piątek, 13 maja 2016

☾ Rozdział IX

MARCO
W milczeniu wpatrywał się w bladą twarz nieprzytomnej dziewczyny. Oddychała, co w gruncie rzeczy jednoznacznie rozwiązywało kwestię tego, czy była żywa, czy może powinien zacząć się martwić, to jednak wydało mu się dość marnym pocieszeniem. Jego spojrzenie mimowolnie skoncentrowało się na jej smukłej szyi, w którą dopiero co wgryzł się aktualnie niedyspozycyjny Castiel. Wciąż czuł słodki zapach krwi, ta jednak zeszła gdzieś na dalszy plan, wyparta przez ledwo kontrolowany gniew. Przynajmniej rana nie była głęboka, sprowadzając się do zaledwie dwóch prawie niewidocznych śladów po kłach, jednak sama myśl o tym sprawiła, że zapragnął dodatkowo dobić brata albo przynajmniej porządnie zdzielić go czymś w łeb, choć szczerze wątpił, by w ten sposób osiągnął cokolwiek, prócz jeszcze silniejszej irytacji. Już i tak wiedział, że wampir nie daruje mu takiego numeru, jednak nie dbał o to; gdyby Castiel spełniał wszystkie swoje groźby za każdym razem, kiedy zdenerwowali się na siebie do tego stopnia, by w ruch poszły kołki, wtedy któryś z nich już dawno byłby definitywnie martwy.
Drewno i nieśmiertelne serce miały to do siebie, że zwykle za sobą nie przepadały. Wprawny, precyzyjny cios wystarczył, by na długo unieruchomić wampira, pozostawiając go praktycznie bezbronnym. Nie tak łatwo było zabić istotę odwieczną, zwłaszcza taką, która liczyła sobie dość lat, by mieć czas nauczyć się bronić i nabrać odporności, jednak ta metoda skutkowała zawsze – w mniej lub bardziej spektakularny sposób. Zdarzało się, że bardzo młode osobniki nie budziły się więcej po tym, jak usuwano kołek z ich serca, Castiel jednak już od dawna miał ten niebezpieczny etap za sobą. Teraz jedyne zagrożenie stanowiło srebro, Marco zresztą mało kiedy decydował się na użycie tego śmiercionośnego dla wampirów rodzaju broni, tym bardziej, że jego wrogami mało kiedy były normalne wampiry. Oni stanowili o wiele poważniejsze zagrożenie, paradoksalnie pozostając wrażliwymi na zwykłe drewno, co zarazem rozwiązywało i komplikowało wszystko.
Lekko zmarszczył brwi, jakby od niechcenia spoglądając w kierunku brata. Irytujący dupek czy też nie, zostawienie go bezbronnego w samym środku lasu nie było najlepszym pomysłem. Co prawda z Eveline na rękach nie miał zbyt wielkiego pola manewru, a wyjęcie kołka, kiedy musiał zapewnić dziewczynie bezpieczeństwo, zdecydowanie nie wchodziło w grę – nie, skoro podejrzewał, jaka miała być reakcja jeszcze bardziej rozeźlonego, sprowokowanego Castiela.
– Wszyscy uwielbiacie dostarczać mi rozrywki… – mruknął z rozdrażnieniem, nerwowo rozglądając się dookoła.
Odpowiedziała mu cisza, ale niczego innego się nie spodziewał. Upewniwszy się, że są sami, bez większego wysiłku rozesłał myśl sondującą, próbując wychwycić czyjąkolwiek obecność. Nawoływał na znanej sobie, „prywatnej” częstotliwości, którą swobodnie mógł uznać za bezpieczną, przynajmniej kiedy w grę wchodziło przekazywanie tych najmniej istotnych informacji. Mimowolnie odetchnął, kiedy wyczuł obecność znajomego, zaufanego umysłu, zaraz też skoncentrował się na Liamie, bez chwili wahania decydując się naruszyć jego prywatność.
Jaki znowu masz problem?, usłyszał jeszcze zanim zdążył sformułować jakąkolwiek wypowiedź.
Wywrócił oczami. Czasami nie rozumiał, jak ktoś, kto w jednej chwili mógł zachowywać się z klasą godną starodawnego dżentelmena, tak łatwo mógł przeistoczyć się w kogoś, komu jak najszybciej pragnęło się zejść z oczu. Liam miał trudny charakter, chociaż z drugiej strony, być może tylko względem niego, Castiela i Lany, lubił postępować w tak uciążliwy sposób. To zresztą wyjaśniało, dlaczego ta ostatnia tak bardzo lubiła go drażnić.
