzicie się ze mnie śmieją, ale ja i tak wiem swoje. Jasne, że książek nie wydaje się ot tak, ale…
Ale najpewniej zagadasz i potencjalnego wydawcę, i wszystkich innych, pomyślała mimochodem, jednak nie było w tym nic złośliwego. W Belli było coś, co sprawiało, że z miejsca zaczynało się pałać do niej sympatią. To mogło być wyłącznie wrażenie, ale Eveline była gotowa przysiąc, że trafiła na najbardziej szczerą i otwartą osobę, jaką kiedykolwiek miała okazję spotkać. Zawsze była nieufna, pomimo rozmowy z kobietą czując wciąż obecne napięcie i wątpliwości, te jednak z wolna zaczynały znikać, wyparte przez wciąż ostrożną, ale jednak narastającą sympatię.
– Pisarka – powtórzyła, próbując wszystko uporządkować. – I na dodatek miłośniczka koni, która jest moją sąsiadką.
– I mieszka tutaj niewiele dłużej od ciebie – wtrąciła Bella, jak gdyby nigdy nic mówiąc o sobie w trzeciej osobie. – Przyjechałam jakieś dwa miesiące temu. Dlatego wiem, że ludzie będą mówić, ale to nic niewłaściwego.
– Nowa osoba w mieście to nie to samo, co ktoś z przeszłością – zauważyła przytomnie.
Dziewczyna momentalnie spoważniała, uświadamiając sobie, że jej sugestia faktycznie mogła zabrzmieć niewłaściwie. Eveline ledwo powstrzymała się od westchnienia, uświadamiając sobie, że być może niechętnie nawiązała do swojego pochodzenia, tym bardziej, że Bella wydawała się uświadomiona. Zauważyła, że spojrzenie dziewczyny powędrowało w stronę domu, a jej tęczówki rozszerzyły się nieznacznie, jakby nagle przypomniała sobie coś wyjątkowo nieprzyjemnego.
– Być może – powiedziała w końcu, ostrożnie dobierając słowa. – Ale ludzie zawsze będą mówić. Prędzej czy później im przechodzi, a w twoim przypadku… Cóż, może po prostu w grę będzie wchodzić to „później”.
– Więc proszę bardzo. – Eveline rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie, po czym wzruszyła ramionami. – Nie żałuj sobie – zaproponowała, nie mogąc dłużej znieść napięcia.
Poczuła na sobie zaskoczone spojrzenie Belli, chyba faktycznie skonsternowanej jej słowami. Dziewczyna nie odezwała się od razu, po raz pierwszy milcząc dłużej niż kilka sekund i najwyraźniej próbując coś zrozumieć.
– Co takiego? – zapytała w końcu.
Eveline ledwo powstrzymała się od grymasu.
– Ludzie będą mówić, a ja nie chcę żadnych plotek. Jak chcesz o coś zapytać, to zrób to teraz. Wolę mieć to za sobą – rzuciła o wiele bardziej oschle niż zamierzała.
– Naprawdę sądzisz, że przyjechałam tutaj tylko dlatego, że byłam ciekawa? – obruszyła się Bella, nie brzmiała jednak tak, jakby była oburzona albo zła. – W porządku, tak – chciałam dowiedzieć się, czy już tutaj mieszkasz. Poza tym zawsze jeździmy tutaj z Savanną, ale mogę przestać, jeśli chcesz prywatności. Nie przyszłoby mi do głowy, że… – Urwała, po czym z niedowierzaniem pokręciła głową. – Nie szukam plotek, okej? Znasz mnie pięć minut. Nie upadłam na głowę, by oczekiwać tego, że ot tak zaczniesz mi się zwierzać.
