niedziela, 21 sierpnia 2016

☾ Rozdział XXII


MARCO
Spodziewał się wielu rzeczy, ale to, co zrobiła ta dziewczyna, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Zaskoczyła go do tego stopnia, że w pierwszym odruchu nawet nie zareagował na to, co zamierzała zrobić, nie wspominając o próbie powstrzymywania jej. Zaklął i gwałtownie skręcił, próbując jak najszybciej wyhamować samochód, kiedy towarzysząca mu dziewczyna tak po prostu go zaatakowała, by w następnej chwili – zdradzając przy tym zaskakującą wręcz odwagę albo, co wydało się Marco bardziej adekwatnym określeniem, porażającą głupotę – wyskoczyć z pojazdu.
Odzyskanie kontroli nad autem przyszło mu z łatwością, co zresztą nie było niczym zaskakującym przy tak rozwiniętym refleksie. Wysiadł, ledwo tylko pojazd się zatrzymał, po czym z uwagą rozejrzał dookoła. Wiedział, że dziewczyna nie będzie w stanie uciec daleko, tym bardziej, że prędkość zrobiła swoje i Eveline ostatecznie wylądowała na ziemi. Wywrócił oczami, poniekąd rozbawiony paniką, którą dostrzegł w jej oczach, kiedy spojrzała w jego stronę. Naprawdę sądzisz, że to mnie powinnaś się obawiać?, pomyślał z niedowierzaniem, bez chwili wahania ruszając ku dziewczynie. Nie śpieszył się, stawiając na w pełni ludzkie tempo, zwłaszcza kiedy zauważył, że Eveline najwyraźniej czuła się zbyt oszołomiona i obolała, by próbować się podnieść.
Westchnął cicho, w duchu błogosławiąc to, że poza kilkoma obtarciami, najpewniej nie zrobiła sobie krzywdy. Czuł słodki zapach jej krwi, ale nie w takim natężeniu, jakiego mógłby spodziewać się, gdyby w grę wchodziła jakaś poważna, głęboka rana. Co prawda to jeszcze nie oznaczało, że niczego nie złamała, ale doszedł do wniosku, że nawet gdyby do tego doszło, być może to wcale nie byłoby takie złe – przynajmniej miałaby nauczkę na przyszłość. Nie, zdecydowanie nie życzył dziewczynie źle, ale trudno było należycie zapewnić bezpieczeństwo komuś, kto na własne życzenie pakował się w kłopoty.
– Nie… – usłyszał, więc zatrzymał się wpół kroku. Jego spojrzenie spoczęło na Eveline, ostatecznie koncentrując się na parze lśniących oczu o niezdecydowanym kolorze z pogranicza zieleni i błękitu. – Nie podchodź – zażądała, a przynajmniej próbowała, bo jej głos zabrzmiał dziwnie piskliwie. Zadziwiające wydało mu się to, że nawet w takiej sytuacji potrafiła być stanowcza.
– Jak sobie życzysz – powiedział przesadnie uprzejmym tonem. – Zostańmy tutaj i poczekajmy na Drake’a – zaproponował, a ona jakimś cudem jeszcze bardziej pobladła, wyraźnie zaniepokojona.
Zacisnął usta, coraz bardziej zniecierpliwiony. Nie lubił tracić czasu, zwłaszcza w takiej sytuacji, a ta dziewczyna już kolejny raz próbowała mu się stawiać – i to w ciągu niecałej godziny. Sądził, że po tym, w jaki sposób zaciągnął ją do samochodu, zdążyła uświadomić sobie, że to nie ma sensu, ale najwyraźniej to był jakiś niezwykły gatunek przesadnie butnej kobiety, która prędzej spróbuje wydrapać potencjalnemu wrogowi oczu, aniżeli podda się bez walki.
Marco zawahał się, ledwo będąc w stanie powstrzymać uśmiech. Wiedział dobrze, czym jest duma, zresztą dzięki wyostrzonym zmysłom bez trudu zorientował się, że nawet jeśli Eveline próbowała udawać silną, w rzeczywistości była przerażona. Całe ciało dziewczyny w zdradziecki sposób dawało mu sygnały, które w zupełności wystarczyły, by zorientował się, jaka jest prawda. Czuł ten strach zarówno w postaci metalicznego posmaku na języku, jak i na podstawie innych bodźców, które podsuwały mu zmysły – przyśpieszonego pulsu, krążącej energicznie w jej żyłach krwi, błysku niepokoju w rozszerzonych tęczówkach…
Ale starała się i musiał przyznać, że była w tym bardzo dobra, choć zdecydowanie nie miała prawa wiedzieć, jak powinna zachowywać się przy wampirach. W tamtej chwili doszedł do wniosku, że będzie musiał ją tego nauczyć, zwłaszcza teraz, kiedy utwierdził się w przekonaniu, że ponowna manipulacja wspomnieniami i niewiedza są o wiele bardziej niebezpieczne od pozwolenia na to, żeby poznała tę mroczniejszą, prawdziwą stronę Haven.