To nie problem, tylko prośba, sprostował, siląc się na cierpliwość. Nawet nie próbował się tłumaczyć, w zamian decydując się przejść do sedna. Nie miał czasu, chcąc jak najszybciej zabrać dziewczynę w bezpieczne miejsce i… spróbować ustalić to i owo. Jakbyś był tak dobry i w wolnej chwili doprowadził mi Castiela do stanu używalności…
Nie mam czasu i cierpliwości, by uganiać się za nim po jakichś spelunach, obruszył się Liam.
Nie będziesz musiał. Marco mimowolnie wywrócił oczami. Właśnie oberwał kołkiem, oznajmił bez ogródek.
W pierwszej kolejności wyczuł konsternację wyraźnie zaskoczonego wampira. Przez kilka następnych sekund panowała cisza, podczas której Liam najpewniej próbował dojść do wniosku, że Castiel mógłby doprowadzić kogoś do ostateczności. Wniosek w gruncie rzeczy był oczywisty, ale mężczyzna i tak wydał się Marco zaniepokojony.
Ktoś was zaatakował?
Przeciwnie, zapewnił pośpiesznie. Zaczynał się niecierpliwić, nie chcąc ryzykować, że dziewczyna mogłaby ocknąć się zbyt wcześnie. Z gwoli ścisłości: ja dźgnąłem go kołkiem. Wytłumaczę ci później, chociaż… To jak, zrobisz to dla mnie czy nie?
Nawet nie czekał na odpowiedź, bezceremonialnie się wycofując, by nie ryzykować zbędnych pytań. Sam nie miał pewności, co takiego mógłby mu powiedzieć, zresztą znał podejście Liama do przepowiedni Lany, legend i wszystkich nieuzasadnionych naukowo kwestii. W wielu przypadkach bywał równie ostrożny, kiedy w grę wchodziło to, co mówiła mu wampirzyca, jednak tym razem było inaczej. Podświadomie czuł, że postępuje właściwie, zresztą ta dziewczyna… Cóż, dla pewności lepiej było utrzymać ją przy życiu, tym bardziej, że od chwili jej powrotu coś wyraźnie się zmieniło – z tym, że nadal nie miał pojęcia co.
Krótko spojrzał na Castiela, dochodząc do wniosku, że nawet Liam nie będzie na tyle złośliwy, by zostawić wampira w takim stanie i to na dodatek w środku lasu. Już i tak było ich mało, zresztą wszyscy stali po jednej stronie. W najgorszym wypadku ta dwójka miała rzucić się sobie do gardeł, choć i to działo się tak często, że zdążył się już do tego przyzwyczaić. Od lat musieli znosić swoje towarzystwo i coraz to nowsze wyskoki Castiela, choć w ostatnim czasie było gorzej. Marco był w stanie to zrozumieć, jednak nawet świadomość tego, co było przyczyną gorszego nastroju jego przyrodniego brata nie sprawiała, że był w stanie przymknąć oko na szaleństwa wampira. Obawiał się, że nieśmiertelny prędzej czy później miał zrobić coś, co doprowadziłoby do grobu ich wszystkich, a na to zdecydowanie nie mogli sobie pozwolić. Gniew i żałoba to jedno, ale istniały rzeczy ważne i ważniejsze, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło wspólne dobro – a oni mieli do stracenia o wiele za dużo, by pozwalać sobie na jakiekolwiek błędy.
Wygodniej ułożył Eveline w swoich ramionach, po czym raz jeszcze rozejrzał się dookoła. Panująca wokół cisza miała w sobie coś kojącego, jednak i tak poczuł się zagrożony, nie mogąc pozbyć się wrażenia, iż w powietrzu jest coś, co powinno wzbudzić jego niepokój. To był dziwny rodzaj napięcia, który czuł już pierwszego dnia, kiedy Lana poinformowała go o tym, że dziedziczka Nightów wróciła do miasta. Teraz z kolei omal nie zginęła z rąk przypadkowego nieśmiertelnego, z sobie tylko znanego powodu błąkając się w okolicy w koszuli nocnej i wyglądając jak dziewczyna, która w istocie pasowałaby do opisu typowej ofiary Castiela – z tym, że zdecydowanie nią nie była.
Więc co tutaj robisz?, pomyślał, bezskutecznie próbując złożyć poszczególne fakty w spójną całość.
Jak mógł przewidzieć, oczywiście nie otrzymał odpowiedzi.
Wiedział, gdzie znajdowała się rezydencja Nightów. Piękny, dzielnie znoszący próbę czasu dom, dumnie stał na wzgórzu, górując nad okolicą i zachwycając wszystkich wokół. Zwłaszcza w ciemnościach robił wrażenie, na swój sposób niepokojący i o wiele zbyt duży, by nadawał się do zamieszkania przez jedną, kruchą dziewczynę – i to zwłaszcza po tym, co miało miejsce dwadzieścia lat wcześniej, a o czym wszyscy mieszkańcy Haven pamiętali aż do dnia dzisiejszego. Niewytłumaczone, tajemnicze wydarzenia zwykle miały to do siebie, że intrygowały, zapadając w pamięci ówcześnie żyjących śmiertelników, a także kolejnych pokoleń. Tak bez wątpienia było w przypadku tego domu i jego mieszkańców, o czym Marco zresztą wiedział przede wszystkim przez wzgląd na to, że śmierć Nightów nie była taka zwykła, rozchodząc się echem również pośród jemu podobnych.
