niedziela, 26 marca 2017

☾ Rozdział XLVII

EVELINE
Początkowo miała wątpliwości. Podążała za Laną, uważnie obserwując wampirzycę i nie mogąc pozbyć się wrażenia, że traci czas. Już przez to przechodziła, nie będąc w stanie zliczyć, jak wiele razy w ciągu co najwyżej doby przenosiła się z miejsca na miejsce, szukając odpowiedzi i zarazem próbując przed nimi uciec. Jakaś jej cząstka obawiała się, że kobieta również grała na czas, przy najbliższej okazji zamierzając zacząć ją zwodzić. Co prawda Lana nie wyglądała na kogoś, kto miał w zwyczaju owijać w bawełnę i udawać, że nic wartego uwagi nie miało miejsca, ale z drugiej strony…
Z tym, że Lana wyglądała na co najmniej zdeterminowaną. Poruszała się szybko i pewnie, raz po raz niespokojnie rozglądając się dookoła, zupełnie jakby podejrzewała, że w każdej chwili będzie mógł pojawić się ktoś, kto spróbuje je zaatakować. Co więcej, kolejny raz narzuciła tempo wystarczająco duże, by Eveline miała problem z dotrzymaniem jej kroku. Miała wrażenie, że obie pozostawały na swój sposób roztrzęsione, co w przypadku Lany objawiało się w postaci nadpobudliwości, podczas gdy ona ledwo utrzymywała się na nogach.
– Mam nadzieję, że Marco śpi – stwierdziła spiętym tonem wampirzyca. Chociaż szła przodem, przez co Eveline widziała wyłącznie jej plecy, coś w tonie wampirzycy podpowiedziało jej, że ta najpewniej wywróciła oczami. – Uwielbiam tę jego uprzejmość, ale teraz nie ma czasu na prowadzenie cię za rączkę. Ja po prostu…
– Kto powiedział, że chcę taryfy ulgowej? – zniecierpliwiła się. – Zresztą nieważne. Tak, Marco śpi… A przynajmniej tak było, kiedy widziałam go po raz ostatni.
Lana przystanęła, po czym obejrzała się przez ramię, wyraźnie zaintrygowana. Jej oczy zabłysły w sposób, który wydał się Eve co najmniej… niepokojący.
– Byłaś u niego w pokoju? – usłyszała i to wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi. Miałą to uznać za jakąś sugestię?
– Lana! – wyrzuciła z siebie na wydechu, co najmniej oszołomiona.
Wampirzyca wciąż ją obserwowała, tym samym uświadamiając Eveline, że właśnie zaczynała się pogrążać. Nie miała pojęcia, czy jej rozmówczyni zawsze była aż do tego stopnia złośliwa, nie wspominając o żartach kosztem innych, ale to i tak jej się nie spodobało. Wręcz przeciwnie – była tak poirytowana, że przez krótką chwilę miała ochotę kimś porządnie potrząsnąć.
– No co? – Lana uśmiechnęła się słodko. – Po prostu to nie w stylu Marco, żeby zapraszać kobietę do sypialni… No, nie tak od razu – wyjaśniła, kolejny raz wytrącając Eve z równowagi.
– Możemy w końcu zmienić temat? – niemalże warknęła. Cedziła kolejne słowa przez zaciśnięte zęby, coraz bardziej rozeźlona. Powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że nawet Bella miała więcej taktu, zadając o wiele mniej wścibskie pytania.
– Tak sobie tylko gdybam i… Rany, ale się denerwujesz – rzuciła pogodnie Lana. Wyglądała na chętną, żeby dodać coś jeszcze, ale wyraz twarzy Eveline musiał przekonać ją, że to nie najlepszy pomysł. – Okej, nie było tematu… Chyba.