Odczekał jeszcze kilka sekund, po czym – wciąż utrzymując względnie bezpieczną odległość i nie odrywając wzroku od jej rozszerzonych ze strachu tęczówek – ostrożnie przykucnął, chcąc, żeby ich twarze znalazły się na zbliżonym poziomie. Eveline drgnęła, ale nie próbowała się odsuwać, w niemalże wyzywający sposób spoglądając mu w oczy. Czuł, że walczyła ze sobą, powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś, czego w istocie mogłaby później pożałować.
Cholerny, piekielnie uparty wa… Och, nie, to zdecydowanie nie jest możliwe!
Powstrzymał uśmiech, dochodząc do wniosku, że komentowanie tego, co działo się w jej głowie nie jest najlepszym pomysłem. Już i tak zdążył ją tym rozjuszyć i to nie skończyło się dobrze; igranie z dziewczyną, która przejawiała cechy desperatki, było niczym prośba o kolejne nieszczęścia, a Marco miał ich jak na jedną noc serdecznie dość. To, że Eveline z takim uporem odpychała od siebie prawdę, zbyt przerażona, by tak po prostu ją przyjąć, jedynie wszystko dodatkowo komplikowało, tym samym uświadamiając mu, że musiał zmienić taktykę.
– Gdybym chciał twojej śmierci, już byłabyś martwa – oznajmił z powagą, ostrożnie dobierając słowa. – Myśl sobie, co tylko chcesz, ale na tę chwilę jestem najlepszym, co mogło cię spotkać.
Prychnęła, ale i na to był przygotowany. Cóż, gdyby spróbowała spojrzeć na sytuację z jego perspektywy, szybko przekonałaby się, że w istocie było tak, jak mówił. Mając za alternatywę pozostanie z Drake’m albo opiekuna w postaci Castiela, przebywanie w jego towarzystwie jak najbardziej mogła uznać za olbrzymie szczęście.
– Gadaj sobie zdrów – wymamrotała, kolejny raz wprawiając Marco w konsternację. To i tak było lepsze od ponownego usłyszenia, że jest się „pierdolonym porywaczem-filozofem”.
Pod tym względem naprawdę zaczynała być urocza.
– Nie omieszkam – zapewnił ze spokojem. – No cóż, jak sobie życzysz… Bylebyś później nie miała do mnie pretensji – dodał po chwili zastanowienia.
– Jakich znowu…?
Zamilkła, ledwo tylko w większym skupieniu zajrzał jej w oczy. Chociaż była niespokojna i wciąż roztrzęsiona, wpłynięcie na umysł przyszło Marco z dziecinną łatwością. Przyjął to z ulgą, tym bardziej, że takie rozwiązanie wydało mu się nagle jedynym właściwym. Nie mieli być w stanie się porozumieć, skoro ona na każdym kroku próbowała z nim walczyć, a skoro tak, musiał rozwiązać pewne sprawy w inny, odrobinę mniej cywilizowany sposób.
– Eveline – rzucił łagodnym tonem. Drgnęła w odpowiedzi na swoje imię, wciąż przypatrując mu się nieco błędnym wzrokiem. – Czy pozwalałaś Drake’owi wejść do swojego domu? Zaprosiłaś go kiedyś? – zapytał, bo to w tamtej chwili wydało mu się najbardziej istotną kwestią.
– Nie – odpowiedziała machinalnie, bez chociażby cienia wątpliwości.
Skinął głową, nie kryjąc ulgi. Nie wyczuwał, by ktokolwiek inny próbował manipulować jej umysłem, zresztą gdyby tak było, okazałaby jakiekolwiek wątpliwości przed udzieleniem odpowiedzi. Była szczera, poniekąd dlatego, że nie dał jej innego wyboru.