Zmaterializował się w niewielkim oddaleniu od domu, dłuższą chwilę obserwując i starannie badając najbliższą okolicę. Pobliskie drzewa szeleściły łagodnie, zaś w powietrzu dało się wyczuć przyjemny, słodki zapach rosnącej w okolicy lawendy. Dom wyglądał na opustoszały, choć kiedy Marco się skoncentrował, wyraźnie wyczuł zapach należący do Eveline – i nic ponadto. Żadnych podejrzanych śladów, mogących świadczyć o bliskości kogokolwiek albo… czegokolwiek, jakkolwiek by to nie brzmiało.
Była jeszcze sama rezydencja, wzbudzająca całą mieszankę skrajnych emocji i wątpliwości. Nawet z odległości czuł potęgę tego domu, silną niczym czyjakolwiek obecność – porażającą, przytłaczającą i wzbudzającą silny niepokój. Marco nie przypominał sobie, kiedy ostatnim razem czuł coś takiego, jednak od zawsze wiedział, że rezydencja Nightów jest niezwykła. W gruncie rzeczy wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, lgnąc do tego miejsca i do samego Haven, niczym ćmy do zapalonej żarówki. Teraz wyraźnie widział, że ten dom był niczym serce wszystkiego – epicentrum tej niezwykłej energii, stanowiący jednoznaczne wytłumaczenie tego, dlaczego wszyscy brnęli właśnie do tej małej miejscowości. Podejrzewał to już wcześniej, jednak nigdy dotąd skupisko mocy nie było aż tak silne, wydając się emanować rodzajem jakiegoś wewnętrznego, niezidentyfikowanego blasku.
Coś się zmieniło, pomyślał po raz kolejny, teraz już całkowicie pewien takiego stanu rzeczy, choć to nadal nie tłumaczyło niczego – może pomijając to, że powodem musiała być ona. W milczeniu spojrzał na bladą twarz Eveline, więcej niż tylko pewny tego, że w jakiś niepojęty dla niego i siebie sposób pobudzała to miejsce, podsycając już i tak oszałamiającą moc – to, co byli w stanie wyczuć wszyscy nieśmiertelni, a o czym ona sama nie mogła wiedzieć. Kimkolwiek była, musiała być ważna, kiedy zaś Marco zdecydował się ruszyć w stronę pogrążonej w ciszy rezydencji, dotarło do niego, że dom na swój sposób musiał zapewniać śmiertelniczce ochronę.
Nie był tutaj mile widziany.
Poczuł to wyraźnie, niemalże musząc zmuszać się do tego, żeby bez chwili wahania podejść do drzwi. Jego instynkt wydawał się krzyczeć, nakazując mu natychmiast odwrócić się na pięcie i odejść, niezależnie od tego, jakie faktycznie były jego zamiary. Przez lata wampirzego życia nauczył się słuchać podszeptów intuicji oraz własnego ciała, jednak tym razem stanowczo odsunął od siebie niechciane myśli, koncentrując się przede wszystkim na tym, żeby zabrać dziewczynę do środka. Dopiero stojąc przed zamkniętymi drzwiami przekonał się, że to wcale nie musiało być takie proste i to pomimo tego, że zamek ustąpił bez najmniejszego problemu z chwilą, w której Marco zdecydował się musnąć mechanizm swoim umysłem.
Problem polegał na tym, że nie mógł wejść do środka. Dom Nightów – niezwykły czy też nie – był dla niego w równym stopniu niedostępny, co i każdy inny, w którym mieszkali śmiertelnicy i do którego nie został wcześniej zaproszony.
Wywrócił oczami, nie kryjąc irytacji, po czym ostrożnie postawił Eveline na ziemi. Natychmiast się zachwiała, wiotka i pozbawiona przytomności, utrzymując się w pionie tylko i wyłącznie dzięki jego uściskowi. Teoretycznie mógł wrzucić ją do środka, a potem uciec, obojętny na to, co mogłaby pomyśleć sobie o przebudzeniu na środku korytarza, taka możliwość jednak nie wchodziła w grę. Nie był Castielem, który lubił iść po linii najmniejszego oporu, zwykle ograniczając się do wykonania swoich obowiązków tak szybko i niestarannie, jak tylko było to możliwe – i to oczywiście pod warunkiem, że w ogóle decydował się powierzone mu zdanie wypełnić. Co więcej, Marco nie ukrywał tego, że był dziewczyny ciekaw, zresztą tak jak i zajmowanego przez nią nietypowego domu. Zapewnienie sobie swobodnego wstępu do rezydencji, mogłoby być bardzo praktycznym rozwiązaniem na przyszłość, tym bardziej, że zaczynał mieć pewne podejrzenia.
