niedziela, 29 maja 2016

☾ Rozdział XI

EVELINE
Krzyknęła, po czym gwałtownie spróbowała cofnąć się w tył. Bella również wydała z siebie zaskoczony, zduszony okrzyk, przez dłuższą chwilę sprawiając wrażenie kogoś, kto nie jest pewien, gdzie i dlaczego się znalazł. Dłonie dziewczyny momentalnie zacisnęły się na ramionach Eveline, pomagając jej utrzymać równowagę. Wyprostowała się, koncentrując przede wszystkim na próbie utrzymania w pionie, chociaż i tak czuła się, jakby ktoś porządnie zdzielił ją czymś ciężkim po głowie. Nie miała pojęcia, co takiego właśnie miało miejsce, ale podświadomie wyczuwała, że to nie było ani normalne, ani tym bardziej dobre. W głowie miała mętlik, spotęgowany wrażeniem, którego czasami doznawała, kiedy zbyt gwałtownie została wybudzona ze snu. To sprawiało, że drżała na całym ciele, ledwo będąc w stanie nad sobą zapanować, choć wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała tego dokonać.
Bella wyprostowała się i – wciąż trzymając dłonie na ramionach wytrąconej z równowagi Eve – w pośpiechu cofnęła się o krok, by móc lepiej przyjrzeć się dziewczynie. Jej oczy błyszczały niespokojnie, przez ułamek sekundy dziwnie rozszerzone i jakby nieludzkie, choć wrażenie to zniknęło równie nagle, co się pojawiło.
– Hej, to tylko ja – rzuciła na wydechu, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Wszystko w porządku? Wydaje mi się, że…
– Nie jestem pewna – wymamrotała w pośpiechu Eveline, energicznie potrząsając głową. Ledwo rozumiała swoje własne słowa, tak roztrzęsiona i niespokojna, że nawet formułowanie kolejnych zdań przychodziło jej z trudem. – To znaczy… Chyba tak. Daj mi chwilę – poprosiła, próbując zmusić dziewczynę do tego, żeby ją puściła.
Nie doczekała się protestu, a chwilę później dłonie Belli zniknęły, choć ta nadal stała w pobliżu, gotowa do natychmiastowej reakcji. W ciemnościach skóra sąsiadki wydawała się nienaturalnie blada, zwłaszcza w zestawieniu z długimi, ciemnymi włosami. Sama zainteresowana wydawała się mocno zaniepokojona, zwłaszcza kiedy raz po raz niespokojnie spoglądała na stojącą przed nią Eve.
– Jesteś pewna, że wszystko okej? Wyglądasz, jakbyś za moment miała zwymiotować – oceniła w końcu, ostrożnie dobierając słowa. – Nie żebym mówiła to złośliwie.
Potrząsnęła głową, gestem ręki dając Belli do zrozumienia, że nie miała nic przeciwko temu, żeby zamilkła. Dziewczyna usłuchała, a wokół znowu zapanowała cisza, ta jednak w najmniejszym nawet stopniu nie przyniosła Eveline ukojenia. Stała w bezruchu, drżąca i niespokojna, dla pewności nasłuchując i próbując wychwycić… cokolwiek, jeśli tylko okazałoby się niewłaściwe, jednak wszystko wskazywało na to, że przed domem ani w jego pobliżu nie ma nikogo. Słońce zdążyło zniknąć za horyzontem, pogrążając okolicę w półmroku, wciąż jednak nie było na tyle ciemno, by Eveline zaczęła mieć problemy z rozróżnianiem kształtów. Rosnące nieopodal drzewa kołysały się, łagodnie szeleszcząc przy każdym kolejnym ruchu. W powietrzu czuło się przenikliwy chłód oraz wilgoć, to jednak również nie wydawało się niczym dziwnym, zwłaszcza w miejscu, gdzie opady wydawały się dość powszechne.
Nic. Cisza. Wszystko wydawało się być w porządku, a przynajmniej miała takie wrażenie. Wodziła wzrokiem na prawo i lewo, coraz bardziej zdezorientowana, zwłaszcza, że była gotowa przysiąc, że zaledwie chwilę wcześniej…
To głupota, pomyślała w niemalże rozgorączkowany sposób, za wszelką cenę próbując przywołać się do porządku. Miała wrażenie, że oszukuje samą siebie i że to nie prowadzi do niczego dobrego, ale nie dbała o to. Już i tak zaczynała czuć się jak wariatka, zwłaszcza w obecności wystraszonej Belli, która najpewniej liczyła na wyjaśnienia. Co prawda Eve nie sądziła, że jest dziewczynie cokolwiek winna, ale z drugiej strony…
– Jest dobrze – oznajmiła, choć jej wciąż drżący głos sugerował zupełnie coś innego. – Wydawało mi się… Zresztą nieważne – zapewniła, w pośpiechu decydując się zmienić temat. – Co tutaj robisz?
Mimowolnie skrzywiła się, porażona wydźwiękiem własnych słów, tym bardziej, że te nie zabrzmiały szczególnie miło. Niespokojnie spojrzała na Bellę, niemalże spodziewając się tego, że ta wycofa się albo jakkolwiek zareaguje na jawną wrogość ze strony gospodyni, ta jednak sprawiała wrażenie przede wszystkim zatroskanej. Kiedy na dodatek po chwili zdołała uśmiechnąć się w słodki, niezwykle sympatyczny sposób, Eveline ostatecznie doszła do wniosku, że zrażenie tej istoty wręcz graniczyło z cudem.
– Nudziło mi się w pojedynkę, więc postanowiłam, że zajrzę. Sama nie chciałaś przyjść, co oczywiście doskonale rozumiem, ale mimo wszystko… – Urwała, po czym jakby od niechcenia wzruszyła ramionami. – Zauważyłam, że w domu jest ciemno, więc nawet nie byłam pewna, czy kogokolwiek zastanę. Nie przeszkadzam?
– Sprzątałam – odpowiedziała machinalnie. Bella uniosła brwi, po czym wymownie zerknęła na pogrążony w ciemnościach korytarz. – To znaczy… robiłam to, póki było jasno. Dopiero muszę pozałatwiać kilka spraw – zreflektowała się, chociaż sama nie była pewna, dlaczego próbowała się tłumaczyć.
Tak, dosłownie kilka… Ciepła woda, światło, zakupy. Innymi słowy: drobiazgi, prawda?, pomyślała z przekąsem, nie mogąc się powstrzymać. Złośliwości wydawały się całkiem bezpieczną opcją, tym bardziej, że nadal pozostawała zdenerwowana. Nie miała pojęcia, jak tak naprawdę się czuła, a tym bardziej co miało miejsce zaledwie chwilę wcześniej, jednak starała się o tym nie myśleć. W końcu wszystko było w porządku, a przynajmniej próbowała przekonać samą siebie, że tak jest. Z drugiej strony, jak na kogoś, kto był aż do tego stopnia pewien, że nic szczególnego nie miało miejsca i że jest w stanie sobie poradzić, była zaskakująco zdeterminowana, byleby tylko nie pozwolić Belli odejść…
– Serio zamierzałaś spędzić wieczór w takich warunkach? – zapytała z niedowierzaniem Bella. – O gotowaniu też nie ma mowy? – dodała po chwili, a Eve zawahała się na moment.
– W zasadzie…
Dziewczyna nawet nie pozwoliła jej dokończyć.
– Szczerze. Lodówka też nie działa? – drążyła, a Eveline westchnęła i wymownie wywróciła oczami.
– I tak nie byłam głodna – odpowiedziała wymijająco.
Cóż, to akurat była prawda, choć wątpiła, by Bella była w stanie to zrozumieć. Trudno było jej myśleć o czymś tak przyziemnym, jak gotowanie obiadu czy kolacji, skoro uwaga raz po raz zwracała się albo ku nieprzespanej nocy, albo wszystkim, co miało związek z domem. Dziwnie czuła się w rezydencji, poza tym wciąż nie dawało jej spokoju to, gdzie się obudziła. Miała wrażenie, że coś jest nie tak, choć nadal nie potrafiła sprecyzować, czy problem leżał w Haven, czy może… w niej samej. Wiedziała jedynie, że to wzbudzało w niej najgorsze z możliwych odczuć i że w końcu musiała coś z tym zrobić, jednak do tego potrzebowała czasu. Co więcej, na dobry początek wypadało zadbać o normalność, co z kolei sprowadzało się do doprowadzenia budynku do stanu używalności. Tu koło się zamykało, Eveline zaś wiedziała, że tak czy inaczej musiała poczekać do poniedziałku, by po raz kolejny udać się do miasta.
– Chyba sobie żartujesz. – Głos Belli skutecznie przywołał ją do porządku. – Przecież mówiłam ci, że mieszkam obok. Wystarczyło przyjść i zapukać – oznajmiła niemalże karcącym tonem, wspierając obie dłonie na biodrach.
Eveline spojrzała na dziewczynę w osłupieniu, sama niepewna tego, co powinna myśleć albo czuć. Czy Bella właśnie robiła jej wymówki o to, że nie poprosiła o pomoc, choć praktycznie się nie znały, a podczas pierwszego spotkania niczego konkretnego nie obiecała? Na to wychodziło, ale – ku własnemu zaskoczeniu – nawet nie potrafiła mieć o to pretensji. Wiedziała jedynie, że dawno nie spotkała takiej osoby, przez co tym trudniej było jej sobie wyobrazić, że ktoś taki mógłby nie mieć znajomości. Z tego, co powiedziała Danielle, jej sąsiadka była skryta i mało towarzyska, choć zdecydowanie nie zachowywała się jak ktoś, kogo można opisać w ten sposób. W zasadzie miała wrażenie, że to sama Bella decydowała z kim i dlaczego zdecyduje się zaprzyjaźnić, nie pozostawiając drugiej osobie najmniejszego nawet wyboru.
Świetnie, więc w najgorszym wypadku trafiła na spragnioną towarzystwa wariatkę – materialny dowód na to, że życie na odludziu nie sprzyjało zachowaniu zdrowych zmysłów.
Bella musiała wyczuć konsternację dziewczyny, bo westchnęła, po czym z wolna zaczęła się rozluźniać. Eveline drgnęła, kiedy jej rozmówczyni w najzupełniej naturalnym geście chwyciła ją za rękę, po raz kolejny wytrącając z równowagi zaskakującą wręcz pewnością siebie.
– Nie patrz na mnie w ten sposób – powiedziała, uśmiechając się blado. – Czasami mam serdecznie dość tego, że nikogo tutaj nie ma. Ludzie w mieście są dziwni, a ja zdecydowanie pewniej czuję się tutaj… Wiesz, dla nich wciąż jestem nowa – wyjaśniła, wznosząc oczy ku górze w poddańczym geście. – Dlatego ucieszyłam się, kiedy okazało się, że masz przyjechać, bo… Wiesz, jesteśmy w tej samej sytuacji – zauważyła przytomnie. – To znaczy… No, prawie! Osoba z przeszłością i tak dalej… Pamiętam – zapewniam, a Eveline uświadomiła sobie, że Bella niejako parafrazowała to, co powiedziała jej podczas ostatniego spotkania. – Tutaj robi się dziwnie po zmroku…
– Z tym akurat się zgadzam – przyznała niechętnie. – Ehm… Zaprosiłabym cię do środka, ale nie sadzę, żeby siedzenie po ciemku było ci na rękę – dodała po chwili wahania, po części licząc na to, że dziewczyna zrozumie aluzje i wróci do siebie, chociaż paradoksalnie jakaś cząstka Eve wcale tego nie chciała.
– Fakt. – Bella posłała jej uroczy, promienny uśmiech. – U mnie wszystko działa. Idziemy?
To się ciesz… Och, chwila, znowu wracamy do tematu serniczka?, pomyślała, jednak tym razem zdecydowała się na milczenie. Wątpiła zresztą, by ta rozentuzjazmowana dziewczyna chciała jej słuchać.
Nerwowo obejrzała się przez ramię, niespokojnie spoglądając na pogrążony w ciszy dom. Coś w tym budynku niezmiennie przyprawiało ją o dreszcze, choć do tej pory starała się tego nie okazywać, raz po raz rzucając niepokój na wytwory wyobraźni. Pielęgnowała ten strach w sobie przez tak długi okres czasu, że teraz pewnie nawet nie powinna być zdziwiona. Od samego początku zresztą wiedziała, że prędzej czy późnej w końcu będzie musiała przełamać się na tyle, żeby zacząć oswajać się z tym miejscem. Jak inaczej miałaby nauczyć się tutaj mieszkać…?
Z drugiej strony, otwarcie się na ludzi i jakiekolwiek towarzystwo, wcale nie były taką złą perspektywą. Przecież wcale nie próbowała stąd uciekać, licząc na to, że po ostatniej nocy uda jej się odpocząć…
Wcale a wcale.
W milczeniu wycofała się do przedpokoju, by pochwycić kurtkę. Miała wrażenie, że źle postępuje, kiedy z powrotem wyszła na zewnątrz, starannie zamykając za sobą drzwi. Odniosła wrażenie, że czuje wewnętrzny opór, kiedy wsunęła znaleziony w kieszeni klucz do zamka, jakby coś w rezydencji nie chciało, by wychodziła – nie nocą i nie z tą dziewczyną. W pośpiechu odrzuciła od siebie tak irracjonalne myśli, na powrót odwracając się w stronę Belli i pierwszy raz tego wieczora zdobywając się na gest, który od biedy można było określić mianem uśmiechu.
– Niech ci będzie – odezwała się i mimo obaw, jej głos zabrzmiał o wiele pewniej niż dotychczas. – Możemy iść.
LANA
Lana jakby od niechcenia przeciągnęła się na krześle, czując nagłe odrętwienie. Nawet wampiry doświadczały zmęczenia, choć równie dobrze mogło okazać się, że tylko ona jest pod tym względem jakimś cholernym ewenementem. W końcu… dlaczego miałoby być inaczej? Już i tak była inna, doświadczona przez los i na swój sposób wyjątkowa, o czym miała okazję wielokrotnie przekonać się w przeszłości. W końcu jako jedyna czuła, a czasami wiedziała o rzeczach, które dopiero miały się wydarzyć, choć nie zawsze udawało jej się interpretować wszystko dostatecznie wcześnie. Och, jeśli miała być ze sobą szczera, to było niczym jakaś pieprzona Rosyjska Ruletka, w której jej intuicja mogła okazać się albo wybawieniem, albo źródłem frustracji, gdyby okazało się, że zwykły przypadek mógł sprawić, by nie dopuściła do nieszczęścia.
Najgorsze było to, że znacznie częściej doświadczała rozczarowania.
Przeczesała jasne włosy palcami, ostatecznie ukrywając twarz w dłoniach, energicznie ją pocierając. Zmęczenie przybrało na sile, choć przecież doskonale czuła, że słońce zaszło jakiś czas temu. W teorii noc była tą porą dnia, która sprawiała, że istoty jej podobne funkcjonowały najlepiej, trudno jednak było oczekiwać całkowitej jasności umysłu, skoro w ostatnim czasie na nogach utrzymywała ją tylko i wyłącznie kawa – bardzo dużo kawy, często przeplatanej kolejnymi kubkami krwi. Czuła, że w najbliższym czasie będzie musiała zapolować, tym bardziej, że osoka z plastikowego woreczka już dawno przestała satysfakcjonować jej organizm. Co prawda na ciepło smakowała lepiej, nawet jeśli połączenie mikrofali, kubeczka i zawartości czyichkolwiek żył brzmiało… dość osobliwie.
Usłyszała kroki Marco na krótko przed tym, jak ten zdecydował się wejść do pracowni, w której przesiadywała. Pierwszy raz od dłuższego czasu oderwała wzrok od ekranu komputera, tym samym uwalniając się od kolejnej przyczyny odczuwanego zmęczenia. Nie, nie mogła zaszkodzić sobie zbyt długim przesiadywaniem przed monitorem, ale psychicznie sprawy miały się trochę inaczej. Żyła w ciągłym napięciu, próbując rozpracować coś, czego nawet nie rozumiała, opierając się wyłącznie na przypuszczeniach, własnych przeczuciach i nadziei na to, że przynajmniej ten jeden raz w porę wpadnie na trop, który okaże się choć odrobinę przydatny, nawet jeśli w ostatnim czasie nic na to nie wskazywało.
– Przed wejściem do jakiegokolwiek pokoju, wypadałoby wcześniej zapukać – wymamrotała gniewnie, wymownie spoglądając w stronę drzwi.
Marco przystanął w progu, opierając się o framugę. Chcąc nie chcąc okręciła się na obrotowym krześle, by spojrzeć na dobrze zbudowanego, ciemnowłosego mężczyznę o znajomych, niebieskich oczach. Jak zwykle nosił się na czarno, kiedy zaś zauważyła, że na sobie miał czarną, skórzaną kurtkę – idealna do tego, żeby w razie potrzeby ukryć w kieszeniach nawet cały arsenał śmiercionośnych, drewnianych kołków i różnorakiej broni – doszła do wniosku, że albo wracał z rekonesansu, albo dopiero się na niego wybierał.
– Coś nowego? – rzucił już na wstępie, darując sobie jakiekolwiek przywitanie i puszczając jej wcześniejsze słowa mimo uszu.
Wymownie uniosła brwi, bo zdecydowanie nie do tego ją przyzwyczaił. Marco był dżentelmenem, więc wielokrotnie traktował ją o wiele lepiej, aniżeli sobie na to zasłużyła. W zasadzie jego zachowanie często ją bawiło, bo zdążyła przywyknąć do realiów ówczesnych czasów. „Nowocześni” mężczyźni zachowywali się momentami w sposób, który sprawiał, że nie miała najmniejszych oporów przed rozerwaniem cudzego gardła, nawet jeśli to pozostawało… nie do końca humanitarną metodą.
Och, dobra – wcale takie nie było.
Tak czy inaczej, Marco był jednym z nielicznych przedstawicieli ginącej już rasy dżentelmenów, a przynajmniej w ten sposób o nim myślała. To odróżniało go od Castiela, który z wielką wręcz przyjemnością starał się wytrącić ją z równowagi, choć w razie potrzeby i on miał zaskakujący talent do czarowania kobiet. Jego bratu przychodziło to naturalnie, jednak spoglądając na wampira w tamtej chwili, Lana odniosła wrażenie, że mężczyzna jest wyjątkowo wręcz spięty. Miała wrażenie, że coś jest nie tak, choć sama nie była pewna, co powinna o tym myśleć. W ostatnim czasie okolica była zaskakująco wręcz spokojna, choć to mogło równie dobrze okazać się ciszą przed burzą.
– Nic szczególnego – odpowiedziała z opóźnieniem, kiedy spojrzał na nią sfrustrowany. Okej, coś zdecydowanie było na rzeczy. – To samo, co i rano… I dzień wcześniej. I jeszcze dzień wcześniej – dodała, a wampir wydał z siebie przeciągłe westchnienie. Wyprostowała się na swoim miejscu i – wcześniej założywszy nogę na nogę – nachyliła się w jego stronę, by móc uważniej mu się przyjrzeć. – A ty? Coś jest nie tak? – zapytała, raptownie poważniejąc.
– Zero niewyjaśnionych zgonów, żadnych zniknięć i ani jednego niewyjaśnionego wypadku – rzucił jakby od niechcenia, więc wymownie uniosła brwi ku górze. Cudowny Marco zaczynał być sarkastyczny, czy to ona od nadmiaru kofeiny miała przywidzenia? – Pewnie powinniśmy się z tego cieszyć, ale jak dla mnie to podejrzana sprawa. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, wkrótce wyczytamy w gazetach coś w stylu: „Masowe mordy w Haven”, o ile ktokolwiek zainteresuje się tym, co dzieje się na tym zadupiu.
– Bez przesady – obruszyła się, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Pojawiają się i znikają, nie? To chyba nic, czym należy się przejmować – zauważyła przytomne, ale Marco nie wyglądał na przekonanego. – Dlaczego tak nagle…?
Wampir obrzucił ją poirytowanym spojrzeniem tych swoich hipnotyzujących, niebieskich oczu.
– Ponieważ ona wróciła? – To zabrzmiało jak pytanie, chociaż zdecydowanie nim nie było. Przynajmniej Lana odniosła wrażenie, że Marco wiedział swoje, rozmawiając z nią tylko dla zasady. – Sama mi to powiedziałaś – dodał, a kobieta wymownie wzniosła oczy ku górze.
– Rany… Zaczynasz być równie irytujący, co i Castiel – oceniła, po czym ciągnęła dalej, obojętna na ostrzegawcze spojrzenie, które jej rzucił: – Oczywiście poszedł na „zwiady” – dodała, kreśląc w powietrzu cudzysłów. Oboje dobrze wiedzieli, w jaki sposób to rozumieć, tym bardziej, że zwłaszcza w ostatnim czasie nieśmiertelny dawał im się we znaki swoimi dziwnymi zwyczajami. – Zarzekał się, że zabije cię, jeśli spróbujesz za nim pójść. Mówił też coś o tym, że osobiście wetknie ci kołek… No, sam wiesz. Jak dla mnie brzmiało to bardzo poważnie – dodała, a Marco po raz pierwszy wysilił się na blady uśmiech. – Jest coś, o czym nie wiem? – zapytała podejrzliwym tonem.
– Nawet jeśli, uznaj to za typowo braterskie porachunki – uciął stanowczo, jednoznacznie dając jej do zrozumienia, że nie zamierza się zwierzać. – Szczerze mówiąc, najchętniej porządnie bym mu nakopał, chociaż dzisiaj nie mam na to czasu. Jak znam życie, znowu siedzi w barze i bajeruje jakąś naiwną panienkę, o ile już nie namieszał którejś w głowie… Mam tylko nadzieję, że chociaż tym razem będzie ostrożny, bo zaczynam mieć dość ciągłego ratowania mu tyłka – niemalże warknął, a Lana prychnęła, aż nazbyt dobrze pamiętając, jakie problemy mieli, kiedy ostatnim razem ekscesy wampira ściągnęły do Haven zaalarmowaną policję.
Milczała, leniwie kręcąc się na obrotowym krześle. Jakby od niechcenia wpatrywała się w swoje pomalowane krwistoczerwonym lakierem paznokcie, pozwalając swoim myślom krążyć swobodnie. To czasami pomagało, chociaż…
Tajemnicza istota z pradawnego rodu; sierp potęgi jej znakiem, śmierć partnerką w mroku… – zanuciła już dawno wyuczoną pieśń. W ostatnim czasie tych kilka linijek nie dawało jej spokoju, o czym zresztą już jakiś czas temu wspomniała Marco. – Córka Nightów jednak wróciła, nie?
Wampir uniósł brwi, nagle się spinając. Lana odniosła wrażenie, że nie mówił jej o czymś istotnym, jednak wydawał się być w tak specyficznym nastroju, że postanowiła darować sobie jakiekolwiek pytania.
– Wciąż sugerujesz, że…? – zaczął w końcu, więc energicznie pokręciła głową, nie zamierzając czekać, aż zbyt daleko posunie się w swoich przypuszczeniach.
– Ja nic nie sugeruję – zapewniła go pośpiesznie. – Co najwyżej uważam, że to ładnie się składa i że pewne osoby mogłyby dojść do wniosku, że ona może mieć z tym jakiś związek. Biorąc pod uwagę to, co mówiłeś o ciszy na zewnątrz, ryzykowałabym stwierdzenie, że dziewczyna już wywołała poruszenie, a to bardzo, bardzo niedobrze, jeśli wiesz, co takiego mam na myśli – wyjaśniła, Marco jednak wydawał się już jej nie słuchać, myślami będąc gdzieś daleko. – Ech, słyszałeś, co takiego…?
– Hm? Tak, tak… – przerwał zniecierpliwionym tonem. Aż syknęła, kiedy tak po prostu ruszył w stronę drzwi, najwyraźniej nie czując się zobowiązanym do tego, by cokolwiek jej tłumaczyć. – Sam się wszystkim zajmę. Informuj mnie na bieżąco – zarządził jeszcze, a potem po prostu wyszedł, zostawiając zaskoczoną Lanę samą.
Wampirzyca prychnęła, po czym wygodniej usadowiła się na krześle, lekko odchylając się do tylu. Wzrok wbiła we wciąż uchylone drzwi, mimochodem myśląc o tym, że być może powinna za wampirem ruszyć, ostatecznie jednak zdecydowała się tego nie robić.
Nie miała pojęcia, co powinna o tym wszystkim myśleć, ale jeśli miała być ze sobą szczera, poważnie zaczynała się martwić.
Kolejny rozdział, który napisałam właściwie w przypływie chwili, nie mając konkretnej koncepcji na to, co powinnam z nim zawrzeć. Co więcej, drugą część pisałam na podstawie notatek sprzed lat – pierwszej, roboczej wersji, którą trzymałam aż do tej pory. Oczywiście uległa znacznym modyfikacjom w trakcie przepisywania, jednak z efektu jestem zadowolona.
Wciąż jestem przed sesją – wszystko zacznie się tak naprawdę od wtorku – jednak jestem o wiele spokojniejsza, a egzaminy nie powinny wpłynąć na moją częstotliwość w pisaniu. Przyczyna jest prosta: starsze roczniki i terminy „zerówki”, dzięki którym wiem wszystko, czego potrzebuję, by swobodnie zdać. Oczywiści czas pokaże, co z tego wyjdzie, ale na tę chwili jestem w pełni spokojna.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Witam również nowych czytelników, bo zauważyłam kilka świeżych komentarzy pod pierwszymi notkami – mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej. Dodajecie mi skrzydeł! Jeszcze dzisiaj postaram się uzupełnić zakładkę z bohaterami, więc ciekawskich zapraszam do
Do napisania w przyszłym tygodniu.

PS. Jak widać, na blogu pojawił się nowy szablon. Jestem z niego całkiem zadowolona, choć znając mnie, zmienię go jeszcze wielokrotnie w trakcie pisania. W razie jakichś uwag technicznych, śmiało pisać; niektóre usterki zwykle wychodzą w trakcie użytkowania.

6 komentarzy:

  1. Hej^^
    Nie było mnie pod poprzednim rozdziałem, ale już jestem i nadrabiam zaległości. Na LITT pojawię się trochę później.^^
    O wow, zupełnie nie spodziewałam się tego, że Eveline jako dziecko widziała... duchy? Nie wiem czy to jest dobre określenie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Po tym wydarzeniu z jej przyjaciółką z domu dziecka nie wiem co powiedzieć. Szczęśliwego dzieciństwa to ona nie miała, a mnie wciąż dręczy co takiego tak naprawdę się wydarzyło w ich domu dwadzieścia lat wcześniej. Czasami naprawdę mam ochotę zrobić Ci krzywdę za to, że kończysz w takich momentach rozdziały, ale zaraz sobie przypominam, że ja robię dokładnie to samo i mi przechodzi. ;p
    Bardzo mnie ciekawi kto wolał Eve. Może to Castiel po tym jak Marco ja od niego zabrał? Albo jakaś inna supernaturalna (hehe) moc o której jeszcze nie wiemy. :D No i pojawiła się znowu Bella! :D Jestem ciekawa po co tym razem przyjechała do Eveline, ale tego się dowiem może w następnym rozdziale. Ten bardzo mi się podobał i pochłonęłam go bardzo szybko.
    Tobie życzę tego, aby wszystkie egzaminy zaliczyła! A poza tym Within Temptation, znowu *__* Pozazdrościć!

    No i już wiemy po co Bella przyszła. ;D Sama z chęcią bym się skusiła na tego serniczka. Jeśli Eve nie chce to ja bardzo chętnie!^^ Dobrze jest mieć tutaj kogoś kto jest przyjaźnie nastawiony, chociaż wciąż nie wiem co powinnam sądzić o Belli. Zaczynam ja coraz bardziej lubić i mam nadzieję, że nie okaże się być ta zła :p Chociaż, ona jest taka miła... możliwe, że potrafiłaby zrobić komuś krzywdę?;)
    Lana wydaje mi się być całkiem ciekawa wampirzyca. :D Kurde, wampir i kawa? Tego się nie spodziewałam. Ciekawe ile jeszcze czeka niespodzianek związanych z wampirami, które występują w tym opowiadaniu. ^^ Ten rozdział był taki... Sama nie wiem, przyjemny? Takie odniosłam wrażenie, kiedy czytałam.
    Czyli jednak Castiel nie zabił Marco za to, że mu wbił kołek w serducho;D Ach, ta braterska miłość. Oni sobie wszystko wybacza, prawda?:D
    Czekam niecierpliwie na dwunasty rozdział, a Tobie życzę weny oraz czasu na pisanie. :*

    Gabi.😁😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, mój wczorajszy komentarz się nie opublikował?

    No dobra, to jeszcze raz. Ach! Jest moja ulubiona Bella! Chociaż muszę przyznać, że Lana też zaczyna mnie intrygować. Fajnie zbudowałaś jej postać, jest taka żywa. W ogóle scena z Marco bardzo dobrze napisana. Kurczę, dziewczyno, musisz nas tak męczyć? Pradawny ród, sierp potęgi... Kim ona jest?
    Powodzenia na sesji i dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej
    Marco nie powiedział Lanie co stało się w lesie, a oczekuje, że ta znajdzie jakieś informacje? Cóż.. jeśli nie zdradza wszystkiego to niech nie oczekuje zbyt wielu rezultatów..ciekawa jestem co jeszcze potrafi ta wampirza dziewczyna.
    Niepokojąca sprawa- te szepty wołające Eve. Ale to pojawienie się Belli to nie tylko zbieg okoliczności? Takie mam wrażenie, ciekawa jestem czy słuszne..
    Poza tym to wyjście wieczorem.. moim zdaniem niepotrzebnie wtrąciłaś zdanie pod koniec perspektywy Eve, że wyjście po zmroku nie jest dobrym pomysłem. Dzięki temu wiem, że coś się wydarzy. Zresztą Marco też wyszedł więc sądzę, że się spotkają:) Marco i Eve:D Czekam na to:)
    Weny kochana i powodzenia na sesji:)
    Guśka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciąg dalszy...
    A więc jestem! Znów. Chociaż nie tego samego dnia. Przepraszam! Ale jak zwykle gdy już się do czegoś zabieram, to mnie ktoś odciąga.

    Ciągle mnie zastanawiam, jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Eveline, a nawet jej dom. Normalną dziewczyną to ona nie jest na pewno, ale tylko tyle potrafię powiedzieć na jej temat.
    Zapomniałam wspomnieć wcześniej, ale cieszę się, że Bella przyszła. Ochroniła Eve przed... czymś. Nie sądzę by było to coś bezpiecznego i nie ma się co dziwić, że Eveline była roztrzęsiona i na pewno potęgował to fakt, że nie miała zielonego pojęcia co się działo.
    Zaciekawiła mnie rozmowa Marco i Lany - która wydaje się być ciekawą osóbką (?) - ale Ty jak zawsze nic nie wyjawiasz. Bo z ich rozmowy to ja się nic nie dowiedziałam. Co jednak nie znaczy, że to złe. W sumie wręcz przeciwnie :3 Lubię takie zagadkowatowate sprawki, Ty to wiesz.
    I miałam tego nie mówić, ale naprawdę podobają mi się Twoje opisy. Ta, powtarzam się - wiem. Od samego początku nie mam wrażenia, że czytam zwykłego bloga, lecz naprawdę bardzo dobre opowiadanie. Które gdyby było książką podróżowałoby ze mną cały czas, póki bym jej nie przeczytała w wolnych chwilach.

    Więc co? Ja czekam już na XII! :3 Życze dużo czasu i weny do pisania! <333
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłaniam się w ten paskudny wieczór! Przejdźmy może od razu do rzeczy, bo nie wypiłam dziś kawy - jakbym zaczęła pieprzyć trzy po trzy, wyhamuj mnie.
    Bella. Mam mieszane uczucia względem niej. Z jednej strony jest postacią pozytywną - nadaje kolorków opowiadaniu o mrocznych, bezwzględnych wampirach swoim pozytywnym nastawieniem do życia.(Nadal uważam, że diluje. A potem piecze serniczek, częstuje znajomych i całe Haven wesolutkie). Z drugiej strony jednak jej zachowanie jest z lekka podejrzane. Bo niby kto normalny włóczy się po nocy? I zakrada do sąsiadów? (Hipoteza oparta na założeniu wyżej: Eve nie dała się zaprosić na serniczek z amfą, no to Bellusia postanowiła zakraść się do niej w nocy i wepchnąć jej go siłą do gardła. Wiadomo, trzeba opchnąć póki towar świeży).
    Nie, Boże, nie. Kawy, dajcie mi kawy. To się wytnie jakby co ;-;
    Tak jak pisała Gabi - czy ktoś taki jak Bella mógłby komuś zrobić krzywdę? Naoglądałam się jednak w swoim życiu wiele horrorów/thrillerów i innych pierdół. Zwykle to właśnie ci, których o to nie podejrzewamy, okazują się być mordercami o socjopatycznych skłonnościach. Więc Bellę naprawdę trudno wyczuć. A to tylko dodaje pikanterii tej historii.
    Eve... Jej wątek zaczyna się rozwijać, co bardzo mnie cieszy. Co było tym tajemniczym głosem z poprzedniego rozdziału? Co by się stało, gdyby nie wpadła Bella? Jaka tajemnica wiąże się z domem Nigtów, jak i samą jego dziedziczką? Co się, u diabła, dzieje w Haven?
    Więcej pytań, co raz mniej odpowiedzi...
    Lana. W końcu ją poznajemy. Bo o ile mnie pamięć nie myli, jedynie bracia Salvadore co nieco o niej wspominali.
    Nawet Lana pija kawę ;-; A ja złapałam lenia i nie chciało mi się zrobić. Wypicie jej teraz mogłoby jednak wywołać niepożądane skutki ;___;
    Castiel żyje! Masz szczęście; już szykowałam łopatę.
    Ona. Wiecznie wspominają o niej w ten sposób. Brzmi to jednocześnie mrocznie, ale i... Hm, sama nie wiem. Majestatycznie? Może to głupie, ale ja tak to odbieram. Tak jakby nawet wampiry bały się wypowiadać jej imię...
    Dobra, na dziś to chyba tyle. Trochę zwlekałam z komentarzem, ale byłam zawalona nauką ;_; Czerwiec to jednak jeden z gorszych miesięcy w ciągu roku szkolnego...
    No, także tego. Ja tak jak panie na górze czekam na next! Weny! :*
    Pozdrawiam,

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  6. Na miejscu Eve też bym się wystraszyła, gdybym natknęła się na kogoś w takiej sytuacji. Z drugiej strony to dobrze, że Bella pojawiła się na horyzoncie. Podejrzewam, że gdyby tak nie było, coś mogłoby się stać.
    Tak wracam do tych szeptów... Jak było wspomniane o Castielu, to zaczęłam podejrzewać, że to właśnie on zaczął nawoływać Eveline. Pewnie się mylę xD
    Ciekawe o co w tym wszystkim chodzi. No dobra. Eve wróciła, ale co z tego? Widać, że wampiry są tym przejęte, ale jak na razie za bardzo nie wiadomo o co z tym wszystkim chodzi.
    Maggie

    OdpowiedzUsuń