– W porządku… A komukolwiek innemu? – drążył, jednocześnie przesuwając się ku niej. Miał dość tkwienia przy leśnej drodze, wciąż niepokojąco blisko miejsca, gdzie znalazł ją w towarzystwie Drake’a.
– Tylko tobie – zapewniła.
Odetchnął, bo to przynajmniej tymczasowo rozwiązywało kilka najważniejszych kwestii. Skoro w rezydencji Nightów pozostawała bezpieczna, przynajmniej nie musiał rozwodzić się nad szukaniem jej jakiegoś bezpiecznego miejsca.
– Znakomicie.
Nie dodał niczego więcej, jakiekolwiek słowa zresztą wydawały się zbędne, tym bardziej, że Marco już nie widział powodu, dla którego miałby utrzymywać Eveline przytomną.
Kiedy tylko dziewczyna zamknęła oczy, bez chwili wahania porwał ją na ręce i jak gdyby nigdy nic się dematerializował.
EVELINE
Przebudzenie przyszło nagle i miało w sobie coś gwałtownego. Pierwszym, co powitało ją po otwarciu oczy, był ból głowy, który sprawił, że momentalnie zapragnęła ułożyć się na łóżku i ponownie zasnąć. Niespójne wspomnienia mieszały się w umyśle Eve, tworząc trudny do zrozumienia i opanowania kalejdoskop obrazów, zapachów i bodźców, które jej zmysły zdążyły przetworzyć na krótko przed tym, jak zamknęła oczy.
Dopiero po dłuższej chwili uprzytomniła sobie, że leży na czymś miękkim i że powietrze wokół jest podejrzanie ciepłe. Jak przez mgłę pamiętała moment, w którym wyskoczyła z pędzącego samochodu, ostatecznie lądując na poboczu, co samo w sobie wydawało się jawić jako co najwyżej koszmar. To wszystko było dla niej czymś nie do pojęcia, zresztą tak jak i wszystko to, co wydarzyło się wcześniej – cmentarz, Drake, widok walczących ze sobą mężczyzn… A zwłaszcza Marco, który ostatecznie uprowadził ją z pola walki, by próbować wywieźć cholera wie gdzie. W tamtej chwili wręcz modliła się o to, żeby to wszystko okazało się jakimś pokrętnym snem.
Nie miała pewności ile czasu walczyła z sobą samą, zanim w końcu zdecydowała się otworzyć oczy. Ostrożnie uniosła się na łokciach, już na krótko przed rozejrzeniem się dookoła podświadomie czując, gdzie się znajduje. Uczucie déjà vu skutecznie wytrąciło ją z równowagi, spychając strach na dalszy plan. W milczeniu powiodła wzrokiem po swojej dawnej sypialni – tej samej, którą zajmowała jako dziecko i której ściany pokrywały liczne szkice półksiężyców. Natychmiast wyprostowała się niczym struna, odrzucając kołdrę i zamierzając poderwać się na równe nogi, ale w porę zmieniła zdanie, nagle uprzytomniając sobie, że nie jest sama.
Jasna cholera…
Marco obserwował dziewczynę z uwagą, spokojnie siedząc na stojącym przy biurku, drewnianym krześle. Wydawał się absolutnie nie pasować do tego małego pokoiku, w ten niepokojący sposób przystojny i tak nienaturalnie opanowany. Para błękitnych oczu mężczyzny dosłownie przenikała Eveline, niezmiennie wprawiając dziewczynę w oszołomienie, co w znacznym stopniu utrudniało jej zebranie myśli. Zadrżała mimowolnie, nerwowo zaplatając ramiona na piersiach i przez moment nie będąc w stanie zmusić się do zrobienia niczego innego, prócz bezmyślnego przypatrywania się intruzowi.
Obcy facet. W jej sypialni. Na dodatek nie będący człowiekiem i prawie na pewno mający dostęp nie tylko do cudzego umysłów, ale również snów…
– To dobrze, że już się obudziłaś – usłyszała i w tamtej chwili serce omal nie wyskoczyło Eveline z piersi.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, z niedowierzaniem przypatrując się mężczyźnie. Stwierdzić, że była po prostu zdezorientowana, stanowiłby niedopowiedzenie stulecia, zwłaszcza w chwili, w której do tego wszystkiego poczuła intensywny zapach kawy. Kiedy ponadto uprzytomniła sobie, że Marco dzierżył w rękach filiżankę, bez pośpiechu popijając zawartość naczynia (W tamtej chwili naprawdę chciała wierzyć, że to kawa.), omal nie spadła z łóżka, tak bardzo niedorzeczna wydała jej się cała ta sytuacja.