Zacisnęła dłonie w pięści, mimowolnie zaczynając zastanawiać nad tym, jak bardzo ucierpiałaby, gdyby zdecydowała się kogoś uderzyć – chociażby pewną wścibską wampirzycę, która chyba powinna ją przerażać. Jak nic jesteś w szoku, pomyślała, ale nawet to stwierdzenie nie sprawiło, że poczuła się jakkolwiek lepiej. Wiedziała jedynie, że przebywanie z Laną przychodziło jej zadziwiająco swobodnie, być może dlatego, że ta wydawała się ją rozumieć – i to może w o wiele większym stopniu, aniżeli Eveline mogłaby sobie tego życzyć. Po tym, co powiedziała w korytarzu, wspominając o swojej intuicji i tym, jak łatwo można było popaść w szaleństwo, Eve była świadoma tej bliskości bardziej niż do tej pory. To był inny rodzaj relacji, aniżeli ta, którą wytworzyła z Bellą – bardziej kruchy i skomplikowany, przez co nie była w stanie go zinterpretować. Wiedziała jedynie, że Lana miała w sobie coś, co dodawało jej pewności siebie, choć zarazem znała wampirzycę o wiele zbyt krótko, żeby określić, dokąd mogłoby to zmierzać.
Resztę drogi pokonały w ciszy, co przyjęła z ulgą. Z niejakim opóźnieniem uprzytomniła sobie, że wróciły do salonu, który miała okazję zobaczyć zaraz po przekroczeniu progu domu. W milczeniu powiodła wzrokiem po pomieszczeniu, próbując skoncentrować się na szczegółach, te jednak raz po raz jej umykały. Ostatecznie skupiła się na Lanie, obserwując jak wampirzyca niespokojnie krąży tam i z powrotem, zamyślona i skoncentrowana na czymś, czego Eveline mogła co najwyżej się domyślać. Nadążenie za tą kobietą wydawało się graniczyć z cudem, zresztą tak jak i próba uporządkowania wszystkiego, co działo się w tym miejscu.
– Dobra… Po kolei, tak sądzę – mruknęła z wahaniem Lana. Westchnęła, po czym błyskawicznie przemieściła się, poruszając tak szybko, że na ułamek sekundy zniknęła Eveline z oczu. Dziewczyna wzdrygnęła się mimowolnie, po czym ciężko opadła na najbliższy fotel, dochodząc do wniosku, że niewiele brakuje, żeby ciało odmówiło jej posłuszeństwa. – Ustalmy sobie coś, okej? Ty powiesz mi, co stało się w tamtym korytarzu, a ja wyjaśnię tyle, ile sama wiem albo podejrzewam. Sądzę, że to uczciwe – stwierdziła, a Eve jedynie potrząsnęła głową.
– I tak czuję się jak wariatka – stwierdziła, tym samym uznając, że niejako nie ma wyboru. Nie sądziła zresztą, żeby Lana tak po prostu pozwoliła jej się wycofać.
– Szaleństwo zawsze jest w cenie. – Wampirzyca westchnęła, jednocześnie wzruszając ramionami. – Mam kły, piję krew i wiem więcej niż powinnam. Serio uważasz, że coś jeszcze mnie zaskoczy? – zapytała z powątpiewaniem.
– Dzięki za przypomnienie mi, jakie to wszystko jest nienormalne – mruknęła z przekąsem, nie szczędząc sobie złośliwości.
– Do usług.
Na ustach Lany pojawił się blady uśmiech, ten jednak prawie natychmiast zniknął, kiedy wampirzyca raptownie spoważniała. To wystarczyło, żeby uświadomić Eveline, że sprawy jak najbardziej nie miały się za ciekawie. Teoretycznie powinna poczuć się z tego powodu zaniepokojona, a jednak nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie – coś w podejściu Lany było dziewczynie na rękę, tym bardziej, że miała poczucie, iż ma przed sobą kogoś, kto jak najbardziej chciał ją wysłuchać.
Ze świstem wypuściła powietrze, próbując łatwiej nad sobą zapanować. Kiedy ostatnim razem próbowała się komuś zwierzać? Pomijając rozmowę z Bellą, do głowy przychodziły jej wyłącznie liczne rozmowy z… Amandą, chociaż o nic za wszelką cenę usiłował nie myśleć. Tak czy inaczej, pomijając osobę, która ostatecznie ją zdradziła, nie opowiadała o tych nienaturalnych wydarzeniach nikomu innemu. No, może pomijając to, co zasugerowała Marco, ale to wciąż o niczym nie świadczyło – nie, skoro wampir nie wymagał od niej aż tyle, co taksująca ją wzrokiem Lana.