Jeszcze kiedy mówiła, Eveline nabrała pewności, że była szczera. Z miejsca pożałowała swoich wcześniejszych słów, momentalnie rozluźniając się i czując, że zaczyna darzyć Bellę coraz większą sympatią. Czuła na sobie spojrzenie dziewczyny, widziała jej uśmiech i była coraz pewniejsza tego, że jej towarzyszka nie ma w planach sama z siebie wypytywać ją o coś, czego sama Eve nie miała prawa pamiętać. To był trudny, odległy temat, którego się obawiała i który sprawiał, że instynktownie pragnęła trzymać wszystkich wokół z daleka od siebie, nawet jeśli na dłuższą metę to nie miało racji bytu. Skoro miała tutaj zostać, musiała oswoić się z mieszkańcami, ale z drugiej strony…
– Wybacz – zreflektowała się pośpiesznie. – Ja wcale nie…
– Też bym taka była, gdyby mówiono o mnie tyle, co o tobie – zapewniła ze spokojem Bella. – Nie słucham plotek, chociaż lubię rozmawiać. Jakbyś chciała się wygadać, proszę bardzo, ale nie zamierzam wypytywać cię o dom, jeśli akurat to masz na myśli. – Dziewczyna wysiliła się na uśmiech, po czym krótko skinęła w stronę towarzyszącej jej klaczy. – Powinnam ją odprowadzić. Jakbyś chciała wpaść, to nie mam nic przeciwko. Przez większość czasu i tak jestem sama, a to mi nie służy.
– Wydawało mi się, że pisarze to lubią – zauważyła, niemalże z ulgą zmieniając temat.
Bella parsknęła śmiechem.
– Nie ja – stwierdziła, wymownie wywracając oczami. – Więc jak? Mam sernik! – oznajmiła z rozbrajającym uśmiechem.
– Kusisz, kobieto – rzuciła zaczepnym tonem, przez ułamek sekundy mając ochotę zaryzykować i jednak się zgodzić. To byłoby normalne, ludzkie i najzupełniej naturalne, by dać szansę nowej znajomej, dać zaprosić się do obcego domu, może jednak zaufać i… – Ale mam już plany. Muszę pojechać do miasta i… Cóż, sama wiesz. Dom stał pusty przez lata – wyjaśniła, sama niepewna tego, dlaczego próbowała się tłumaczyć.
– Jasne. – Bella na ułamek sekundy posmutniała, po chwili jednak jej twarz rozjaśnił promienny uśmiech. – W centrum jest warsztat samochodowy. Możesz popytać o Michaela, gdybyś miała jakiś problem. Ten chłopak potrafi zdziałać cuda, zwłaszcza kiedy chodzi o sprawy techniczne – stwierdziła, wywracając oczami. – Ja dręczę go cały czas.
– Och, nie wątpię – wyrwało jej się. Brwi dziewczyny powędrowały ku górze, jednak tym razem Eveline nie dała rozmówczyni dość do słowa. – Dziękuję ci bardzo. Może później do ciebie wpadnę – dodała, chociaż sama nie była pewna, czy ma taki zamiar.
Cokolwiek myślała o jej zapewnieniach Bella, najwyraźniej była zadowolona, bo energicznie skinęła głową. Momentami zachowywała się jak dziewczynka, entuzjastyczna i tak pełna siły, że trudno było za nią nadążyć. To wzbudzało sympatię, ale i swego rodzaju oszołomienie, zwłaszcza u kogoś, kto przywykł do samotności. Zawsze potrzebowała czasu, by zadecydować o zaufaniu, nie wspominając o tym, że otwarcie się na kogokolwiek, kto pochodził właśnie z Haven, nie było łatwe.
Stała w bezruchu jeszcze dłuższą chwilę, spoglądając w ślad za Bellą, kiedy ta dosiadała konia, a później zniknęła między drzewami. Po raz kolejny uderzyła ją lekkość w ruchach dziewczyny i zaskakująca wręcz pewność siebie, którą dało się wyczuć nawet po kilku minutach znajomości. Sąsiadka mogłaby okazać się osobą, która pozwoliłaby jej dość swobodnie wejść w nowe życie i przyzwyczaić się do niego, ale z drugiej strony… Być może na podjęcie pewnych decyzji było jeszcze zbyt wcześnie.
– Sernik… Ta.
Wywróciła oczami, po czym z wolna odwróciła się w stronę domu. Wyglądał o wiele lepiej niż dzień wcześniej, kiedy obserwowała go przez zniekształcającą go ścianę deszczu, ale i tak wzdrygnęła się niekontrolowanie, zanim ostatecznie zdobyła się na to, żeby wejść do środka. Wciąż myślała o tym, co powiedziała jej Bella, chcąc nie chcąc dochodząc do wniosku, że podróż do miasta jest najlepszą perspektywą na spędzenie dnia. Musiała załatwić kilka spraw, by doprowadzić rezydencję do stanu względnej używalności, począwszy chociażby od doprowadzenia ciepłej wody i prądu. Kolejna noc w ciemnościach mogła okazać się problematyczna, tym bardziej, że Eve szczerze wątpiła w to, żeby po raz kolejny udało jej się spokojnie zasnąć.