– Jaja sobie ze mnie robisz – wyrwało się Eve, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Mężczyzna wymownie uniósł brwi, po czym spojrzał na nią z zaciekawieniem.
– Jeśli masz ochotę na śniadanie, wystarczy poprosić – stwierdził niemalże pogodnym tonem. – Nie przywykłem do tego, żeby komukolwiek usługiwać, aczkolwiek wychowałem się w przekonaniu, że kobiecie należy się szacunek.
Świetnie! I dlatego wykorzystałeś sytuację do tego, żeby bez zaproszenia wparować mi do sypialni?, przeszło jej przez myśl.
Myślała, że wyjdzie z siebie, kiedy na ustach jej niechcianego gościa pojawił się cień uśmiechu.
– Mogę cię zapewnić, że sama pozwoliłaś mi wejść do tego domu. W innym wypadku nie byłbym do tego zdolny – dodał z powagą, kolejny raz wytrącając Eveline z równowagi.
Być może powinna była czuć przerażenie, to jednak zniknęło, wyparte przez dezorientację i narastającą z każdą kolejną sekundą irytację. Z drugiej strony, chyba zaczynała wierzyć w to, że wciąż śniła, bo tylko w ten sposób była w stanie wytłumaczyć sobie to, że Marco mógłby przebywać z nią w pokoju. Co prawda istniała jeszcze możliwość tego, że postradała zmysły, ale tę kwestię zdecydowała się rozpatrzyć dopiero przy innej okazji, tymczasowo woląc koncentrować się na wszystkim tym, co podsuwał jej umysł.
 Czuła się o wiele lepiej niż w samochodzie, być może dlatego, że dom sprawiał, że miała wrażenie, iż jest bezpieczna. Co więcej, jeśli mężczyzna ostatecznie zabrał ją tutaj, być może faktycznie nie zamierzał posunąć się do zrobienia komukolwiek krzywdy. Rezydencja Nightów od zawsze miała w sobie coś, co dodawało Eveline pewności siebie, nawet pomimo złych wspomnień, które w niej rozbudzała. Sama kwestia odczuwania czegokolwiek względem tego budynku wydawała się skomplikowana, niemniej w tamtej chwili dziewczyna doświadczała przede wszystkim jakże upragnionego ukojenia.
– Dlaczego znowu ten pokój? – zapytała po chwili wahania, decydując się wypowiedzieć pierwsze słowa, które przyszły jej do głowy.
Samą siebie zaskoczyła lekkością, z jaką zadała to pytanie, tym bardziej, że wciąż nie miała pewności, czy jakiekolwiek podejrzenia względem Marco były słuszne. Samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego powiązała tę sytuację z pierwszym niewyjaśnionym przebudzeniem właśnie w swojej starej sypialni, jednak nie próbowała się nad tym rozwodzić.
– Ponieważ wydawało mi się, że należy do ciebie – odpowiedział ze spokojem mężczyzna, a ona na moment zamarła, uświadamiając sobie, że właśnie potwierdził wszelakie jej przypuszczenia.
– O Boże…
Wyprostował się na krześle, po czym z zaciekawieniem nachylił w stronę łóżka.
– Wierzysz w niego? – zapytał, nie po raz pierwszy wprawiając dziewczynę w konsternację. Momentami już sama nie miała pewności czy sobie żartował, czy może był w pełni poważny.
Nie odpowiedziała, dochodząc do wniosku, że kwestia religii jest ostatnią, którą chciała w tamtej chwili omawiać. Swoją drogą, nagle zwątpiła w to, czy rozmowa akurat na ten temat w jego przypadku miała sens. Jeśli faktycznie miała przed sobą…
Przecież to śmieszne… Po prostu śmieszne!, warknęła na siebie w duchu, ale powtarzanie tego wcale nie sprawiało, że problem znikał. Wręcz przeciwnie – była coraz bardziej świadoma tego, że właśnie oszukuje samą siebie.
– Nazywanie rzeczy po imieniu nie jest złe – odezwał się ponownie Marco, wciąż uważnie jej się przypatrując. Jeszcze kiedy mówił, bez pośpiechu odłożył filiżankę na biurko (na spodeczek – skądkolwiek go wziął, choć może nie powinna być zdziwiona, skoro wciąż nie przejrzała wszystkich znajdujących się w domu rzeczy) i poderwał się na równe nogi. – Zwłaszcza teraz, kiedy nie mam zamiaru odbierać ci ostatnich wspomnień – dodał z powagą.