– Eveline – syknął, chwytając dziewczynę za ramiona i decydując się energicznie nią potrząsnąć. Jej głowa odskoczyła do tyłu, a dziewczyna wyprężyła się, kusząc wampira smukłą, odsłoniętą szyją. Wydął usta, ledwo powstrzymując się przed wysunięciem kłów, zwłaszcza kiedy zauważył siatkę biegnących pod bladą skórą żył. – Obudź się – nakazał, tym razem nie zamierzając ograniczać się wyłącznie do próśb.
Nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby narzucić dziewczynie swoją wolę. Nagle wyprostowała się, otwierając oczy i szokując go pustym spojrzeniem niebieskozielonych, nienaturalnie rozszerzonych tęczówek. Źrenice Eveline stanowiły dwa malutkie punkciki, w pełni skoncentrowane na nim i prawie niewidoczne. Ciało zesztywniało, reagując na wpływ umysłu wampira i zapewniając mu całkowite posłuszeństwo z jej strony, co z pewnością nie przypadłoby samej zainteresowanej do gustu, gdyby choć podejrzewała, co takiego działo się wokół niej. Cóż, zdecydowanie gorszą alternatywą byłoby to, gdyby pozwolił jej zginąć, więc podejrzewał, że mogłaby mu to wybaczyć.
Nic się nie dzieje, pomyślał, uważnie przypatrując się bladej twarzy dziewczyny. Zwłaszcza w takim stanie i w podartej, brudnej koszuli nocnej wyglądała jak zjawa albo żywy trup. Cóż, gdyby nie powstrzymał Castiela, to wcale nie byłoby aż tak dalekie od rzeczywistości.
Zaproś mnie do środka – ponaglił, nie zamierzając zawracać sobie głowy uprzejmościami. I tak nie miała być w stanie tego zapamiętać. – No, już! Wejdź tam i mnie zaproś!
Początkowo nie zareagowała, wciąż chwiejąc się i będąc w stanie ustać w miejscu wyłącznie dzięki jego uściskowi. Dopiero po dłuższej chwili posłusznie zrobiła krok naprzód, przestępując próg i znikając w ciemnościach. Marco zamarł, mimowolnie nasłuchując i oczekując… Cóż, w zasadzie czegokolwiek, począwszy od huku, który świadczyłby o tym, że jednak upadła, po coś o wiele bardziej niepokojącego. Nie chciał się do tego przed samym sobą przyznawać, ale prawda była taka, że być może popełnił błąd, puszczając ją samopas, tym bardziej, że wciąż nie miał pewności, czy dom był pusty. Gdyby ktoś jednak czyhał na jej życie…
– Wejdź.
Wyprostował się, czując ulgę, kiedy z głębi korytarza doszedł go jej nieco drżący, brzmiący trochę jak automat głos. Wciąż miał pewne obawy, kiedy zdecydował się zrobić krok naprzód, niemalże spodziewając się natrafić na opór – niewidzialną ścianę, która uniemożliwiłaby mu wejście – jednak nic podobnego nie miało miejsca. Bez problemu przestąpił próg, co prawda wciąż czując wyraźną niechęć ze strony domu (To wciąż brzmiało niedorzecznie!), ten jednak nie miał najmniejszego wpływu na decyzję swojej zmanipulowanej przez Marco właścicielki.
Dostrzegł dziewczynę zaledwie kilka stóp od drzwi, stojącą spokojnie na środku korytarza. Straciła przytomność, ledwo tylko znalazł się na tyle blisko, by móc ją pochwycić, po raz kolejny biorąc na ręce. Znowu zapadła w sen, co jak najbardziej było wampirowi na rękę; o wiele łatwiej było kontrolować sytuację, kiedy nie musiał wysilać się i modyfikować biednej dziewczynie pamięci. Co prawda obawiał się tego, jak wiele mogła zapamiętać ze spotkania z Castielem, jednak po tym, co miało miejsce, szczerze wątpił w to, by zachowała którekolwiek z tych wspomnień. Zamierzał o to zadbać, zresztą podejrzewał, że w razie ewentualnych przebłysków, dziewczyna i tak miała uznać, że śniła.