Cóż, gdyby jeszcze doszła do wniosku, jak radzić sobie z ewentualnymi plotkami i Bellą, wtedy mogłoby być naprawdę przyjemnie.
Haven było małe, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Eveline nie pamiętała, jak miasteczko wyglądało przed jej wyjazdem, ale podświadomie wyczuła, że niewiele od tamtego czasu uległo zmianie. Główny plac skupiał najważniejsze budynki, poza tym zwykle tętnił życiem, o ile w tak małym miejscu to w ogóle było możliwe. Ostrożnie posuwając się naprzód, obserwowała przez okno kolorowe szyldy, oznaczające kilka małych sklepików, kwiaciarnie i wciśniętą w boczną uliczkę, niepozornie wyglądającą księgarnię. Jak na tak małą mieścinę to i tak było dużo, zresztą większość domów i jeszcze kilka instytucji rozrzucono po okolicy, przez co bez samochodu poruszanie się po otoczonym lasami Haven bywało dość problematyczne.
Jej uwagę przykuł znak, wskazujący drogę do warsztatu, o którym wspominała Bella, ale zdecydowała się go zignorować. Nie czuła się dobrze z myślą o proszeniu o pomoc kogoś, kogo nie znała, a już zwłaszcza sprowadzania do domu obcych, których do tej pory nie miała okazji poznać. Bijąc się z myślami, zaparkowała samochód przy chodniku, po czym wysiadła, machinalnie spoglądając w zachmurzone niebo. Pogoda nie zachwycała, poza tym wszystko wskazywało na to, że znowu zbierało się na deszcz, chociaż na razie nic nie zapowiadało tak gwałtownej ulewy jak dzień wcześniej. Gdyby się pośpieszyła, miałaby szansę wrócić do posiadłości przed ostatecznym zarwaniem pogody, co jak najbardziej jej odpowiadało. Miała czas na zakupy, mały rekonesans i – być może – podjęcie decyzji o tym, żeby jednak zajrzeć do Belli, chociaż sama nie miała pewności, dlaczego wciąż czuła potrzebę, żeby jednak to zrobić.
Zamierzała ruszyć w stronę najbliższego ze sklepików, kiedy uwagę Eve przykuło coś zgoła innego. Przystanęła wpół kroku, raz po raz spoglądając w stronę księgarni i bezwiednie zmierzając w jej stronę. Spojrzenie jak na zawołanie zatrzymała na zwykłej, białej kartce papieru, którą ktoś niedbale przykleił do drzwi kawałkiem taśmy klejącej.
ZATRUDNIĘ PRACOWNIKA
Zastygła w bezruchu, wpatrując się w ręcznie nakreślone litery. Nawet nie zorientowała się, kiedy zacisnęła dłoń na klamce, wahając się nad wejściem do środka. Dziedziczka czy nie, potrzebowała pracy, chociaż znalezienie zajęcia ot tak wydawało się czymś całkowicie nierealnym. Takie doświadczenia wyniosła chociażby z Virginii, gdzie na jedno stanowisko zwykle znajdowała się cała grupa ochotników, mniej lub bardziej doświadczonych, przez co przebicie się wydawało się graniczyć z cudem. W Haven mogło być inaczej, ale i tak miała wątpliwości co do tego, by znalezienie pracy mogło być aż takie proste. Jasne, musiała próbować, a podjęcie się zajęcia na miejscu było o wiele lepsze niż codzienne pokonywanie dziesiątek kilometrów, które dzieliły ją od najbliższego miasta, jednak z drugiej strony…
Westchnęła i nie dając sobie czasu na wątpliwości, pośpiesznie weszła do środka. Drzwi ustąpiły bez najmniejszego nawet wysiłku; ciemne i dotychczas ciche wnętrze wypełnił delikatny dźwięk wiszącego na framudze dzwoneczka, który najpewniej miał informować właściciela o przybyciu ewentualnego klienta. Poczuła się nieswojo, tym bardziej, że już na wstępie powitała ją pustka i dziwny, odrobinę stęchły zapach, trochę jak w dawno nieotwieranej piwnicy albo innym, równie rzadko uczęszczanym miejscu. Czuła kurz, chociaż nie w takim natężeniu jak w domu, który dopiero co zajęła i który musiała gruntownie wysprzątać. Jakkolwiek by nie było, miała wrażenie, że księgarnia jest opustoszała, choć otwarte drzwi i względnie świeża oferta pracy stanowczo temu przeczyły.