W oszołomieniu zdołała jedynie prychnąć.
– Dziękuję pięknie, łaskawco – wyrzuciła z siebie na wydechu. Kasowanie wspomnień? W końcu czemu nie, prawda…?
– Za jakiś czas to przestanie być aż do tego stopnia szokujące – podjął, puszczając jakiekolwiek złośliwości mimo uszu. – Chciałbym rozegrać to inaczej, niemniej sama widziałaś, że to nie takie proste. Drake przywołał cię do siebie… Zaatakował otwarcie, więc trwanie w niewiedzy zaczyna być niebezpieczne – przyznał, po czym westchnął, jakby faktycznie żałował wszystkiego, co musiał powiedzieć. – Skończyły nam się zarówno czas, jak i możliwości.
Miała ochotę zapytać go o to, co tak naprawdę miał na myśli, ale nie potrafiła się na to zdobyć. Wciąż tkwiła w tym samym miejscu, siedząc na materacu i bezmyślnie wpatrując się w swojego rozmówcę. Już nie wzbudzał w niej aż tak skrajnych emocji jak wtedy, gdy czuła się tak, jakby zamierzał ją uprowadzić. Cóż, niejako to zrobił, ale była w stanie to zaakceptować, skoro ostatecznie znalazła się we własnym domu.
Nerwowo spojrzała na siebie, by przekonać się, że wciąż miała na sobie swoje ubranie – żadnych koronek, różowych materiałów albo… czegokolwiek innego. Nie wiedziała, dlaczego to wygląd nagle wydał jej się aż tak istotny, ale poczuła się pewniej, że prezentowała się we względnie znośny sposób, skoro znajdowała się w jednym pokoju z obcym mężczyzną. Jasne, znała jego imię, poza tym zdążyła zaobserwować, że mógł pochwalić się parą… ostrych kłów, ale to wciąż niczego nie tłumaczyło. To, że lubił kawę i najwyraźniej lubował się w samoobsłudze, również.
Poza tym istniał cień szansy na to, że jednak był zboczeńcem – cholernym fetyszystą, który lubował się w przebieraniu kobiet w różowe koszule nocne. Jedni przesadnie lubili dzieci, inni z kolei…
– Twój umysł naprawdę bywa fascynujący.
Być może jego słowa – przy okazji jednoznacznie potwierdzające, że wciąż siedział jej w głowie – powinny były sprawić, żeby się zawstydziła, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie – coś w tym stwierdzeniu ją rozjuszyło, sprawiając, że momentalnie zapragnęła zacisnąć obie dłonie na czyimś gardle.
– Przestań to robić! – wybuchła, podrywając się na równe nogi. W pierwszym odruchu aż się zachwiała i zatoczyła w tył, mając problem z tym, żeby utrzymać się w pionie. – Do jasnej…
– Wybacz – zreflektował się pośpiesznie. – To silniejsze ode mnie… A twój umysł jest dość… charakterystyczny – dodał po chwili zastanowienia.
Nie po raz pierwszy spojrzała na niego w co najmniej oszołomiony sposób, nie potrafiąc nadążyć za tym, co musiał mieć na myśli. Równie prawdopodobne było to, że po prostu nie chciała rozumieć, ale tę kwestię zdecydowała się odsunąć na dalszy plan.
Wciąż obserwując Marco, uważnie powiodła wzrokiem po pokoju, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że w sypialni jest ciemniej niż zazwyczaj. Zauważyła, że zasłony zostały starannie pozaciągane, zwłaszcza w miejscu, gdzie znajdowały się przeszklone balkonowe drzwi. Coś ścisnęło ją w gardle, zwłaszcza kiedy znowu pomyślała o tym, co widziała: o nadludzkiej szybkości, wyostrzonych kłach, latających kołkach…
– Która godzina?
Marco z zaciekawieniem przekrzywił głowę, najwyraźniej nie spodziewając się aż tak niewinnego pytania.
– Jakoś przed południem – powiedział w końcu. – Troszeczkę odpłynęłaś… Sam pewnie bym to zrobił, zwłaszcza teraz, ale uznałem, że to byłoby troszeczkę niestosowne. Chyba nie masz mi za złe tej kawy?
Kawy – powtórzyła z niedowierzaniem. – W tym wszystkim miałabym mieć pretensje właśnie o kawę?