– Właściwie nie jestem pewna, co się stało… Poza tym to naprawdę nie ma sensu, wiesz? Dla mnie nie ma – poprawiła się, podchwyciwszy spojrzenie wampirzycy.
– Pozwól mnie to ocenić – zasugerowała niemalże łagodnym tonem.
Eve westchnęła, chcąc nie chcąc dając za wygraną.
– Jak chcesz. – W gruncie rzeczy zaczynała dochodzić do wniosku, że jest jej wszystko jedno. – Vi… Wiesz, kiedyś miałam przyjaciółkę. Bardzo dawno temu… Obie byłyśmy dziećmi. Taka pierwsza prawdziwa przyjaźń – przyznała, po czym wzruszyła ramionami. – Tak przynajmniej sądzę, bo nigdy nie byłam w tym dobra… W nawiązywaniu znajomości, oczywiście – sprostowała, nie tyle chcąc wszystko jak najdokładniej wytłumaczyć, co przede wszystkim spróbować zyskać na czasie.
– Twoja przyjaciółka umarła. – To nie było pytanie, ale i tak skinęła głową. Lana westchnęła cicho, wyraźnie zmartwiona. – Przykro mi w takim razie. Inaczej spoglądamy na śmierć, ale to nie znaczy, że jej nie rozumiemy – powiedziała, a przez jej twarz przemknął cień. Cokolwiek w tamtej chwili chodziło wampirzycy po głowie, zachowała wszelakie uwagi dla siebie. – Więc… zobaczyłaś dawną przyjaciółkę. To jest…
– To nie była Vi.
Potrzebowała dłuższej chwili, żeby zrozumieć, że wypowiedziała tych kilka słów na głos. Coś ścisnęło ją w gardle, ale nie próbowała się wycofywać, całą sobą wierząc w prawdziwość poszczególnych słów. W milczeniu wpatrywała się w Lanę, czekając na reakcję wampirzycy i po wyrazie jej twarzy próbując stwierdzić, co takiego kobieta myślała o zaistniałej sytuacji. Powoli zaczynała mieć dość tego, że wszyscy wokół tak idealnie panowali nad emocjami, bez trudu odcinając się od tego, co nie było im na rękę. Było coś przerażającego w masce obojętności, którą z taką łatwością potrafili przybrać, chociaż jednocześnie zaczynała im tego zazdrościć. Gdyby miała choć cień szansy na dokonanie tego samego, być może wszystko stałoby się prostsze.
– Nie? – zapytała z wahaniem Lana. – Co masz na myśli? – drążyła, świadoma tego, że chodziło o coś więcej, niż tylko niedowierzanie.
– To było… coś innego – oznajmiła z naciskiem Eveline. – Już kiedyś widziałam Vi i… Ona nie potraktowałaby mnie w taki sposób. Violett o nic by mnie nie obwiniała.
Odniosła wrażenie, że mówi trochę jak dziecko, próbujące przekonać swojego opiekuna do tego, że mogłoby mówić prawdę. Jednocześnie usiłowała przekonać samą siebie, z każdym kolejnym słowem pewniejsza, że jej przeczucia były prawdziwe. Przecież znała Vi… Choć teraz wszystko było aż do tego stopnia odległe, dobrze pamiętała tamtą rozmowę – szokującą, odległą, a jednak…
– Widziałaś ją po raz drugi? – Lana nagle zmaterializowała się tuż przed nią, wpatrując w Eveline tak intensywnie, że ta poczuła się nieswojo. Kolejny raz odniosła wrażenie, że ma przed sobą chwiejną, bliską wybuchu istotę, która w każdej chwili mogła stracić nad sobą kontrolę. – Więc to nie zaczęło się dzisiaj… Eve, do cholery!
Dziewczyn drgnęła, po czym mocniej napięła mięśnie, coraz bardziej podenerwowana. Z cichym jękiem ukryła twarz w dłoniach, energicznie ją pocierając i próbując zwalczyć coraz bardziej dający jej się we znaki ból głowy. Cokolwiek się działo, sprawiało, że zaczynała czuć się naprawdę źle, nie tylko mając poczucie, że właśnie została otoczona, ale przede wszystkim mając problem z poradzeniem sobie z mętlikiem w głowie.
– Co się zaczęło? – zniecierpliwiła się. – Byłam dzieckiem, Lana. Z kolei Vi… To było tak dawno temu – westchnęła, nie będąc w stanie choćby spojrzeć swojej rozmówczyni w twarz. – Już wtedy nic nie miało dla mnie sensu… A jednak jestem gotowa przysiąc, że nie śniłam, kiedy ostatnim razem rozmawiałam z Violett. Przyszła do mnie i… wydawała się smutna. Bardzo smutna, poza tym mówiła takie dziwne rzeczy… – Musiała urwać, żeby zaczerpnąć tchu. Poczuła pieczenie pod powiekami, ale za wszelką cenę próbowała powstrzymać cisnące jej się do oczu łzy. – Dopiero rano dowiedziałam się, że nie żyje. To był zwykły wypadek… Po prostu spadła ze schodów. Ale kiedy zaczęłam o tym myśleć… Wciąż mam wrażenie, że wtedy chciała się ze mną pożegnać. Dlaczego teraz miałaby mnie o cokolwiek obwiniać, skoro zdążyłyśmy się pożegnać?
Czuła, że zaczyna pleść od rzeczy, ale to nie miało dla niej znaczenia. Plątała się, w pewnym momencie zwracając bardziej do siebie, aniżeli wpatrzonej w nią, zamyślonej Lany. Przez krótką chwilę przeżywała to wszystko raz jeszcze – zagubione dziecko, szukającego sensu w wydarzeniu, którego go nie miało. Tak samo niejasna pozostawała śmierć jej rodziców i wszystko to, co działo się w Haven, a do czego chcąc nie chcąc wróciła, podejmując jedną z najgłupszych decyzji, jakie tylko były możliwe. Teraz z kolei była tutaj, po tak długim czasie mierząc się z przeszłością i czując się niewiele lepiej, co tych kilkanaście lat temu.
Lana uparcie milczała, biernie ją obserwując. Coś w panującej ciszy i przenikliwym spojrzeniu wampirzycy sprawiło, że dziewczyna z miejsca zapragnęła błagać ją, żeby przestała i powiedziała cokolwiek, niezależnie od tego, jak bardzo naiwnie by to zabrzmiało. W tamtej chwili nawet najbardziej proste słowa – również kłamstwa – wydawały się lepsze od przeciągającej się w nieskończoność ciszy. Cokolwiek, ale…
– Spójrz na mnie, Eveline.
Usłuchała, poruszając się trochę jak w transie i w końcu unosząc głowę. Prawie natychmiast napotkał przeszywające spojrzenie jasnych oczu Lany, na krótką chwilę zamierając z poczuciem, że wampirzyca dosłownie przenika ją na wskroś.
Zawahała się, w pamięci wciąż mają to, jak łatwo można było wpłynąć na jej umysł. Co prawda nie miała poczucia, żeby Lana próbowała to zrobić, ale…
– Sama już nazwałaś to, co robisz – stwierdziła, starannie dobierając słowa. – Nazwałaś to po imieniu, kiedy cię znalazłam… Pamiętasz? – ciągnęła, a dziewczyna nieznacznie skinęła głową. Nekromancja. Użyła tego terminu, ale… – Myśl sobie, co tylko chcesz, ale widzenie duchów wcale nie jest dziwniejsze od wampiryzmu i…
– Widzenie duchów!