Również wewnątrz domu panowała ta dziwna, niepokojąca atmosfera. Marco niemalże czuł potrzebę, by jak najszybciej wyjść na zewnątrz i trzymać się z daleka, chociaż nie zamierzał jej ulec. Cóż, dom go nie lubił, co zresztą było do przewidzenia, skoro mógł stanowić bezpośrednie zagrożenie dla dziewczyny. Najwyraźniej rezydencja Nightów stanowiła jakiś rodzaj ochrony, sprawując pieczę nad zamieszkującymi ją śmiertelnikami. Nie miał pojęcia czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale to mogło tłumaczyć, co takiego Eveline robiła na zewnątrz – z tym, że taki scenariusz nie brzmiał szczególnie zachęcająco.
Skoro dom stanowił ochronę, jedynym sposobem na dostanie się do dziewczyny, było wybawienie jej na zewnątrz. To mogłoby wyjaśnić, dlaczego błąkała się po lesie, najpewniej w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, jak i dlaczego znalazła się poza domem, ale…
Zaklął, po czym w pośpiechu ruszył wraz z nieprzytomną dziewczyną w stronę schodów. Wystarczyło kilka zaledwie sekund, by znalazł się na piętrze, otoczony dziesiątkami pozamykanych drzwi. Zawahał się, nagle mając wątpliwości co do tego, gdzie powinien się udać. Zapach Eveline unosił się w całym domu, a jej sypialnia mogła znajdować się dosłownie wszędzie. Nie miał ochoty, żeby zaglądać do każdego pokoju z osobna, nie sądził zresztą, by miał aż tyle czasu.
Spiął się, kiedy tuż za plecami usłyszał ciche skrzypnięcie. Kiedy w pośpiechu obejrzał się przez ramię, przekonał się, że jedne z dotychczas zamkniętych drzwi samoistnie się uchyliły. Lekko zmarszczył brwi, raz jeszcze sondując dom, podświadomie wiedział jednak, że poza nim i Eveline nie było w nim nikogo.
– Dziękuję bardzo – mruknął z przekąsem, ledwo powstrzymując się przed wywróceniem oczami. Więc był aż do tego stopnia niechcianym gościem, że nawet dom ułatwiał mu zadanie, byleby jak najszybciej się wyniósł?
Jakież to miłe…
Nie miał pojęcia, czego tak naprawdę powinien się spodziewać, dlatego znacznie uspokoił go widok czegoś, co bez wątpienia było sypialnią. W ciemnościach doskonale widział nawet najdrobniejsze szczegóły, więc bez trudu zorientował się, że musiał znajdować się w pomieszczeniu, które kiedyś pełniło funkcję pokoju dziecięcego. Jej pokoju…?
Nie miał pojęcia, to zresztą przestało mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, kiedy zauważył ścianę pokrytą dziesiątkami ponaklejanych na siebie rysunków. Nawet z odległości widział, ze znamienita większość z nich przedstawiała jeden i ten sam symbol – cieniutki półksiężyc, pośpiesznie nakreślony niewprawną ręką dziecka. Niewiele myśląc, pośpiesznie przemieścił się, układając pogrążoną we śnie Eveline na materacu łóżka i podchodząc do malowideł, by lepiej im się przyjrzeć. Część rysunków samoistnie odchodziła od ściany, walcząc z czasem i słabnącym klejem, dlatego ostatecznie pokusił się o oderwanie jednego. Mógł pokazać go Lanie, po cichu licząc na to, że dzięki skrawkowi należącego do Nightówny papieru, będzie mogła zweryfikować swoje dotychczasowe przeczucia i powiedzieć mu coś więcej.
Zerknął na dziewczynę, ta jednak spokojnie spała, rozkosznie nieświadoma tego, co działo się wokół niej. Przyjął to z ulgą, dochodząc do wniosku, że zdecydowanie bardziej wolał ją w takim stanie, kiedy nie musiał przejmować się tym, co mogła zobaczyć i zapamiętać. Już i tak była w niebezpieczeństwie, a przynajmniej na to wydawało się wskazywać to, co do tej pory udało mu się wywnioskować.
Jeśli faktycznie coś wybawiło ją z bezpiecznego domu, nie było dobrze. Zwłaszcza w świetle tego, co powiedziała mu Lana, mógł założyć, że dziewczyna była w niebezpieczeństwie – i to w najlepszym wypadku. Obawiał się, że wie, kto próbował nakłonić ją do wyjścia, a później…
No cóż, jeśli tak, powinna była cieszyć się, że ostatecznie wpadła na Castiela. Gdyby zginęła z rąk wampira, to i tak byłoby korzystniejsze niż to, co wciąż mogło nastąpić.