Wzruszył ramionami.
– W twoim mniemaniu jestem już filozofem, fetyszystą i zboczeńcem – przypomniał usłużnie. W tamtej chwili pomyślała, że w którymś momencie jednak dokona cudu i go zabije. – Nie mam pojęcia, co jeszcze może przyjść ci do głowy.
– Może jeszcze to sobie wymyśliłam, co? – wymamrotała gniewnie. Dlaczego miała wrażenie, że doskonale bawił się jej kosztem? – Te kły to też mój wymysł? – wypaliła, nie będąc w stanie dłużej unikać tego tematu.
O dziwo, momentalne spoważniał. Eveline po raz kolejny poraził błękit jego tęczówek, co prawda nie aż tak hipnotyzujących jak w przypadku Drake’a, ale i tak zaskakująco szczerych… I znajomych, bo o tym również nie była w stanie tak po prostu zapomnieć.
– Nie – powiedział w końcu. – Kły to akurat fakt – przyznał, chociaż w tamtej chwili zdecydowanie nie obraziłaby się za kłamstwo.
– Czym ty jesteś? – wyszeptała po raz wtóry.
Wciąż jej się przypatrując, Marco ostrożnie podszedł bliżej.
– Przecież wiesz. Po prostu w końcu powiedz to na głos – zasugerował łagodnie; do jego głosu wkradła się jakaś specyficzna, kojąca nuta. – Musimy porozmawiać, Eveline. Chociaż ten jeden raz ułatw mi zadanie i zaakceptuj to, co widziałaś. W innym wypadku oboje możemy mieć poważne kłopoty – dodał i wydał się tym faktem naprawdę zmartwiony.
Energicznie pokręciła głową, bezwiednie zaczynając protestować, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to prowadziło donikąd. Jestem w szoku… Jak nic. To wszystko, a on wcale nie jest…, pomyślała gorączkowo, jednak dalsze okłamywanie samej siebie nie miało sensu. Chociaż wciąż próbowała, nie potrafiła tego dokonać, zwłaszcza mając przed sobą Marco – materialny dowód na to, że wszystko to, co w ostatnim czasie miało miejsce, było prawdziwe. Nawet gdyby zamknęła oczy albo spróbowała wypchnąć go za drzwi, to niczego by nie zmieniło, może pomijając to, że miałaby większą szansę na to, żeby po raz kolejny wpakować się w kłopoty.
Wampiry.
Właśnie widziała wampiry, a teraz jeden z nich jak gdyby nigdy nic popijał sobie kawę pod jej dachem. To brzmiało irracjonalnie, ale wszystko w ostatnim czasie takie było, a Eve stopniowo zaczynała dochodzić do wniosku, że obecność Marco jest z tego wszystkiego najnormalniejsza – o ile cokolwiek w jej życiu jeszcze takie było.
– Dam ci chwilę, żebyś doszła do siebie – odezwał się ze spokojem mężczyzna, tym samym przerywając przeciągającą się ciszę. – Będę na dole… Tak tylko dodam, że ucieczka przez balkon to bardzo zły pomysł – doradził na odchodne.
Zaraz po tym na oczach Eveline rozpłynął się w powietrzu.
Powiem szczerze, że początkowo nie miałam żadnej koncepcji tego rozdziału – przynajmniej do momentu, w którym zaczęłam go pisać. Od tamtej chwili wszystko poszło tak lekko, że już właściwie nie zastanawiałam się nad doborem słów. Ostateczną ocenę pozostawiam Wam, ale muszę przyznać, że jestem z efektu bardzo zadowolona. Z tego, jak układają się relacje Eveline i Marco, również.
Dziękuję za wszystkie opinie, wyświetlenia i uwagi. W tym miejscu przepraszam, że sama mam pewien zastój w czytaniu i komentowaniu Waszych blogów, ale zaręczam, że wciąż jestem – po prostu w ostatnim czasie brakuje mi chęci na cokolwiek, może pomijając pisanie. Nie lubię zostawiać krótkich, bezsensownych komentarzy, więc na razie się wstrzymam; za pewne wkrótce pojawię się i nadrobię wszystko, zresztą tak jak zwykle, więc spokojnie.
Kolejny rozdział w przyszłym tygodniu, zresztą tak jak i zwykle. Do napisania!

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Leżę w łóżku i tak myślę co by tu robić. No i sobie przypomniałam, że mam zaległości i wypadałoby chociaż troszkę je nadrobić.

      Dobrze, że Eveline nie poddaje się bez walki. Jak pisałam wcześniej (chyba) cieszę się, że nie jest taką sierotką Marysią, która liczy, że jakiś książę na białym koniu wpadnie i ją uratuje. Nie użała się, jaka to jest biedna, że spotkał ją taki czy taki los. Tylko działa, choć na pewno wie, że uciekanie przed Marco nie ma sensu. Ale jej odwaga jest warta podziwu. Prawda?
      Też chciałabym na jej miejscu zacisnąć palce na czyimś gardle. Najpierw wpływa na jej myśli, a do tego siedzi sobie jak gdyby nigdy nic i popija kawę. To mogłoby człowieka zdezorientować XD
      No, powoli zaczynają do nas dopływać nowe informacje. Choć co nieco już wiem, to i tak jestem ciekawa co będzie dalej ;> Dlatego też już się nie mogę doczekać następnego rozdziału - choć pewnie w terminie go nie przeczytam :c
      Filozof, Zboczeniec i Fetyszysta. To mi się podoba :D Jestem też ciekawa jakie kelejne określenia padną z ust Eveline - albo raczej z jej myśli.
      Jej zdezorientowanie wcale nie jest niczym dziwnym. Żyjesz sobie jak każdy inny człowiek, aż tu nagle orientujesz się, że wampiry istnieją. I nie tylko. To i tak, że nie zadzwoniła do psychiatryka czy mają wolne miejsca xd
      W sumie też się nie dziwię temu, że Marco siedzi w jej głowie. Wysłuchiwać takich myśli... xD chyba każdy by sie skusił, co nie? :D

      Jeśli coś pomieszałam - z góry przepraszam. A dziś jest wszystko ze mną możliwe.
      No nic... ja czekam na rozdział kolejny i mam nadzieję, że pojawi się w miarę szybko ^^ Skoro są już w jednym pokoju... to czy już jest w ciąży? O.o

      Ściskam!
      Mrs.Cross :*

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Cześć. :3
      Miałam tutaj wpaść wcześniej, ale dopadł mnie leń i jestem z małym poślizgiem. Jestem pewna, że to już mówiłam, ale dla pewności powtórzę może jeszcze z raz – uwielbiam postać Marco. Facet jest po prostu genialny. To na swój sposób urocze, kiedy w ten sposób się opiekuje Eveline. Myślę, że gdyby była świadoma tego, że używa na jej swoich zdolności, to dziewczyna byłaby najzwyczajniej w świecie wściekła.
      Sama nie wiem jakbym się zachowała na jej miejscu. Na pewno nie byłabym spokojna, zdenerwowana na pewno.
      Widok Marco siedzącego na krześle musiał być zajebisty. I ta filiżanka. Rozwalasz mnie, wiesz? :D Jak gdyby nic parę godzin wcześniej uciekał razem z nią przed moim przyszłym mężem, a teraz popija sobie herbatkę/kawę/krew. O, a jeszcze później ona wyskoczyła z samochodu i prawie się zabiła. Serio, chciałabym być tak zajebiście opanowana jak on. Anielska... wampirska (xD) cierpliwość?
      – Jaja sobie ze mnie robisz – wyrwało się Eve, zanim zdążyła ugryźć się w język.
      Mężczyzna wymownie uniósł brwi, po czym spojrzał na nią z zaciekawieniem.
      – Jeśli masz ochotę na śniadanie, wystarczy poprosić – stwierdził niemalże pogodnym tonem.

      Ten facet mnie rozwala. Przysięgam, że gdybym teraz coś piła, zawartość wylądowałaby na klawiaturze i ekranie laptopa. XD
      – O Boże…
      Wyprostował się na krześle, po czym z zaciekawieniem nachylił w stronę łóżka.
      – Wierzysz w niego?

      Przysięgam, że mam wrażenie, jakby Eve rozmawiała z Castielem z SPN. On czasami też potrafi zadawać takie durne pytanie, które nie powinny się w ogóle pojawić. Ale Marco jest zdecydowanie bardziej ogarnięty, niż Cas. Cas by nie przebrał Eve. On by ją zostawił tak jak znalazł. Aż mi się przypomniało jak go Dean zabrał do domu publicznego. XD Dobra, koniec nie spoileruję już. XD
      Wcale nie jestem zdziwiona, że główna bohaterka nie dopuszcza do siebie myśli, że wampiry mogą istnieć. W końcu dowiedzenie się o tym z całą pewnością musi być niezłym szokiem. No i wieczorem ją zaatakowano, widziała rzeczy, których przeciętny Mietek nie widzi. I oby nie skakała przez ten balkon, bo może straci przytomność i tym razem obudzi się w koronkowej bieliźnie. :D
      Rozdział był świetny tak jak zawsze, a ja już z niecierpliwością czekam na kolejny, który mam nadzieję pojawi sę niedługo.
      Ściskam,

      Gabi. ^^

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Przeczytany <3 Moje serce nadal należy do Castiela, ale zaczynam akceptować Marco :p I chcę go bardziej poznać! Jego przeszłość, poglądy, upodobania... Fajna będzie z nich (z niego i z Eve) para. Wampir pijący kawę. Filiżanka ze spodeczkiem. Kocham Cię.
      Rozdział bardzo mi się podoba, wciągający, spójny z resztą. Ty po prostu piszesz dobrą powieść, a nie opko na blogu. Jestem już pewna, że nie zawiodę się na dalszej treści i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! Może już niedługo dowiemy się, na czym polega dziedzictwo Nightów?
      Buziaki i lecę na drugiego bloga

      Usuń
  4. Hejo kochana! :3
    A więc jednak nie próbowała dalej uciekać. To chyba dobrze. Nie wydaje mi się, że Marco chciałby zrobić Eve jakąś krzywdę.
    To, co Eveline uświadomiła sobie, musiało być dla niej wielkim szokiem. W końcu okazuje się, że takie istoty, jak wampiry, jednak istnieją.
    ,,...więc trwanie w niewiedzy zaczyna być niebezpieczne’’ to utwierdziło mnie w fakcie, że Marco musi coś wiedzieć. Tylko co? Jestem prawie pewna, że już niedługo Eve dowie się, o co w tym wszystkim chodzi. Sama jestem tego ciekawa, także z niecierpliwością czekam na wyjaśnienia. Mam nadzieję, że nie będę długo czekała :3
    To miłe, że na końcu Marco zostawił Eve samą. Dziewczyna na spokojnie będzie mogła wszystko na spokojnie sobie przemyśleć, nie będąc pod wpływem czyjegoś spojrzenia. Hah. Ciekawe czy wtedy Marco będzie siedział w jej głowie :D
    Czekam na kolejny. Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*

    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! O tak, kochana, córka marnotrawna powraca! Troszku mi zeszło, ale - nie wyolbrzymiając przy tym ani troszkę! – mam wrażenie, że ostatnio nie miałam czasu chociażby na chwilę usiąść i… posiedzieć. Naprawdę, gdy już siadałam, to tylko po to, by coś zrobić. Pomyśleć, że człowiek musi się rozchorować, żeby znaleźć chwilę dla siebie…
    Czytałam ten rozdział już daaawno temu, niemniej miło było go sobie przypomnieć. Przekomarzanki Marco i Eve były przerozkoszne. Pamiętam, że sama byłaś z nich dumna, bo gładko i sprawnie ci poszły. I naprawdę tak było. Mimo że to było ich takie pierwsze, poważne spotkanie – nie liczę sceny w lesie i akcji w aucie, kiedy to Eve nie dała dojść mu do głosu, zarzekając się, iż ją porwał i jest zboczeńcem-filozofem mającym słabość do różowych fatałaszków – nie zrobiłaś z tego mdłej komedyjki romantycznej z tym całym chłamem jak miłość od pierwszego wejrzenia. Sorry not sorry. Angelina i Bard się rozwodzą. Definitywnie przestałam wierzyć w tró laf.
    Eve w końcu zostaje w pewne sprawy wtajemniczona… Co nie do końca jest prawdą, bo w końcu jak można wtajemniczać kogoś w coś, z czego zdaje sobie sprawę, ale wyraźnie temu zaprzecza? Niejednokrotnie udowodniłaś, że nie ma zbrodni bez kary, ani śmierci bez bardziej złożonego podłoża psychologicznego. Na Forever wszystko się zgrabnie łączy, chociaż mnie ciągle uciekają pewne wątki. Nadal nie mam absolutnej pewności co do tego jak, gdzie, kiedy…
    Dobra, tu krótko, bo zżera mnie ciekawość, co kryje się w kolejnych rozdziałach. W końcu Eve już nie jest głupiutkim żółtodziobem. Ruszamy z akcją, o tak!
    Ściskam cieplutko!

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń