sobota, 23 kwietnia 2016

☾ Rozdział VI

EVELINE
Trudno było jej stwierdzić, jak tak naprawdę się czuła. W pamięci wciąż miała spojrzenie przystojnego nieznajomego, jego czarujący uśmiech oraz zapach skóry i piżma, które tak skutecznie przyprawiły ją o zawroty głowy. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, wciąż było na swój sposób nienaturalne, co nagle wydało jej się co najmniej dziwne i nie na miejscu. To nie było normalne, a Eve wiedziała, że właśnie była świadkiem czegoś dziwnego i bardzo, ale to bardzo nietypowego. Sama myśl o tym sprawiła, że poczuła się jeszcze bardziej nieswojo, czując narastający z każdą kolejną sekundą niepokój, chociaż starała się nie zwracać na to uwagi.
Słowa kobiety wystarczyły, by ją rozproszyć, choć na moment pozwalając zapomnieć o Drake'u i skoncentrować się na czymkolwiek innym. W zasadzie jeśli miała być ze sobą szczera, to zaczynała mieć wyrzuty sumienia z powodu tego, jak zachowywała się przy tamtym mężczyźnie, nawet jeśli oszołomienie przy kimś o tak pięknych, niebieskich oczach, wydawało się czymś w pełni uzasadnionym. Nie potrafiła tego opisać, ale czuła się prawie tak, jakby została wyrwana z transu, choć i to wydawało się niedorzeczne. Od nadmiaru bodźców i myśli zaczynała boleć ją głowa, co również nigdy wcześniej jej się nie zdarzało, bo do tej pory nie należała do osób, które łatwo wytrącić z równowagi.
– Przepraszam, ale… – Zamilkła, by łatwiej zebrać myśli. Raz jeszcze przyjrzała się stojącej przed nią kobiecie, wciąż obawiając się tego, że właśnie w pięknym stylu robi z siebie idiotkę. – Czy ja panią znam? Proszę mi wybaczyć, że pytam, ale…
– Nie masz za co przepraszać, Eveline – przerwała jej nieznajoma. – To naturalne, że mnie nie pamiętasz. Byłaś wtedy malutka – dodała, a na jej ustach z miejsca pojawił się łagodny, troskliwy uśmiech, w niczym nie przypominający tego wymuszonego, pozornie uprzejmego wyrazu, którym potraktowała Drake'a.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, co najmniej skonsternowana słowami kobiety. Z jakiegoś powodu coś ścisnęło ją w gardle, chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Ostatecznie zdecydowała się na milczenie, zdolna co najwyżej wpatrywać się w staruszkę, bezskutecznie wysilając umysł. Miała pięć lat, kiedy wyjechała z Haven, poza tym wyparła z pamięci wszystko to, co wiązało się z tym miejscem, jednak gdyby się postarała…
Z tym, że w głowie miała pustkę, a przywołanie do siebie czegoś tak odległego, okazało się niemożliwe. Jak przez mgłę pamiętała nawet twarze rodziców, najpewniej dlatego, że wciąż pozostawały jej zdjęcia, które pozwalały zachować w pamięci te dwie, jakże ważne dla niej twarze. Była skłonna przysiąc, że tę kobietę widziała po raz pierwszy, co niekoniecznie musiało być prawdą; nie była w stanie jednoznacznie tego stwierdzić, wiedziała zresztą, że działanie umysłu bywało skomplikowane, a ten miał w zwyczaju dopasowywać do siebie fakty, często zakrzywiając rzeczywistość, gdyby uprzeć się, że coś powinno się pamiętać.
Milczała, co najwyraźniej nie przeszkadzało jej rozmówczyni, bo ta wciąż uśmiechała się w uspokajający, niezwykle sympatyczny sposób. Podeszła bliżej, a Eveline z zaskoczeniem przekonała się, że czuje się przy niej wyjątkowo swobodnie, czego raczej nie dało się powiedzieć po czasie, który spędziła w towarzystwie przystojnego pana Stearnsa. Z ulgą zauważyła, że dotychczasowe oszołomienie zaczęło przechodzić, stopniowo znikając, dzięki czemu poczuła się o wiele swobodniej, nawet jeśli wystrój i panująca w sklepie cisza wciąż miały w sobie coś przygnębiającego. Jej oczy zdążyły przywyknąć do półmroku, dzięki czemu łatwiej mogła przyjrzeć się zarówno zakurzonym, zastawionym książkami półkom, jak i właścicielce opustoszałego sklepu.
– Mam na imię Danielle i bardzo dobrze znałam twoich rodziców. Do tej pory pamiętam twoją mamę, kiedy chodziła w ciąży… Jesteście do siebie bardzo podobne – oznajmiła kobieta, tym samym skutecznie przykuwając uwagę wciąż milczącej Eveline. – Ale oczy, moja kochana, to ty masz po tacie.
– No cóż… Tak mówią – przyznała, nagle mając ochotę odwrócić się na pięcie i po prostu wyjść.
Było dokładnie tak, jak podejrzewała, bo już druga napotkana w Haven osoba okazywała się doskonal wiedzieć z kim miała do czynienia. Co więcej, tym razem miała do czynienia z kimś, kto osobiście znał Nightów, przez co konieczność odniesienia do przeszłości stała się jeszcze bardziej materialna. Chociaż starała się nie kierować stereotypami, na myśl momentalnie przyszło jej, że pewnie właśnie trafiła na jedną z tych wścibskich sąsiadek, które snuły niestworzone historie, tylko czekając na okazję do plotek… A w końcu kto mógłby być lepszym źródłem informacji, jeśli nie powracająca po latach dziedziczka małżeństwa, które straciło życie w najmniej oczekiwanych, wciąż niejasnych okolicznościach?
Danielle uśmiechnęła się i w najzupełniej naturalny sposób chwyciła Eve za rękę. Coś w jej spojrzeniu złagodniało, a Eveline z zaskoczeniem pomyślała, że kobieta wyglądała tak, jakby podejrzewała, co takiego chodziło po głowie jej rozmówczyni. Uścisk miała lekki i przyjemnie ciepły, tak, że gdyby Eveline tylko zechciała, mogłaby bez trudu oswobodzić dłoń. Nie zrobiła tego, bezwiednie zdając się na instynkt i narastające z każdą kolejną sekundą przekonanie o tym, że właśnie natrafiła na kogoś, kto zasłużył sobie na przynajmniej odrobinę zaufania. Walczyła ze sobą i wątpliwościami, nie chcąc zrażać do siebie ludzi, nawet jeśli najbezpieczniejszą perspektywą wciąż wydawało jej się zamknięcie w domu i spędzenie tam kilku następnych dni.
– Powiem ci tylko, że jest mi bardzo przykro i to nawet po tylu latach. Twoi rodzice byli bardzo lubiani w Haven, a ja… Beatrice była dla mnie jak córka, a ja wiem, że ani ona, ani twój ojciec nie mieli nikogo bliskiego – powiedziała z powagą kobieta, starannie dobierając słowa. – Pozwoliłam jej tutaj pracować, wiesz? Nie było lepszego towarzystwa od twojej matki. Wybacz mi taką zuchwałość, ale kiedy dowiedziałam się, że tutaj wracasz, miałam wielką nadzieję, że prędzej czy później będę miała okazję cię zobaczyć. Bardzo mi to ułatwiłaś – dodała z bladym uśmiechem. – To tym dziwniejsze, że kiedy widziałam cię po raz ostatni, mogłam nosić cię na rękach.
– Proszę pani…
Pokręciła głową.
– Danielle, proszę. Ta „pani” mnie postarza – obruszyła się, po czym w pośpiechu cofnęła rękę. – Mam wrażenie, że wyszło trochę niezręcznie. Pewnie nie powinnam była, ale twoja obecność naprawdę jest dla mnie niezwykła.
Eveline z niedowierzaniem pokręciła głową, aż nazbyt dobrze rozumiejąc, co takiego miała na myśli kobieta. Obserwowała ją z uwagą, kiedy ta ruszyła w głąb sklepu, a jej srebrzyste włosy zafalowały łagodnie w odpowiedzi na ruch. Poruszała się pewnie i wyjątkowo zwinnie jak na kogoś w podeszłym już wieku, przez co Eve tym trudniej było oderwać od niej wzrok. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, ruszyła za Danielle, wciąż jednoznacznie nie potrafiąc określić tego, co powinna względem niej czuć albo o czym myśleć. Nie tego spodziewała się po wejściu do tego sklepu i chociaż wciąż obawiała się tego, co mogłaby usłyszeć od mieszkańców Haven, coś w tej kobiecie sprawiało, że chyba faktycznie zaczynała ją lubić.
Danielle… Czy pamiętała jakiekolwiek wzmianki o jakiejś kobiecie, która była dla jej matki ważna? Bez wątpienia słyszała to imię po raz pierwszy, ale kiedy wysiliła pamięć, momentalnie zapragnęła wrócić do domu, a potem w bagażach odnaleźć list od Beatrice i kilka postarzałych, nielicznych zdjęć, które zostały jej po rodzicach.
– Przepraszam, ale czy pani… To znaczy ty – poprawiła się pośpiesznie, chociaż czuła się dziwnie mówiąc do dopiero co poznanej kobiety jak do starej znajomej – nie miałaś przypadkiem kiedyś czarnych włosów? Wydaje mi się, że… Ech, mam kilka zdjęć z urodzin – dodała i coś ścisnęło ją w gardle; wszystko, co tak bardzo ją dręczyło, miało miejsce zaledwie kilka miesięcy później.
– A jak ci się wydaje, kochanie? – zapytała uprzejmym tonem, oglądając się przez ramię, by posłać wciąż zmieszanej Eve olśniewający uśmiech.
Wypuściła powietrze ze świstem, powoli zaczynając sobie wszystko uporządkowywać. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem znalazła w sobie dość siły i chęci do tego, żeby przeglądać rodzinne pamiątki, ale nie mogła zaprzeczyć, że na jednym ze zdjęć faktycznie była z kimś, kto bardzo przypominał Danielle. Tamta kobieta miała równie lśniące włosy i to jakby znajome, zdecydowane spojrzenie stalowoszarych oczu. Wcześniej o tym nie pomyślała, mając oszałamiającą wręcz wprawę w zapominaniu o tym, co mogłoby się okazać dla niej bolesne i co miało jakikolwiek związek z Haven, ale zastanawiając się nad tym w tamtej chwili…
– Moja mama tutaj pracowała? – zapytała, uczepiając się pierwszej i zarazem jedynej względnie bezpiecznej kwestii. Zmiana tematu wydała jej się najbardziej sensowna, chociaż wciąż zakrawała o rodzinę – a więc przeszłość, którą dotychczas poruszała bardzo sporadycznie wyłącznie podczas rozmów z Amandą.
– Kilka lat. – Danielle westchnęła, po czym wzruszyła ramionami. – Beatrice kochała książki… I dobrze się tutaj odnajdywała, chociaż sama widzisz, że nie ma co liczyć na ruch. Nigdy mi na tym nie zależało, bo księgarnia od zawsze była dla mnie wyłącznie rozrywką. Sam uwielbiam tę atmosferę, chociaż… – Urwała, a jej spojrzenie jakby od niechcenia przesunęło się po zakurzonych półkach. – Nie mam już do tego tyle serca, co kiedyś. Może nigdy nie miałam.
– W domu jest dużo książek… Tak mi się wydaje, chociaż dopiero wszystko sobie przypominam – odezwała się z wahaniem, ostrożnie dobierając słowa. – W gabinecie ojca i w biblioteczce mamy… Chyba mieliśmy bibliotekę – poprawiła się po chwili, a uśmiech Danielle utwierdził ją w przekonaniu, że najpewniej niczego nie pomieszała.
– Mówiłam, że Beatrice kochała książki – przypomniała usłużnie. – Gdybyś potrzebowała pomocy w uporządkowaniu domu…
– Dziękuję, ale nie chcę być problematyczna – zapewniła pośpiesznie. Problem leżał również w tym, że czuła, iż w pierwszej kolejności sama powinna uporządkować nie tylko pozostawione w domu rzeczy, ale przede wszystkim przeszłość. – W zasadzie to przyszłam tutaj, bo zauważyłam ogłoszenie. Jeśli już nikogo nie szukasz, w porządku – dodała pośpiesznie; znajoma mamy czy też nie, ta kobieta zdecydowanie nie była jej niczego winna.
– Ogłoszenie? O czym ty…? – zaczęła w roztargnieniu, jednak prawie natychmiast na pięknej twarzy pojawiło się zrozumienie. – Och, mój Boże, tak. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale właśnie przeżywam déjà vu – wyznała, a głos kobiety wydał się Eveline nieco zdławiony, zdradzając całą mieszankę skrajnych, sprzecznych ze sobą emocji.
Od tamtej chwili było już tylko łatwiej, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Prowadzenie rozmowy okazało się niemalże naturalne, nawet jeśli nawiązywanie do rodziny, domu na wzgórzu i tego, co miało związek z Haven, momentami przychodziło jej z trudem. Danielle się starała, zwykle wiedząc, co takiego powiedzieć i kiedy się wycofać, gdy atmosfera zbytnio gęstniała, stając się niemalże nie do zniesienia. Eveline nie pamiętała, kiedy i w jakich okolicznościach z kimkolwiek tak dobrze rozmawiało się zarówno o drobiazgach, jak i o tych kwestiach, które dotychczas stanowiły temat tabu. Nawet podczas spotkań z Amandą nie potrafiła mówić tak dużo i tak swobodnie, a przecież z założenia jej terapeutka i – teoretycznie – najlepsza przyjaciółka powinna była być w stanie do niej dotrzeć.
Straciła poczucie czasu, ale to było dobre, tym bardziej, że potrzebowała okazji do tego, żeby oswoić się z Haven. W pamięci wciąż miała wszystkie ostrzeżenia Amandy i własne obawy, te jednak przynajmniej na moment zeszły na dalszy plan. Nie sądziła, że rozmowa na jakikolwiek temat może mieć znaczenie, jednak każda kolejna minuta w pogrążonym w półmroku sklepie wydawała się przynosić dziewczynie ukojenie, którego potrzebowała od chwili pojawienia się w tym miejscu. Spokój był dobry, zresztą tak jak i świadomość istnienia przynajmniej jednej dobrej duszy do której w razie potrzeby mogła się zwrócić. Jasne, była jeszcze Bella, chociaż Eveline wciąż jednoznacznie nie stwierdziła, co powinna zrobić z entuzjastyczną sąsiadką. Być może wypadało, by przynajmniej dała jej szansę, co zresztą postanowiła jeszcze podczas rozmowy z Danielle, dochodząc do wniosku, że samotność jest ostatnim, czego tak naprawdę potrzebowała, jednak podęcie decyzji jeszcze o niczym nie świadczyło. Co więcej Bella – jakkolwiek nie byłaby urocza i otwarta na wszystkich wokół – nie mogła wesprzeć Eve w takim stopniu jak kobieta, która nie tylko znała jej rodziców, ale w równym stopniu przeżyła ich śmierć.
Chociaż była pewna, że jakiekolwiek pytania są zbędne, zdecydowała się wrócić do tematu ogłoszenia. Wciąż czuła się dziwnie z myślą, że Danielle mogłaby podchodzić do niej życzliwie tylko i wyłącznie przez wzgląd na wspólną przeszłość, ale nie zamierzała się tym przejmować. Potrzebowała zajęcia i nawet najmniejszego źródła dochodów, a jeśli do tego mogłaby przebywać z kimś, komu naprawdę zaczynała ufać, tym lepiej. Mimowolnie pomyślała, że takie rozmowy i coraz częstsze nawiązywanie do tego, co miało miejsce dwadzieścia lat wcześniej, mogą okazać się o wiele lepszą terapią, aniżeli wyparcie i wszystkie spotkania z Amandą. Co prawda przez myśl przeszło jej, że być może powinna zapytać o radę przyjaciółkę, ale z drugiej strony… Czy sama najlepiej nie miała pojęcia, co takiego będzie dla niej najlepsze? Gdyby znajoma jakkolwiek była w stanie jej pomóc, już dawno uporządkowałaby wszystkie sprawy, więc z równym powodzeniem mogła zacząć szukać innych metod, zwłaszcza teraz, po powrocie do Haven. Czekała ją kolejna noc w tym domu, a potem następna i jeszcze jedna, a to mogło skończyć się naprawdę różnie; wciąż liczyła się z koszmarami albo jakąkolwiek inną formą gwałtowniejszego odreagowania czegoś, co było dla niej trudne.
– Gdybyś czegokolwiek potrzebowała, zawsze możesz zwrócić się do mnie… Albo do tej swojej znajomej, bo z tego, co słyszę, to dziewczyna dobrze gada – oznajmiła z powagą Danielle, ledwo tylko wspomniała o Belli. – Michael to złoty chłopak, który działa cuda.
– A Bella? – zapytała.
Okej, być może to nie było uczciwe, ale ciekawość wydała się najzupełniej naturalna. Dziewczyna była miła, otwarta i bardzo sympatyczna, co jednak nie znaczyło, że Eve nie mogła pokusić się o dowiedzenie na jej temat czegoś więcej. Danielle mieszkała w Haven całe życie, więc znała wszystkich mieszkańców – lepiej lub gorzej, ale jednak. W takim wypadku Eveline tym bardziej zamierzała zdać się na ocenę kobiety, podświadomie czując, że to najlepsza alternatywa. Przyjaciółka matki bez wątpienia nie zamierzała jej okłamywać i chociaż takie myślenie wydało się czymś abstrakcyjnym, co zupełnie do niej nie pasowało, nie próbowała ze sobą walczyć. Skoro nigdy wcześniej nie spotkała na swojej drodze kogoś, komu mogłaby zaufać, a w tym miejscu już na wstępie była świadoma jakiegokolwiek rodzaju więzi z pozornie obcą osoba, mogła chyba uznać, że coś jest na rzeczy.
– Hm… Ma ranczo w pobliżu twojego domu, prawda? – rzuciła jakby od niechcenia Danielle. – Miła dziewczyna.
– Tak, to wiem – zniecierpliwiła się. Próbowała panować nad językiem, starannie dobierając słowa, by nie zabrzmieć zbyt roszczeniowo i wścibsko, jednak do jej głosu i tak wkradła się irytacja. – Tylko tyle? – zaryzykowała w końcu.
Kobieta westchnęła, po czym wzruszyła ramionami.
– Widziałam tę małą zaledwie kilka razy. Wydaje się miła, ale pojawia się w mieście bardzo rzadko – wyjaśniła w końcu. – Najwyraźniej ceni sobie prywatność, ale to nic złego. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to powinnaś dać jej szansę – stwierdziła, po czym uśmiechnęła się w nieco cyniczny sposób. – Co nie oznacza, że z zaufaniem trzeba przesadzać, zwłaszcza tutaj.
– A co to niby…? – zaczęła, jednak coś w spojrzeniu stalowoszarych oczu Danielle skutecznie przekonało ją do tego, żeby jednak zamilknąć.
– Po prostu bądź ostrożna, Eve. To małe miasteczko, tak, ale ludzie są tylko ludźmi, jeśli wiesz, co takiego mam na myśli. Jesteśmy lepsi albo gorsi, a od niektórych lepiej trzymać się z daleka, co już ci mówiłam – wyjaśniła z powagą, spoglądając dziewczynie w oczy. – Rozumiesz?
Wzdrygnęła się, nagle zaniepokojona. Nie zapytała o to wprost, ale i bez tego wiedziała, że uwaga dotyczyła przede wszystkim Drake’a, którego Danielle w tak nieuprzejmy sposób dosłownie wyrzuciła ze sklepu. Co prawda sam zainteresowany zachował się w szarmancki, godny dżentelmena sposób, przyjmując złośliwości niemalże z klasą, jednak dało się wyczuć, że nie był zachwycony – najdelikatniej rzecz ujmując. Eveline wciąż kręciło się w głowie na wspomnienie niebieskich oczu mężczyzny, nie mówiąc już o aurze, którą ten wokół siebie roztaczał, kiedy jednak pomyślała o spotkaniu z mężczyzną będąc daleko od niego, coś w oszołomieniu i emocjach, które w niej wzbudzał, skutecznie przyprawiło ją o dreszcze.
Z pewnym opóźnieniem skinęła głową, aż nazbyt świadoma tego, że Danielle wciąż ją obserwowała. Nie wydawała się zachwycona taką formą odpowiedzi, ostatecznie jednak zdecydowała się nie komentować tego nawet słowem. W zamian po raz kolejny nachyliła się w stronę Eve, w najzupełniej naturalnym, swobodnym geście, ujmując ją za dłoń, jakby fizyczny kontakt mógł być w stanie pozwolić jej lepiej przekazać to, co planowała powiedzieć.
– Chcę, żebyś była bezpieczna. I to nie tylko przez wzgląd na Beatrice, jeśli akurat to przyszło ci do głowy – oznajmiła z powagą, starannie dobierając kolejne słowa. – To nie jest dla ciebie łatwe i bez wątpienia jesteś zagubiona, ale najważniejsze jest to, żebyś przez to wszystko nie zapomniała o zdrowym rozsądku. Haven jest piękne, chociaż czasami potrzeba czasu, żeby dostrzec jego faktyczną naturę… Jest dzikie – dodała z naciskiem. – Jesteśmy pośrodku nicości, co pewnie już sama zdążyłaś zauważyć. Z daleka od większych miast, w samym środku lasów… Tutaj ludzie żyją w innym rytmie niż w metropoliach, w zgodzie z naturą, chociaż to może być dla ciebie abstrakcją. Uznaj to za ględzenie starej kobiety, która widziała to i owo, ale… Cóż, po prostu postaraj się wziąć pod uwagę to, co ci mówię. Czasami nie wszystko jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. – Zamilkła, być może wyłącznie po to, by złapać oddech, a może usiłując zebrać myśli – Eveline było wszystko jedno, skoro tak czy inaczej czuła się oszołomiona. – Uważaj, kogo zapraszasz do domu. Nie chcę cię straszyć, ale w Haven działo się dość złych rzeczy, bym z całym przekonaniem mogła powiedzieć ci, że nie ma niczego lepszego od zasady ograniczonego zaufania. Postaraj się zaufać sobie, a wtedy nikt ani nic cię nie skrzywdzi.
Czy moi rodzice to wiedzieli?, przeszło Eve przez myśl, jednak nie miała odwagi, by zadać to pytanie. Wywód Danielle wydawał się pokrywać z niektórymi częściami listu Beatrice, chociaż oczywistym było to, że kobieta nie miała prawa widzieć go na oczy. Co więcej, choć ta nie powiedziała tego wprost, mówiąc o „złych rzeczach” bez wątpienia miała na myśli to, co wydarzyło się w rezydencji Nightów; to wydawało się oczywiste, jednak Eveline i tak poraziła liczba mnoga, którą posłużyła się jej rozmówczyni. To mogłaby być niewinna, nic nieznacząca rada, jednak coś w tonie i kierunku, który ostatecznie przybrała rozmowa, momentalnie sprawiło, że poczuła się bardzo nieswojo, nagle nie będąc w stanie myśleć o niczym innym, prócz tego, żeby jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Ciasny sklep bez wyraźniejszej przyczyny wydał jej się o wiele za mały, przez co czuła się w niemalże klaustrofobiczny sposób.
– Ja… Dziękuję ci, Danielle – wyrzuciła z siebie w końcu. Jej głos zabrzmiał dziwnie, a przy tym o wiele spokojniej niż mogłaby się spodziewać. – Za wszystko. Wpadnę jutro, ale teraz… Obawiam się, że muszę już iść.
Nie dodała niczego więcej, kobieta zresztą tego nie oczekiwała. Sądziła, że poczuje ulgę, kiedy w końcu opuściła niepozorną księgarnię, jednak nic podobnego nie miało miejsca.
Na krótko po tym, jak starannie zamknęła i zablokowała drzwiczki auta, zachmurzone niebo otworzyło się i jednak zaczął padać deszcz.
Kolejny rozdział za nami – tym razem szósty, chociaż to, że piszę tę historię, wciąż do mnie nie dociera. Wciąż czuję się bardzo niepewnie, a ulgę poczuję chyba dopiero w chwili, w której przekroczę dziesiątkę, tym bardziej, że nadal boję się, że w pewnym momencie po prostu się zatnę albo coś pójdzie nie tak. Z drugiej strony, muszę przyznać, że z każdą kolejną linijką, ta historia coraz wyraźniej klaruje się w mojej głowie, nabierając kształtu, który próbowałam nadać jej przez te wszystkie lata. Mam już zarys najbliższych wydarzeń, ładnie scalający to, co umyśliłam sobie już lata temu, a czas pokaże, czy zdołam wszystko oddać w taki sposób, jak mogłabym tego oczekiwać.
Pięknie dziękuję za wszystkie dobre słowa, wyświetlenia i komentarze. Staram się, a Wy bardzo mnie motywujecie za co jestem bardzo wdzięczna. Cieszy mnie też to, że zdołałam napisać ten rozdział dzisiaj, tym bardziej, że przez ostatnie dni nie miałam czasu na nic więcej prócz wrzucanie notek na „Zagubionych w czasie”. Tutaj udaje mi się pisać zaskakująco regularnie, więc z czystym sumieniem mogę obiecać kolejny rozdział w przyszłym tygodniu – z tym, że jeszcze nie mam pojęcia, kiedy powinniście go wypatrywać. Wkrótce sesje i wtedy się ciekawie, chociaż nie sądzę, żeby to w jakiś rażący sposób odbiło się na mojej pisaninie, tym bardziej, że weny mi nie brakuje.
Nie przedłużając, raz jeszcze dziękuję i do napisania. Sądzę, że rozdział siódmy może okazać się niemałym zaskoczeniem, chociaż…

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Cześć i czołem!
      Ty wiesz, jak ja bardzo się cieszę, że napisałaś kolejny rozdział. Już VI, a niedawno dawałaś nam dopiero prolog. Ja Cię podziwiam, że w ciągu jednego dnia potrafisz napisać taki świetny rozdział. Chociaż Ty doskonale wiesz, co ja o tym wszystkim myślę, czyż nie? :) Jak zawsze czyta się lekko i zdecydowanie zbyt szybko :c
      Ja się nadal nie dziwię, że Eveline tak zareagowała na widok Drake'a. Więc niech nie czuje żadnych wyrzutów sumienia, bo to w pełni normalne i uzasadnione zachowanie - chociaż pewnie niektórzy chcieliby się w tej chwili ze mną kłócić. To musi być dziwne uczucie, gdy osoby znają Cię osoby, których się w ogóle nie kojarzy. A w Haven zapewne takich osobó jest więcej niż tylko Danielle. W końcu jest jeszcze Marco, a no i Drake wiedział kim jest nowo przybyła :D Pewnie wiedzą nawet o niej więcej, niż ona sama.
      Jestem pewna, że końcowe słowa Danielle dały Eveline do myślenia. Sama jej reakcja mówi za siebie. Tylko jestem bardzo ciekawa, o czym dokładnie kobieta mówiła. Wiem, że tego dowiem się z kolejnymi rozdziałami, więc uzbrajam się w cierpliwość i nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny rozdział <3
      Życzę więc dużo weny i czasu na pisanie kolejnych rozdziałów na tym blogu jak i na innych <3

      Mrs.Cross <333

      Usuń
  2. Chcesz oberwać? :D Ja wiem, że nie mam neta, ale mogłaś wspomnieć, że już dodałaś rozdział! :p
    Przyjdę z komentarzem jak tylko będę mogła, ewentualnie wieczorem jak juz znajdę chwile dla siebie i nie będę wszędzie widzieć pełnych pudeł. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej^^
      Ja tak bardzo chciałabym wreszcie mieć internet, żeby podczas czytania rozdziału posłuchać sobie jakiejś daj ej muzyczki, a niestety nie mogę. :< Mój telefon nie jest zaopatrzony w to czego w danej chwili chce posłuchać. :[
      Przechodząc do rozdziału... długo się zastanawiałam nad tym kim jest ta kobieta. Mogła być każdym, ale chyba w życiu bym nie wpadła na to, że była przyjaciółka mamy Eveline. Ten rozdział był dojść tajemniczy, a znowu zamiast jakiś odpowiedzi dostajemy znacznie więcej pytań. Ale jaka byłaby radość z czytania, gdybyś podała nam na tacy wszystkie odpowiedzi i wyjaśniła o co chodzi w opowiadaniu w zaledwie kilku rozdziałach?^^
      Klaudia się już na Tobie poznała i wie, że nie powinno się od razu ufać niektórym postaciom! Ja jak na razie wole być ostrożna, podobnie jak w przypadku Belli. No niby jest miła, uprzejma i nie wścibska, ale to równie dobrze może być przykrywka. Tak samo jak Danielle, przyjaciółka jej matki, pamięta Eve jak była mała, ale... Tajemnice. Każdy je ma i jestem pewna, że tej pani one też nie ominęły.^^
      Nie mogę się juz doczekać kolejnego rozdziału, a czytanie tego bardzo mi umiliło dzień. Wiadomo miałam dużo roboty, a jak już siadłam i przeczytałam to zapomniałam o wszystkim i na moment mogłam się skupić tylko i wyłącznie na tej historii.
      Czekam niecierpliwie. Mam nadzieje, ze nowy rozdział pojawi się na dniach.^^
      Postaram się też nadrobić ostatnie rozdziały LITT:D
      Pozdrawiam,
      Gabi. :*

      Usuń
  3. Witam! c:
    *Odpala Eyes On Fire, którym ją (nie)szczęśliwie zaraziłaś i zabiera się za komentarz*
    No co ja mogę powiedzieć? Rozdział jak zwykle cudowny, pełen jakże emocjonalnych opisów, które tak u Ciebie uwielbiam... Eve ma niewątpliwie trudną przeszłość za sobą i nawet wiele lat po tak traumatycznych wydarzeniach zmaga się ze swoimi demonami. To zrozumiałe. Zgrabnie udaje ci się wplatać jej troski, zmartwienia i lęki w codzienność, co wychodzi ci niesamowicie lekko. Wszystko płynnie przechodzi jedno w drugie; tu toczy się względnie przyjemna rozmowa, a w głowie Eve formują się liczne pytania i nawiązania do nieznanej Czytelnikom przeszłości kobiety. Nienawidzę cię za takie trzymanie nas w niepewności, ale doskonale wiem, że bez tej dawki tajemniczości nie byłoby żadnego opowiadania - szczególnie tego, którego głównymi bohaterami są wampiry.
    Danielle jest postacią, której nie sposób nie polubić, ale jestem już na tym etapie LITT, że wiem doskonale, że po Tobie trzeba się spodziewać niespodziewanego :D (Nadal 8 rozdział Północy, ale w końcu ruszę do przodu ;-;) Dlatego staram się nie przywiązywać do tej milutkiej staruszki, żeby później nie musieć się skopać za łatwowierność. Danielle zna Evelyne, znała jej rodziców; a to nigdy nie wróży nic dobrego - przynajmniej moim zdaniem. Tajemnice są tajemnicami. A jeżeli poznaje je ktoś trzeci... Wtedy może się zrobić nieprzyjemnie.
    Dawno już nie było Castiela ;-; Zrobisz z tym coś w następnym rozdziale, co?
    Nie wiem czemu, ale mam złe przeczucia co do kolejnych notek... Tym bardziej, że już teraz przekonujesz nas o niemałym zaskoczeniu. A ja nie lubię niespodzianek! A już szczególnie tych Twoich! ;p
    Na dziś tyle ode mnie c: Weny i czasu ci nie życzę, bo już pokazałaś nam, że Ty jesteś ponad to :D Jedyne co może ci się przydać, to nowa piosenka - zarówno dla mnie jak i dla ciebie - bo z trwogą stwierdzam, że Eyes On Fire wkrótce nam zbrzydnie na maksa, a wtedy już nie będziemy miały żadnej przyjemności ze słuchaniem jej po raz etny. Ty chociaż mieszasz ją z TDG. A ja nie ;-;
    Buziaki!

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej
    Hmm Danielle kojarzy mi się z taką starą czarownicą- pozytywną postacią. Mam wrażenie, że z matką dziewczyny łączył ją nie tylko kontakty zawodowe. Wspólna praca zbliża, a staruszka wzbudza zaufanie. No i to ostrzeżenie skierowane do Eve- jakby ta wiedziała kim jest Drake.. albo podejrzewa. Niechęć kobiety nie wzięła się znikąd- tak sądzę. Musi coś wiedzieć- pytanie tylko co wie i czy podzieli się tym z główną bohaterką. Odnoszę wrażenie, że uczynisz z niej mentorkę Eve. Pasowałaby do tej roli:P
    Sama Danielle wydaje mi się być ostrożna w wydawaniu osądów- chociażby o Belli- jednak sama wzbudza zaufanie. Ciekawa jestem jak będzie wyglądała praca u tej pani, bo ruchu w tej księgarni raczej nie ma. No i czy opłaca jej się dopłacać do interesu- a to będzie musiała robić aby zatrudnić Eve.

    Cóż.. czekam na więcej i ową niespodziankę:)
    Weny kochana
    Guśka

    OdpowiedzUsuń
  5. No i jestem.
    Danielle to miła, mądra staruszka, jedna z tych postaci, których nie da się nie lubić. Ciepła, kochana i ma dużą wiedzę o tym, co dzieje się w tym miasteczku. Ciekawe, czy wie też o wampirach. Sądząc po ostrzeżeniach, które skierowała do Eve, raczej wie. Wcale mnie nie dziwi, że Eve tak przyjemnie się z nią rozmawiało. Może ona pomoże jej jakoś uporać się z przeszłością.
    Rozdział jak zwykle czytało się szybko i przyjemnie, nie mam żadnych uwag. Znalazłam może jedną literówkę i to było bodaj brak "ć" albo coś takiego, ale już nawet nie pamiętam gdzie.
    Moja wena na komentarze wyraźnie uległa wyczerpaniu, chyba jestem już zmęczona. Nawet oczy mnie bolą i mrużę oczy jak głupek. q.p
    No nic, następny rozdział przeczytam pewnie dopiero jutro. :)
    Pozdrawiam,
    Sight

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejcia :D
    Kurcze im więcej czytam tym bardziej drażni mnie ta niewiedza na temat śmierci Nightów i co z nimi jest, a raczej było, takiego nadzwyczajnego? Mięli jakiś związek z wampirami, że wszyscy nocni się tak nagle ocknęli i zwrócili uwagę na dziewczynę? A może wręcz przeciwnie, polowali na nich? Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to drażni xD oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa! Zwróciłam uwagę, że strasznie wolno leci jej czas, bo jakby nie patrząc, przyjechała do miasteczka, żeby załatwić konkretne rzeczy, wpadła na nieznanego, w którego ramionach tkwiła i tkwiła... a później długo i długo rozmawiała ze staruszką. Tak jakby czas dla Eve stawał w miejscu w niektórych momentach XD W każdym razie...
    1. Bella wydawała się dosyć ciekawą osobą, choć... jakoś specjalnie się do niej nie przekonałam, ale to może dlatego, że pojawiła się dopiero raz. W każdym razie chciała sprawiać wrażenie takiej, która nie interesuje się dziedziczką Nightów, ale jednak ostatecznie, według mnie, wyszło na to, że się nią zainteresowała i trochę chciała się dowiedzieć co nieco xd Może i gdy ona przyjechała do miasta też wszyscy o niej mówili, ale jednak to nie ona jest dziedziczką, tej wielkiej rodziny. (Cholera i znowu mnie to drażni, że nie wiem co się stało z nimi xd Robię domysły, że zostali zamordowani O.o).
    2. Zwróciłam uwagę na to, że Eve jest zbyt nieufna wobec wszystkich i drażni mnie tym swoim podejściem ;-; Tak każdego chciałaby trzymać z rezerwą, nie angażować się w nic i kurde później jest zła, że wszyscy o niej mówią. Zawsze tak jest niestety, że mówi się o gwiazdach i największych mruko/gburach, a ona właśnie mi na taką wygląda. Jakby okazała więcej empatii, ludzie by ją polubili i nie miałaby na głowie tylu ploteczek. Poza tym, sama sobie ze wszystkim nie poradzi niestety...
    3. Drake <3 Boże ten facet to mnie samej się spodobał, ale nie przez to jak się zachował wobec Eve. Ależ skąd XD Kocham go za to, że jest kanibalem <3 No i jeszcze jak dowiedziałam się, że wampir ma zapędy sadystyczne to już w ogóle, lofffki <3 Ja to mam słabość do takich złych facetów xD W każdym razie będę czekać aż znajdzie się go więcej w rozdziałach, bo mnie strasznie zainteresował :D
    4. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić staruszkę z długimi włosami O.O Ale też wydaje się całkiem przyjemną osóbką i oby Eve przyjęła pracę u niej, bo tak jak wspominała, odrobina grosza na pewno się jej przyda. Poza tym, może to być pierwsza osoba, do której ta mruczka się odezwie i w jakimś stopniu otworzy. Jestem ciekawa, jacy byli rodzice dziewczyny, ale jakoś nie wyobrażam ich sobie jako socjopatów, a tym bardziej takich z mruczącymi myślami xD Odnoszę wrażenie, że byli dobrym małżeństwem xD
    Oprócz tego strasznie podobają mi się te słowa, których używasz w opisach, które są fenomenalne (chociaż ciut ich za dużo xd). Przez Ciebie ,,rekonesans" chodził za mną wszędzie XD Kurczę no! Naprawdę historia się świetnie zapowiada, a o wykonaniu już nie wspomnę, bo bijesz na głowę nawet książki, które czytałam! Naprawdę podziwiam talent :*
    Pozdrawiam kochana :*

    OdpowiedzUsuń