Poczucie niepokoju pojawiło się nagle, a Eveline całą sobą poczuła, że powinna się wycofać. Zamarła w progu, wahając się nad tym czy wyjść i raz po raz nerwowo oglądając się przez ramię. Być może coś jej umknęło, chociażby wzmianka o tym, że lokal jest na sprzedaż albo właściciel zaraz wraca, ale…
– Dzień dobry, piękna pani.
Nie usłyszała żadnych kroków ani niczego, co świadczyłoby o czyjejkolwiek obecności. W efekcie omal nie wyszła z siebie, kiedy usłyszała głęboki, przyjazny dla ucha baryton. Zaraz po tym odwróciła się, omal nie wpadając na wysoką, postawną postać, która nie wiadomo kiedy pojawiła się tuż przed nią. Z wrażenia aż zatoczyła się do tyłu, potykając się o własne nogi i nie upadając tylko i wyłącznie dlatego, że nieznajomy chwycił ją za ramiona. Z gardła wyrwał jej się zaskoczony, zdławiony okrzyk, a kilka sekundy później została bezceremonialnie ustawiona do pionu, dosłownie wpadając w ramiona swojego nieoczekiwanego wybawcy.
Wyprostowała się powoli, unosząc głowę, by móc spojrzeć wprost w oszałamiająco przystojną twarz obejmującego ją mężczyzny. Uderzył ją zapach skórzanej kurtki, którą miał na sobie, a także oszałamiająca, odrobinę korzenna nuta. To była niezwykła mieszanka, która na moment ją oczarowała, zresztą jak i najbardziej czarujący uśmiech, który pojawił się na ustach ciemnowłosego mężczyzny.
Zaraz po tym spojrzała w najpiękniejsze, najbardziej intensywnie niebieskie oczy, jakie w życiu zdarzyło jej się zobaczyć i zamarła.
Nieładnie. Wiem. Znowu. Też wiem, ale… No nie mogłam inaczej! Zresztą jestem pewna, że kilka osób już domyśla się na kogo wpadła Eve (przez te oczy, ach…). Chociaż to pewnie żadne pocieszenie, a wręcz przeciwnie, prawda?
Dziękuję za komentarze i wsparcie. Mam nadzieję, że ten rozdział również przypadnie Wam do gustu, chociaż sama mam poczcie, że może wydawać się… średnio ciekawy. Cóż, początki – dopiero wprowadzam bohaterów i oswajam Eveline z nową sytuacją. Wkrótce zacznie się dziać naprawdę dużo, zresztą końcówka tej części to wstęp do czegoś większego.
Na koniec z przyjemnością oznajmiam, że ten rozdział dedykuję Mrs. Cross, która w poniedziałek ma urodziny. Mogłabym opóźnić tę część jako prezent, ale nie potrafię trzymać na dysku czegoś, co jest skończone, więc macie i krytykujcie do woli.
Do napisania!

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O Boże.
      *___________*
      Ja Cię kiedyś zabije za kończenie rozdziałów w takich momentach. Obiecuje, ale zanim to zrobię upewnie się najpierw, że wszystkie Twoje opowiadania są skończone i nie będę miała na sumieniu biednych ludzi, którzy nie będą znali dalszych losów bohaterów. C:
      Wiem, że powinnam pisać po kolei, ale nie mogę nic poradzić na to, że końcówka spodobała mi się najbardziej. Te Twoje dziewczyny to mają szczęście, że trafiają im się takie ciasteczka. :3  Ian! Damon! Gabriel! Alex... nie. Niestety żaden z tych panów, ale to nie zmienia faktu, że ja doskonale wiem kto to jest i juz się nie mogę doczekać piątego rozdziału z udziałem (pożyczę od Klaudii łopatę, jak mi go nie dasz w następnym rozdziale) tajemniczego pana z najpiękniejszymi niebieskimi oczami. Wiele bym dała, żeby na ten moment być na miejscu Eveline i móc się znaleźć w jego ramionach. Mam nadzieje, ze imię tego pana nie okaże się być pechowe... A ty juz dobrze wiesz co mam na myśli. ._.
      Bella jest urocza. W pierwszej chwili myślałam, że to sam, zbłąkaby konik się pojawił na posiadłości Eveline, a tu się okazuje, że jednak nie. Bella wydaje mi się być naprawdę przyjemna osoba z którą dobrze byłoby spędzić trochę czasu, ale wolę nie pisać niczego na pewno, bo wiadomo to dopiero pierwszy rozdział w którym się pojawiła i może się okazać zupełnie kimś innym. ;)
      Rozdział czytało mi się przyjemnie, a po końcówce czekam jeszcze bardziej niecierpliwie na następny rozdział, który mam nadzieje pojawi się niedługo.
      Teraz jednak zasadzę Ci porządnego kopa, żebyś poszła i pisała Cienie! :D
      Ściskam mocno i przesyłam dużo weny!
      Gabi. :*

      Usuń
  2. TE OCZY... *__________*
    (Dłoń zaciska na łopacie, ale nie wygląda na to, żeby miała jej użyć. Jeszcze nie...)
    Wrócę tu jutro. To jest dzisiaj, ale nieco później, albo też wcześniej... Cholerka, lepiej już pójdę spać ;___;
    Jak na razie przesyłam całą masę uścisków!:*

    Kladia99

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry! Na wstępie zaznaczam, że wszelka chaotyczność i niereformowalność tego komentarza spowodowane są nieprzespaną nocą, nadal wczesną porą i oczywiście niebieskimi oczami *-*
      Koń. Jezu, Ness, spodziewałam się po tobie wszystkiego. Lokomotywy, ciągnika, stada małp czy nawet poruszającej się z prędkością światła łopaty. A ty serwujesz nam konia. I kto tu kogo zaskakuje, co? Mój Mason to nic w porównaniu z tym, co ty odwalasz!
      Bella. Już ją lubię. To taka pozytywna istotka, mały, wesoły skrzat, którego wszędzie pełno. Przypomina mi troszkę Alice ze Zmierzchu c:
      A Eve po tym rozdziale znielubiłam. No bo jak można odmówić serniczka?! Eve, idiotko, wiem że ty miastowa, ale rezygnować z sernika? Skandal! Teraz to dopiero będą o tobie we wsi gadać!
      Sama chciałabym pracować w księgarni c: Dlatego fakt, że Eve natknęła się na to ogłoszenie musiało być cudem. Ale ja takie zbiegi okoliczności lubię. Szczególnie gdy mają takie cudowne, błękitne oczka... *_____*
      I tak, ja mogę zapewnić łopaty wszystkim tym, którzy będą mieli jakieś zażalenia odnośnie końcówki. (Bo ja mam!)
      Jak zwykle pochłonęłam rozdział jednym tchem, przez co znowu wydawał mi się za krótki :cc Pisz piąteczkę, co?
      Moc uścisków i najlepszych życzeń urodzinowych dla Mrs. Cross! :** Iana i jego błękitnego spojrzenia każdego dnia! :>
      A tobie, Ness, dużo weny i czasu na pisanie.
      *pomaga ci na pożegnanie* :D
      Buziaki!

      Klaudia99

      Usuń
  3. Dobry wieczór, Straszaku :3
    Po pierwsze, to ponownie Ci dziękuję za dedykację cudownego rozdziału. Mój drugi prezent przedpremierowy, o czym doskonale wiesz, bo Ty wiesz wszystko. Jesteś taką osobką, informowaną o wszystkim - że jeszcze nie masz tego dosyć.
    Już mogę śmiało powiedzieć, że lubię Bellę - przynajmniej na razie. Jest taką energiczną osóbką i wydaje mi się, że ciut roztrzepaną. A takie osoby zawsze są fajne :3 Była tym typem osoby, której nie dało się nie lubić i roztaczała wokół siebie pozytywną aurę. To są tylko chwilowe spostrzeżenia, wszystko przecież może ulec zmianie, bo któż tam wie, co czai się w Twojej łepetynce? Ale wydaje mi się, że Bella będzie jedną z osób, które będą trwały u boku Eveline.
    Wada małych miejscowości jest właśnie taka, że plotki roznoszą się z prędkością światła. Wiem co mówię, bo sama mieszkam na małej wsi. Nawet jeśli coś jest nieprawdą, to i tak się to roznosi XD Więc o przybyciu Eve wie już całe Haven :D
    Podoba mi się końcówka, chociaż ta Twoja tendencja do urywania w najmniej odpowiednich momentach... Mimo wszystko zła nie jestem, linczowała nie będę, bo po pierwsze: jestem wtajemniczona, ja wiem. A po drugie: jestem pewna, że już na dniach zaszczycisz nas piąteczką ^^
    Oczywiście nie będę się już powtarzała, bo Ty doskonale wiesz, jak cudownie piszesz. A jak nie wiesz, to już wiesz :D Podoba mi się Twój styl i te wszystkie opisy, że jak to czytam to się zastanawiam jaki prawem ja zaśmiecam internnet swoim pisaniem i jakim cudem Tobie się moje pisanie podoba :D Ale nie ważne, nad tym rozwodziła się nie będę. Masz talent, o czym Ci już mówiłam i naprawdę cieszę się, że piszesz kolejnego bloga i dajesz nam taką cudowną historię do czytania. Wprawdzie wiele się nie działo jeszcze, ale wiem, że nas nie zawiedziesz ^^

    Mrs.Cross
    (surykatka) ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej
    Czekałam na twoje autorskie opowiadanie i choć miałam już jego próbkę wcześniej to wciąż było mi mało. Dalej tak jest. Historia zapowiada się bardzo ciekawie. Budujesz napięcie niedopowiedzeniami i tajemnicą z przeszłości. No i poza tym Marco. Chociaż imię tego wampira już zawsze będzie mi się źle kojarzyć z LITT- niestety.
    Masz parę małych błędów (literówek) i powtórzenia oczywiście, ale to nic w świetle tego co wymyśliłaś. Czekam niecierpliwie na więcej, bo w tej historii nic nie jesteśmy w stanie przewidzieć- nawet bohaterów, których umieściłaś na jej łanach, czego nie można powiedzieć o innych, gdzie przynajmniej cześć jest nam znana z powieści Meyer.
    Liczę na to i będę Cię do tego zachęcać, że wydasz to kiedyś jako powieść. Ba, skopię Ci tyłek jeśli nie wyślesz tego na debiut literacki:)

    Czekam na ciąg dalszy:)
    Weny kochana
    Guśka

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! :3
    No i jestem, tak jak obiecałam. Z rozdziału na rozdział coraz bardziej jestem zafascynowana tą historią. Ale po kolei.
    A więc tajemnicza postać okazała się Bellą - energiczną, skoczną pisarką urodzoną w siodle. Jej sposób bycia faktycznie wzbudza sympatię, toteż nie dziwię się wcale Eve, która - nawet mimo przyzwyczajenia do samotności - w jakiś sposób chyba zaczyna ją lubić. Choć na ten moment to może za mocne słowo, bo w końcu ile one się znają? Kilka minut zaledwie.
    Wiem też, że Belli nie wprowadziłaś, żeby "zapchać" rozdział. Zastanawiam się więc, jaką odegra rolę? Czy Eveline zaryzykuje kiedyś i wyjawi jej swoje tajemnice? Stawiam, że między tymi dwoma nawiąże się jakaś bliższa relacja, bo mimochodem dostrzegłam w najnowszym rozdziale imię "Bella". :D
    Jedyne, co mi lekko zazgrzytało, to ta oschłość Eveline. Najpierw uważa, że Bella to faktycznie ciekawa osóbka i wzrasta jej sympatia do niej, a potem nagle przechodzi w taki dość niegrzeczny ton, jakiego zwykle używa się przy rozmowie z ludźmi, których nie lubimy albo nas denerwują. Ale umiem sobie usprawiedliwić ten zabieg - Eve ciągle trzyma jakiś stres i napięcie, a jak już dowiaduje się, że całe Haven żyje jej przyjazdem... Powiedzmy, że ta reakcja to skutego tego, co usłyszała od Belli na temat swojego powrotu, no i swoich uczuć z nim związanych.
    Oczywiście, że się domyślam, na kogo wpadła Eveline. I domyślam się również, że całe zajście nie było przypadkiem. Zupełnie, jakby nasz wampir przewidział jej dzisiejszą wizytę w mieście i to, że zdecyduje się poszukać jakiejś pracy. Ale co z tego wyniknie? Przeczuwam, że nic dobrego, niestety. ;_;
    Jeszcze powiem znalazłam literówkę, jedną jedyną!
    "oczy bartwy mlecznej czekolady" I przemknęło mi gdzieś jedno powtórzenie, ale nie pamiętam już nawet gdzie. Poza tym - wszystko idealne. :)
    Niedługo wrócę i przeczytam piąteczkę.
    Pozdrawiam! :3
    Sight

    OdpowiedzUsuń