To brzmiało źle, najdelikatniej rzecz ujmując. Jęknęła, po czym stanowczo poderwała się na równe nogi, przy okazji omal nie zwalając Lany z nóg. Wampirzyca niechętnie usunęła się na bok, żeby zapewnić Eveline więcej swobody i wciąż uważnie dziewczynę obejmując. Eveline miała wrażenie, że jej towarzyszka bez trudu powstrzymałaby ją, gdyby do głowy przyszło jej coś równie idiotycznego, jak próba ucieczki, to jednak miało okazać się zbędne. Zdążyła się już przekonać, że w ten sposób nie miała być w stanie dokonać niczego, nie wspominając o tym, że wszystko tak naprawdę sprowadzało się do odcięcia od samej siebie.
Nie zmieniało to jednak faktu, że była przerażona. Słuchała, próbując łączyć ze sobą poszczególne fakty, ale to wcale nie sprawiało, że czuła się jakkolwiek lepiej. Wręcz przeciwnie – z każdą kolejną sekundą nabierała pewności, że nic nie było takie jak powinno. Jak nic mogła liczyć się z szaleństwem, o ile już w nie nie popadła, a jakby tego było mało…
– Istoty takie jak ty chodzą po świecie od pokoleń… Zresztą tak jak i my, chociaż ludzie już dawno wyparli się naszego istnienia. To najzupełniej naturalne, że to, czego nie jest się w stanie pojąc, uznaje się za zwykłą bajkę – oznajmiła z powagą Lana. Eveline do szału doprowadzało to, jak bardzo opanowana się wydawała. – Nekromancja… Mogłam się domyślić, ale to teraz nieistotne. Wiem za to, że dysponujesz potężnym darem, który…
– Który co? – warknęła Eveline, prostując się niczym struna. – Mam przywyknąć do widzenia rzeczy, których inni nie dostrzegają? Zresztą to nie ma sensu i… Dlaczego teraz, co Lana? – zapytała wprost, w pośpiechu wyrzucając z siebie kolejne słowa. – Lata temu byłam dzieckiem. Dzieci wyobrażają sobie różne rzeczy, prawda? Dlaczego przez tyle lat nie widziałam żadnej pierdolonej duszy, która…
Musiała urwać, zbyt wzburzona, żeby mówić dalej. Oddychała spazmatycznie, tak szybko i płytko, że obraz zaczął rozmazywać jej się przed oczami. Natychmiast spróbowała nad sobą zapanować, nie chcąc ryzykować utraty przytomności, choć zarazem omdlenie wydawało się kuszącą perspektywą. Sen nie rozwiązywał niczego, ale może przynajmniej na chwilę przestałaby się czuć tak, jakby nadmiar emocji za chwilę miał rozerwać ją na kawałeczki.
– Ponieważ dzieci bardzo łatwo stłamsić. – Głos Lany wyrwał ją z amoku. Wciąż był spokojny i rzeczowy, a przy tym zdradzający tak wielką pewność siebie i poszczególnych stwierdzeń, że tym bardziej nie potrafiła uznać ich za kłamstwa. – Nieużywane umiejętności będą zanikać. Dzieci często widują rzeczy, które wydają się czymś nie do pomyślenia, ale… To takie proste, prawda? Wmawiaj, że złe sny to niegroźne koszmary, a dziecko z czasem na pewno w to uwierzy. Powtarzaj, że coś nie istnieje, a czasem i to przyniesie efekty. – Lana z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – To takie krótkowzroczne… Ale teraz jesteś tutaj, Eveline. Haven jest… inne, bardziej specyficzne, poza tym aż naładowane mocą, która przyciąga nas wszystkich. Skoro było w tobie coś niezwykłego, musiało się uaktywnić.
– Haven sprawia, że nie jestem normalna? – zapytała z powątpiewaniem.
Pamiętała rozmowę z Marco na temat inności tego miejsca, ale i tak z trudem była w stanie to sobie wyobrazić. Chociaż słowa Lany składały się w zadziwiająco logiczną całość, wciąż z uporem odpychała od siebie poszczególne stwierdzenia, w niemalże gorączkowy sposób szukając luki w toku rozumowania wampirzycy. Gdyby tylko jakąś znalazła…
– Dlatego tak lubimy to miejsce. – Lana zaśmiała się w nerwowy, pozbawiony wesołości sposób. – Widziało tyle, że chyba nie jestem zdziwiona, że zostało naznaczone… Pewne wydarzenia pozostawiają ślady, Eve. Dla kogoś, kto porusza się pomiędzy światem żywych a umarłych, bywają aż nazbyt wyraźne, zwłaszcza jeśli nauczyć się je rozpoznawać. My z kolei wciąż trwamy w konflikcie, który jedynie to pogłębia… Mam wrażenie, że to błędne koło, bo żadne z nas się nie podda. Nie sądzę też, żeby jedna strona w końcu stłamsiła drugą, a przynajmniej nie na dłużej. Demony może i są niebezpieczne, ale my… – Lana urwała, na dłuższa chwilę zagłębiając się we własne myśli. – Tak czy inaczej, gdyby ten konflikt miał sens, już dawno doszłoby do przełomu. Przez te wszystkie lata… No, aż do teraz – dodała, a jej spojrzenie jak na zawołanie skoncentrowało się na Eveline.
Dziewczyna zaczynała już przywykać zarówno do niedopowiedzeń, jak i na swój sposób trudnego do zrozumienia zachowania Lany, jednak coś w słowach i reakcji wampirzycy sprawiło, że zaczęła się wahać. Napięła mięśnie, zamierając w bezruchu i próbując zrozumieć, dlaczego jej rozmówczyni znów spoglądała na nią w tak dziwny sposób.
– Co…?
Lana z westchnieniem przeczesała jasne włosy palcami. Co prawda uciekła wzrokiem gdzieś w bok, ale Eveline wcale nie poczuła się dzięki temu lepiej.
– Ustaliłyśmy już, że mam intuicję… I wierzę w bardzo wiele rzeczy – przypomniała łagodnie. Eve milczała, próbując znaleźć powiązanie pomiędzy tym wyznaniem a kierunkiem, który przybrała ich rozmowa. – Ty z kolei powiedziałaś mi, że to nie jest pierwszy raz, kiedy widziałaś przyjaciółkę… I że tym razem to nie była ona – ciągnęła, po czym urwała, wyraźnie oczekując reakcji.
– Tak mi się wydaje… – przyznała niechętnie Eveline. – Chociaż wyglądała jak Vi, ale…
– Rozumiem – zapewniła pośpiesznie Lana. To świetnie, bo ja niekoniecznie…, pomyślała z przekąsem, nim jednak zdążyła wypowiedzieć tych kilka słów na głos, wampirzyca odezwała się ponownie. – Chociaż nie mam pojęcia, w jaki sposób powinnam wytłumaczyć ci, co się stało. Wiem jedynie, że czułam bardzo złą energię, a ta… Czegoś takiego nie wywołałaby dusza dziecka – oznajmiła z naciskiem, a Eveline zadrżała.
Przez krótką chwilę miała ochotę wspomnieć o tym, czego doświadczyła wcześniej, kiedy na korytarzu znalazł ją Marco. Gdzieś w pamięci zamajaczyło jej wspomnienie rzucanego przez płomienie ciepła, towarzyszącej jej paniki oraz poczucie, że wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli. Znów słyszała te szepty, coraz bardziej zaniepokojona tym, czego doświadczała i…
Teraz mogła przynajmniej po części to zrozumieć, ale nie była pewna, czy faktycznie tego chce. Z chwilą, w której spróbowała na sytuację przez pryzmat tego, czego się dowiedziała, poczuła przejmujące wręcz poczucie winy – i to zwłaszcza w chwili, w której przypomniała sobie przybierające na sile nawoływania. Te wszystkie błagania o ocalenie, którego ostatecznie i tak nie była w stanie nikomu dać…
– Powiedz mi jeszcze jedną rzecz, dobrze? – odezwała się ponownie Lana, skutecznie wyrywając Eveline z zamyślenia. Dziewczyna zamrugała nieco nieprzytomnie, po czym chcąc nie chcąc skupiła się na bladej twarzy swojej rozmówczyni. – Miałaś kiedyś problemy ze snem? Mam na myśli… Zdarza ci się może lunatykować? – wypaliła, zaś serce Eveline omal nie wyskoczyło z piersi ze zdenerwowania.
– Dlaczego pytasz…?
Lana zawahała się. Wciąż nie mówiła wszystkiego, a przynajmniej Eveline odniosła takie wrażenie.
– Bez powodu – stwierdziła wymijająco, jak nic kłamiąc. Eve była tego pewna, a jednak wcale nie miała o to do wampirzycy pretensji. – Teraz ja, tak jak ci obiecałam, ale… Obawiam się, że niekoniecznie spodoba ci się to, co ode mnie usłyszysz – zapowiedziała, zaś jej słowa sprawiły, że dziewczyna zapragnęła się histerycznie roześmiać.
Biorąc pod uwagę to, czego doświadczyła w ostatnim czasie… Cóż, jeśli po tym wszystkim miało okazać się, że jednak może być gorzej, zdecydowanie było pisane jej szaleństwo.
I jest kolejny rozdział. Mam do niego mieszane uczucia, bo nie mogę pozbyć się wrażenia, że panuje w nim chaos, ale… tak poniekąd powinno być. W zasadzie trudno mi wyobrazić sobie, żeby w obecnej sytuacji Eveline doświadczała czegoś innego.
Dziękuję za obecność i komentarze. Przy okazji witam nowych czytelników, bo wiem, że wciąż Was przybywa. Pozostaje mi mieć nadzieję, że zostaniecie na dłużej!
Tak więc raz jeszcze dziękuję i do napisania wkrótce.

2 komentarze:

  1. Yey! Rozdział punktualnie tak jak obiecałaś. Wszystko cacy, ale miałam szczerą nadzieję, że to jednak Marco będzie ją wtajemniczał we wszystko bo już się właśnie na niego napaliłam. Nie dawkuj mi go xD

    Szczerze powiedziawszy dziwi mnie trochę ta mała ilość komentarzy lub gdzieniegdzie ich nawet całkowity brak. Nie wiem jak wygląda liczbowa sytuacja odwiedzin bloga, ale wydawało mi się, że całkiem łatwo trafić na twojego bloga, tym bardziej że tematyka nadal jest porządana przez liczne grono osób, a ja sama długo nie szukałam przebierając w listach opowiadań. Cóż, może po prostu tak mają akurat czytelnicy tych kategorii,  na niektórych nawet mało odwiedzanych blogach roi się od komentarzy...
    Ale już cię nie dobijam dalej :>, życzę weny i niezniszczalnej klawiatury.

    Szmiri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :3
      Marco będzie, więc spokojnie. Kiedy nadejdzie odpowiednia pora :D Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu, bo zwykle przy takich kluczowych momentach mam wątpliwości.
      Nie dobijasz mnie takimi przemyśleniami, więc spokojnie ;) Wiesz, sądzę, że to bierze się stąd, że ja nigdy nie miałam parcia na cyferki i komentarze. Nie bawię się w czytanie za czytanie, a Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że wolę dostać porządny komentarz raz na jakiś czas niż pełno takich, co nic nie wnoszą. Nigdy też nie miałam parcia do tego, żeby ludzie byli u mnie na bieżąco, bo nie o to chodzi – czytanie ma być przyjemnością, bo inaczej nie ma sensu :) Mam wierne osoby, które zawsze ze mną są, chociaż czasami pojawiają się z opóźnieniem. Podejrzewam, że gdybym chciała, mogłaby prosić i naciskać, a wtedy opinii byłoby więcej, ale po co? :D
      Raz jeszcze dziękuję za komentarz, bo ciepłe słowa zawsze poprawiają nastrój ^^ Cieszę się, że wciąż tutaj jestem i mam nadzieję, że kolejnym wpisem nie rozczaruję ;>

      Nessa.

      Usuń