Oparł się o ścianę, nie odrywając wzroku od Eveline. Nie sądził, by tej nocy po raz kolejny wydarzyło się coś, co mogłoby mieć niekorzystny wpływ na bezpieczeństwo dziewczyny, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło. Być może szaleństwem było opieranie się na przypuszczeniach Lany, jednak na obecną chwilę nie miał żadnej innej alternatywy. Musiał dowiedzieć się więcej, a do tego czasu jedynym sensownym rozwiązaniem, które przychodziło mu do głowy, była próba utrzymania dziewczyny przy życiu. Jeśli to miało sprowadzać się do tego, że musiałby wisieć nad jej łóżkiem, kiedy spała…
No cóż, to nadal było lepsze od kłów Castiela i rozerwanego gardła. Gdyby spojrzała na to z tej perspektywy, na pewno nie miałaby nic przeciwko, zresztą nie miała niczego do powiedzenia. Cel uświęcał środki, a on i jego rasa mieli do stracenia o wiele za dużo, by tak pozwolił na to, żeby tej dziewczynie stała się krzywda – nie, jeśli faktycznie mogła okazać się ważna, a on miał coś do powiedzenia. Był odpowiedzialny za swoich podwładnych, a skoro tak, również za nią, chociaż taki stan rzeczy zdecydowanie nie był mu na rękę.
Domowi również nie i wyczuł to z chwilą, w której temperatura w pokoju raptownie spadła, a Marco niemalże poczuł, jak jakaś siła próbuje nakłonić go do wyjścia.
Nie marudź, tylko lepiej mi pomóż… Nie wiesz przypadkiem, w co mógłbym ją przebrać?
Tym razem żadna cudowna energia nie pokusiła się o to, żeby udzielić mu odpowiedzi.
Jest późno, ale już dawno zauważyłam, że to idealna pora na pisanie. Wena bywa kapryśna, a że przyszła akurat teraz… Powiem szczerze, że rozdział pisało mi się bardzo przyjemnie, a ja coraz bardziej lubię perspektywę Marco. Co prawda wciąż uczę się jego postaci, ale tak w gruncie rzeczy jest ze wszystkimi bohaterami tej historii – i przynajmniej na razie z efektów jestem zadowolona.
Być może niektórzy już podejrzewają, dokąd zmierzają relacje tej dwójki. Wszystko będzie działo się w swoim tempie, ale nie ukrywam, że decyzja z końca tego rozdziału będzie kluczowa dla ostatecznego rozwoju fabuły. Ostateczną ocenę tak czy inaczej pozostawiam Wam, a przy okazji dziękuję za wszystkie komentarze – to bardzo motywuje.
Cóż, na dzisiaj to chyba tyle. Za wszelakie błędy przepraszam, ale jak zwykle swoich literówek na tym etapie nie widzę, choć bez wątpienia tam są. Postaram się na dniach trochę posprawdzać rozdziały, chociaż niczego nie obiecują. Tym bardziej będę wdzięczą za wszelkiego rodzaju uwagi, bo ja też ciągle się uczę, a Wy bardzo mi w tym pomagacie.
Do przyszłego tygodnia!

8 komentarzy:

  1. Moje. <333 :D
    Jutro przybędę z porządnym komentarzem! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. :D
      Tak wiem, że miałam się pojawić z komentarzem następnego dnia, a pojawiłam się tydzień później. Powinnam zacząć uważać na to co mówię, bo nie wywiązuje się ze swoich obietnic. Jednak już jestem i mam pewność, że mi wybaczysz tą dłuuugą zwłokę! :*
      Marco, Marco... Kurczę, nie mogę się zdecydować którego brata lubię bardziej. Castiel to taki dupek, którego po prostu się nie da nie lubić, a Marco... Cóż sama nie wiem co o nim mogłabym powiedzieć. Jak na razie „sprząta” bałagan swojego brata. Poza tym coś czuję, że kiedy Castiel się obudzi będzie bardzo, ale to baaardzo wkurwiony na Marco za to co mu zrobił w lesie. ;) Mnie wciąż zastanawia skąd się tam do cholery wzięła Eveline, ale no na odpowiedzi muszę sobie poczekać. :D (To taka delikatna sugestia o X ;>).
      To całkiem normalne, że wampir rozmawia z domem i prosi go o pomoc przy przebraniu dziewczyny. W końcu każdy tak robi, kiedy przynosi do domu nieprzytomną prawie nagą dziewczynę wyciągniętą prosto z lasu !xD
      Już teraz mogę Ci powiedzieć, że czekam niecierpliwie na następny rozdział, a że nie wiem co jeszcze mogłabym napisać będę się już powoli żegnac i pisać w końcu coś u siebie. ;)
      Tak więc weny, weny, weny1 :*

      Gabi.

      Usuń
  2. Hejo kochana! :3
    W jednym komentarzu skomentuję dwa rozdziały.
    Poprzedni rozdział.
    Zanim zaczęłam go czytać to wciąż miałam wątpliwości, czy to wszystko działo się naprawdę, czy był to tylko sen. Jak się okazało, była to jawa, a ja mimo to wciąż miałam wrażenie, że to jakiś sen. Nie sądziłam tylko, że będzie tam Castiel. No i że będzie chciał ją zabić. Jejku. Jak dobrze, że był tam Marco! A to, że Eve wciąż żyje, to i tak zasługa Castiela, bo gdyby nie zapytał się Eve o imię, to pewnie by ją zabił (choć wątpię, że tak szybko byś ją uśmierciła xD). Dziwne, że jak Castiel dowiedział się, kim jest, to i tak wciąż chciał ją zabić.
    ,,Uderzył go słodki zapach jej krwi, który sprawił, że również jego kły wyostrzyły się, domagając się posiłku i raniąc go w zdolną wargę...’’ dolną
    Ten rozdział.
    Tak jak poprzedni podobał mi się. Mnie również, jak Marca, zastanawia, co wywabiło Eve z domu. No i przede wszystkim dlaczego. W domu jest bezpieczna? Hm... Mam wrażenie, że ktoś chce śmierci Eveline. A nawet jeśli, to pozostaje to ,,dlaczego’’.
    Eve po tym całym zajściu musi być przerażona. To dobrze, że ucięła sobie drzemkę. Wolałbym zemdleć, niż zastanawiać się nad tym, co się wydarzyło. Ciekawe ile bohaterka z tego wszystkiego pamięta. I czekam na rozmowę jej i Marca. Musi taka być xD
    Czekam na nn. Potopu weny twórczej życzę, pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej
    Moja droga na wstępie napiszę Ci: zdecyduj się. W poprzednim rozdziale napisałaś, że Castiel odchylił jej głowę, by zdecydowanym ruchem wgryźć się w gardło Eve, a Marco poczuł jej krew, a w tym piszesz, że Castiel jej jednak nie ugryzł. Chyba, że ja coś źle zrozumiałam, ale jednak dla mnie to dość jednoznaczne- że on czuł jej krew bo ten ją ugryzł.
    Marco rozmawiający z domem... ciekawa sprawa:D Szkoda, że dom średnio kwapi się do odpowiedzi. Zastanawia mnie jakie znaczenie będzie miała owa moc tego domu na dalsze wydarzenia, bo to, że Marco będzie przebierał Eve to więcej niż pewne. A przypuszczam co on zobaczy gdy ściągnie potarganą koszulę nocną.. ale ciii:P
    Zastanawia mnie jakim cudem znalazła się w lesie, ale pewnie niebawem się dowiemy:)
    Czekam na więcej:)
    Weny kochana
    Guśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to zawsze wypatrzysz mi coś, o czym zapomniałam c: Pośpiech, a ja nie zauważyłam tego szczegółu. Już poprawiłam i dziękuję bardzo! Tak, wszystko zrozumiałaś dobrze – to po prostu ja mam pamięć dobrą, ale krótką czy cuś… :)

      Nessa.

      Usuń
  4. Cześć, witam! Późna pora, a więc dobra pora nie tylko do pisania, ale i komentowania! A już szczególnie idealna, kiedy w grę wchodzi to, że jutro poniedziałek i trzeba wcześnie wstać. Wtedy jak na złość mogę siedzieć nawet do rana...
    Ale dość o mnie! Bo to ty masz poważny problem, Ness. Ja wiem, wiem. Wszystko rozumiem i staram się, naprawdę się staram, to zaakceptować. Ale ciężko jest mi pogodzić się z tym, że osoba, którą darzę ogromnym szacunkiem i zaufaniem, straciła piątą klepkę. Kochanie, idź jej poszukać, dobrze? Może jeszcze nie wszystko stracone. A może po prostu nie pisz po nocy? Wampir gadający z domem? No nie, nie, Ness. To już wykracza ponad wszelkie granice twojej wyobraźni. Po tobie spodziewałam się całej hordy ninja, kosmitów, którzy wylądowali swoim statkiem na środku salonu Eve a nawet Belli, która w środku nocy wpada z serniczkiem. Ale nie spodziewałam się, że potencjalny partner naszej Evki ma taką zrytą banię.
    (Ha, wyczuwałam to od początku! Dlatego też przerzuciłam się na Castiela XD)
    Nie, okay, teraz powaga.
    Nope, nie potrafię być poważna o tej godzinie XD A już szczególnie, kiedy na słuchawkach "Or nah" a w rozdziale Marco przebiera nieprzytomną, śpiącą Eve... O fak, to za dużo jak na moją wybujałą wyobraźnię ;-; Już po dobranocce, idę spać. Ludzkość lepiej na tym wyjdzie. Szczególnie że czytam twoją nową notkę na zmianę z pisaniem nowości na AC. Ale kwiatki z tego wyjdą... Powstrzymaj mnie, nim będzie za późno. Możesz skorzystać z mojej łopaty, zezwalam.
    Może będzie lepiej, jeśli już skończę...
    Bo ty wiesz, że opisy jak zwykle cudo, nie? Nie muszę się powtarzać? A jeśli tak, to łap - opisy są cudowne, niesamowite, niezwykle realne... I tyle wystarczy, bo obrośniesz w piórka i odlecisz. Reszta synonimów w następnym komentarzu.
    Ach, no i chwała ci za to, że nie zabiłaś Castiela. To znaczy c h y b a tego nie zrobiłaś ;-;
    No i oczywiście duży ukłon za kolejny rozdział z perspektywy Marco. Rozpieszczasz nas! c:
    Czekam na dziesiątkę z niecierpliwością! <3
    Ściskam,

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  5. Oki, jestem na bieżąco! Niby dziewięć rozdziałów i to niekrótkich, ale i tak po dojściu do końca się zdziwiłam. To już? Dobrze się czyta :)
    Rozwlekłości opisów już komentować nie będę. W sumie to zaczynam się do nich przyzwyczajać, to taki Twój styl. Muszę za to pochwalić, że w tym rozdziale charakter Marco jest już dużo wyraźniejszy. W ogóle sorry, że tak dużo się czepiałam w ostatnim komentarzu, sama nie napisałabym tego lepiej, a po prostu widzę Twój potencjał i wiem, że po dopracowaniu tekst będzie perełką (ja się potrafię nawet Dostojewskiego czepiać, więc nie bierz sobie do serca). Zresztą sama piszesz, że zredagujesz jeszcze rozdziały, więc w ogóle będzie ok. Literówek itp. sobie nie wypisywałam, ale są dość oczywiste, czytając po kilku dniach przerwy na pewno sama wyłapiesz. Mogę zwracać na to uwagę i wypisywać w komentarzu od następnego rozdziału, ale to są bzdurki do poprawienia. Bo spójnością rozdziałów jestem zachwycona!
    Okay, z tym "siódmym nieszczęściem" masz rację.
    O, widzisz, nie znam się tak na wampirach. I potwierdzam, że Smith pisze świetnie.
    "Lubię eksperymentować i odwoływać się do starych wierzeń, więc mam nadzieję, że jeszcze czymś zaskoczę. W zasadzie Forver to jeden wielki eksperyment z mojej strony, ale czas pokaże co z tego wyjdzie ;)" - bardzo mnie to cieszy i zachęca do dalszego czytania! :)
    Muszę jeszcze powiedzieć, że jestem mega pod wrażeniem tego, jak często dodajesz rozdziały. Aż wierzyć mi się nie chce, że prowadzisz jeszcze inne blogi. Wow. Sama zawsze miałam problem z regularnym pisanie, więc tym bardziej podziwiam.
    Uwielbiam Bellę. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz się pojawi. Aaaah, no i kiedy dowiemy się, co się stało jej rodzicom?
    Czekam na następny!
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry wieczór!
    W końcu znalazłam ten czas. Kilka razy zabierałam się za czytanie tego rozdziału, ale co? Nagle byłam potrzebna i koniec z czytaniem. Ale w końcu jestem, udało mi się!
    Na początku zaznaczę, że podoba mi się to, że kreujesz wszystko wedle własnej wyobraźni. Chodzi mi dokładnie o wampiryzm. Nie trzymasz się wyznaczonego kryterium, nie kopiujesz wampiryzmu od innych autorek, jak robi to wiele innych osób, tworząc swoje blogi autorskie. I to, co robisz naprawdę się ceni. Tak trzymać, Ness ^.^
    Kolejną sprawą, jaką M U S Z Ę zaznaczyć to fakt, że bardzo lubię perspektywę Marco. I cieszę się, że przed nami jeszcze dużo rozdziałów, w tym na pewno znajdą się jakieś z jego perspektywy :) I nadal nam nie zdradzasz co dokładnie stało się z rodzicami Eveline, tamtej pamiętnej nocy. Ja nadal jestem tego strasznie ciekawa, co DOKŁADNIE się wydarzyło i już nie mogę się doczekać, aż pozwolisz nam zapoznać się z tą historią :) I jestem ciekawa co jest tą zmianą, o której ciągle wspomina Marco. Do tego sprawa z rezydencją Nightów... Ciągle każesz nam główkować, Ness! Ale to dobrze :) Przynajmniej nie ma nudy i ten, kto czyta, jest coraz bardziej ciekawy tego, co będzie dalej.
    Znów uderzają mnie Twoje opisy. Są naprawdę cudowne :3 Ja wiem, że Ty twierdzisz, że nie ma czego zazdrościć, ale każdy ma swoje zdanie. Nasze na tym polu się różnią :) Ale przynajmniej mniej więcej rozwiązała się sprawa "snu" Eveline i to, jakim cudem znalazła się w lesie.
    Więc co, Ness? Ja czekam na rozdział X! Życze zatem mnóstwo czasu i weny do pisania! <3

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń