piątek, 17 czerwca 2016

☾ Rozdział XII

EVELINE
Dookoła panowała ciemność, ale to jej nie przeszkadzało. Początkowo poczuła się nieswojo, kiedy wraz z Bellą ruszyły przed siebie, zostawiając za sobą pogrążoną w mroku rezydencję, jednak dziwne uczucie zniknęło równie nagle, co się pojawiło, w miarę jak oddalały się od domu. Eveline wciąż miała w pamięci niespójne myśli, które towarzyszyły jej na chwilę przed pojawieniem się sąsiadki, bezskutecznie próbując określić, co takiego właściwie zamierzała zrobić, zanim wpadła na stojącą przed drzwiami dziewczynę, jednak to okazało się równie bezsensowne, co i wytłumaczenie samej sobie, dlaczego czuła się tak dobrze przy tym małym wulkanie energii. Bella trajkotała coś radośnie i choć Eve sama już nie była pewna tego, co dziewczyna zamierzała jej przekazać, udawała, że jest w stanie skoncentrować się na poszczególnych słowach – jej rozmówczyni chyba i tak nie czyniło to żadnej różnicy.
W powietrzu unosił się słodki zapach lawendy, tak intensywny, że przez dłuższą chwilę Eveline była niemalże całkowicie pewna tego, że wkrótce znajdą się na pobliskiej plantacji. Czuła przenikliwy chłód, znajomy już nocną porą, zwłaszcza w miejscu, gdzie łatwo było doczekać się kolejnych opadów. W milczeniu napawała się takim stanem rzeczy, czując, jak stopniowo uchodzi z niej całe napięcie, jakby możliwość wyrwania się z rezydencji Nightów stanowiła najlepsze, co tylko mogło jej się przytrafić. Szła przed siebie, rozmyślając i usiłując zachowywać się tak, jakby nic szczególnego nie miało miejsca. Zmęczenie coraz bardziej dawało jej się we znaki, jednak była w stanie je ignorować, wbrew wszystkiemu zbyt pobudzona, by wyobrazić sobie to, że mogłaby tak po prostu zasnąć. Mimowolnie pomyślała o tym, że chyba zaczynała być przewrażliwiona, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło przebywanie w odziedziczonym domu, którego atmosfera wciąż wzbudzała w niej zbyt wiele skrajnych emocji, by mogła je ignorować.
Nie miała pojęcia, co powinna myśleć o tym, co działo się wokół niej. Czuła się jak wyrwana ze snu, choć nie przypominała sobie, żeby przed przyjściem Belli zamykała oczy. Pamiętała, że siedziała w kuchni, a wcześniej sprzątała, tylko wypatrując okazji do tego, żeby móc się położyć i zarazem bojąc się tak po prostu pójść do pokoju. To jedno było jasne – ten wewnętrzny opór przed zaśnięciem, nawet pomimo odczuwanego zmęczenia. Zaraz po tym coś się zmieniło, a później…
Mimowolnie zadrżała, ogarnięta niepokojem, którego źródła w żaden sposób nie potrafiła określić. Bella nie wyglądała, jakby cokolwiek zauważyła, a przynajmniej nie dała tego po sobie poznać. W tamtej chwili Eve zaczęła błogosławić fakt, że znajdowały się w samym środku pustki, dzięki czemu towarzyszka nie była w stanie się jej przyjrzeć.
– Ev? – usłyszała i wymownie uniosła brwi ku górze. Nie sądziła, że ktokolwiek będzie w stanie jeszcze bardzie zdrobnić jej imię, ale z drugiej strony… To była Bella. Zaczynała dochodzić do wniosku, że w przypadku tej dziewczyny możliwe jest dosłownie wszystko. – Nie zanudzam cię, prawda? Tak zamilkłaś… – zmartwiła się, chociaż prawda była taka, że Eveline nie odezwała się słowem od chwili, w której ruszyły w stronę domu Belli.
– Nie żałuj sobie – zapewniła pośpiesznie. – Lubię słuchać, poza tym… Hm, jestem zmęczona – przyznała.
Bella skinęła głową, przez moment jeszcze sprawiając wrażenie skoncentrowanej, jednak prawie natychmiast na jej ustach na powrót zagościł uśmiech. Szła szybko, narzucając Eveline zdecydowane, żwawe tempo, ale to jej nie przeszkadzało. Chociaż czuła się całkiem dobrze, cichy głosik w głowie raz po raz podpowiadał Eve, że nie byłoby źle, gdyby obie znalazły się w jakimś bezpiecznym, najlepiej dobrze oświetlonym miejscu.
„Nie chcę cię straszyć, ale w Haven działo się dość złych rzeczy, bym z całym przekonaniem mogła powiedzieć ci, że nie ma niczego lepszego od zasady ograniczonego zaufania. Postaraj się zaufać sobie, a wtedy nikt ani nic cię nie skrzywdzi” – przypomniała sobie słowa Danielle i z jakiegoś powodu serce zabiło jej szybciej, przez moment sprawiając wrażenie chętnego do tego, żeby wyrwać się dziewczynie z piersi i gdzieś uciec. Nie miała pojęcia, dlaczego akurat w tamtej chwili pomyślała o ostrzeżeniach kobiety, to zresztą wydawało się najmniej istotne. Ważne było to, że gdyby miała dostosować się do którejkolwiek z udzielonych jej rad, bez wątpienia skupiłaby się na tej ostatniej – a więc na sugestii tego, żeby ufać sobie. Skoro wszystko w niej raz po raz nalegało na to, żeby nie pozostawać w ciemnościach dłużej, aniżeli było to konieczne…
– No i jesteśmy.
Ulga, którą poczuła, kiedy usłyszała entuzjastyczny głos swojej towarzyszki, była nie do opisania. Bella uśmiechnęła się promiennie, po czym wysunęła się naprzód, by móc zamaszystym gestem wskazać na majaczący kilka metrów dalej dom. Pierwszym, co zwróciło uwagę Eveline, był prosty, zbity z desek płot, który oddzielał należącą do jej sąsiadki posesję, ginąc gdzieś w mroku, przez co trudno było jednoznacznie określić, jak dużym kawałkiem ziemi mogła cieszyć się Bella. Zaraz po tym zauważyła jednopiętrowy budynek – mały domek, trochę jak z bajki, a przynajmniej tak pomyślała w pierwszym odruchu. Jednopiętrowy, o wiele mniejszy od rezydencji, którą zamieszkiwała i… na swój sposób słodki, a przynajmniej takie określenie w naturalny sposób przyszło jej na myśl. Mogła przysiąc, że widzi ustawione na parapecie doniczki, najpewniej z kolorowymi kwiatami, choć w ciemnościach nie była w stanie tego stwierdzić.
Kiedy podeszły bliżej, zdołała dostrzec majaczący w ciemnościach ciemny kształt – kolejną zabudowę, umiejscowioną gdzieś tuż za domem. Lekko zmrużyła powieki, próbując jak najlepiej wykorzystać swój marny w takich warunkach wzrok, nim jednak zdążyła zastanowić się nad tym, co takiego widzi, Bella pośpieszyła jej z wyjaśnieniami:
– Tam jest stajnia. Rano ci pokażę – obiecała, a Eve mimowolnie popadła w konsternację, uświadamiając sobie, że dziewczyna najpewniej faktycznie oczekiwała tego, że zostanie u niej na noc.
Świetnie. Jeśli to jednak jest psychopatka, to mam prze…, pomyślała, jednak prawie natychmiast odrzuciła od siebie niechciane myśli. Była złośliwa, bo tak wydawało się prościej, jednak prawda była taka, że odrzucenie Bell jawiło się jako jedna z najgorszych rzeczy, jaką mogłaby zrobić. Nie miała pojęcia, co takiego było w tej dziewczynie, ale widząc jej entuzjazm, po prostu nie była w stanie odmówić niczego. Coś podpowiadało jej, że otwarcie się na nią byłoby dobre i że musiała przynajmniej spróbować, niezależnie od tego, jak trudne miałoby się to okazać.
W porządku, więc niech będzie. Wciąż czuła się roztrzęsiona, łaknąć towarzystwa w stopniu, którego nie doświadczyła nigdy wcześniej. Nie wyobrażała sobie tego, żeby tak po prostu mogła wrócić do domu Nightów na noc, a skoro już była tutaj, równie dobrze mogła poczekać na rozwój wydarzeń i poczekać do rana. Być może w ten sposób oszukiwała samą siebie, oczekując czegoś, czego nie potrafiła nawet sprecyzować, ale w gruncie rzeczy było jej już wszystko jedno.
Tak czy inaczej, nie odezwała się nawet słowem, kiedy Bella poprowadziła ją do furtki, a potem prosto do frontowych drzwi domu. Wsunęła klucz, najpewniej zamierzając uporać się z zamkiem, jednak już w pierwszej chwili coś musiało pójść nie tak, bo Eveline zauważyła, że dziewczyna marszczy brwi. Otworzyła usta, chcąc zapytać, czy wszystko w porządku, jednak ostatecznie z tego zrezygnowała, bo jej towarzyszka w tym samym momencie nacisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły za sprawą lekkiego tylko nacisku, a do Nightówny z całą mocą dotarło to, że przez cały ten czas musiały być otwarte.
– Och, super… – wymamrotała Bella, wślizgując się do ciemnego przedpokoju. – Po prostu cudownie…
– Bella?
Dziewczyna pokręciła głową.
– Wszystko gra, po prostu czasem się psuje – wyjaśniła, wywracając oczami. Co prawda Eveline nie była w stanie tego jednoznacznie stwierdzić, skoro obie nadal tkwiły w półmroku, ale ton dziewczyny wydał jej się dość oczywisty, dzięki czemu tym łatwiej przyszło jej wyobrażenie sobie reakcji swojej towarzyszki. – Albo to ja zaczynam mieć sklerozę… Zresztą nieważne! Rozgość się, a ja pójdę nastawić wodę na herbatę i…
Gwałtownie urwała, zamierając w bezruchu i nasłuchując. Eveline poczuła, że włoski na ramionach i karku stają jej dęba, tym bardziej, że zdecydowanie nie takiej reakcji się spodziewała, a nagła cisza wydała jej się co najmniej niepokojąca. Cholera, zdecydowanie zaczynała być przewrażliwiona, ale pomimo tego i tak napięła mięśnie, niemalże spodziewając się tego, że za moment coś wyskoczy na nie z ciemności. Nie potrafiła stwierdzić, jakiego ataku oczekuje i dlaczego tak niepokojące myśli w ogóle przyszły jej do głowy, to jednak nie było ważne.
Bardziej przejmujący wydał się Eveline cichy, równomierny dźwięk, który brzmiał… trochę jak cudzy oddech?
Przez kilka następnych sekund nic się nie działo, ale i tak zapragnęła rzucić się do ucieczki, jak pierwsza z brzegu idiotka, która panikuje bez wyraźnego powodu. Spojrzała na Bellę, ta jednak wciąż trwała w bezruchu, myśląc albo czekając na coś, czego Eveline mogła się tylko domyślać. Tym większym zaskoczeniem było dla niej to, że dziewczyna nagle prychnęła i wyprostowawszy się niczym struna, szybkim krokiem ruszyła w stronę salonu.
Zaraz po tym wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Zaczęło się od tego, że oślepiło ją światło, które Bella musiała zapalić, kiedy błyskawicznie popędziła do głównego pokoju. Eveline machinalnie cofnęła się o krok, mrugając pośpiesznie i dla pewności osłaniając oczy ramieniem, w miarę jak bezskutecznie spróbowała przyzwyczaić tęczówki do zmiany oświetlenia. W efekcie ledwo widziała to, co robiła gospodyni, ale zdołała zauważyć, że dziewczyna dopadła do kanapy, zachowując się trochę jak rozjuszona kotka albo drapieżnik, który właśnie zauważył swoją bezbronną ofiarę, którą wypadałoby zaatakować.
– Michael! – „huknęła”, rzucając się do przodu i dopiero w tamtej chwili do Eveline dotarło, że na sofie musiał ktoś leżeć.
Wciąż mrugając, zrobiła kilka kroków naprzód, by lepiej rozeznać się w sytuacji. Zareagowała w porę, by zobaczyć, jak Bella w zdecydowanie niedelikatny sposób zmusza do natychmiastowej ewakuacji obcego Eve chłopaka, który – rozespany i wyraźnie wytrącony z równowagi – niemalże wylądował na ziemi, kiedy błyskawicznie poderwał się ze swojego dotychczasowego legowiska. Jasne refleksy zatańczyły w gęstych, zmierzwionych blond włosach, zaś rozszerzone do granic możliwości, brązowe tęczówki, w panice powiodły dookoła, bezskutecznie usiłując rozeznać się w sytuacji. Kimkolwiek był nieznajomy, najwyraźniej Belli udało się go nastraszyć, a Eveline przez dłuższą chwilę miała ochotę się wtrącić, mimowolnie zaczynając zastanawiać się nad tym, czy jej towarzyszka nie była na dobrej drodze do tego, żeby przyprawić biedaka o atak serca.
– Co do…?
Michael zamilkł, w końcu skupiając wzrok na stojącej przed nim Belli. Dziewczyna wsparła obie dłonie na biodrach, pomimo swojej drobnej postury usiłując sprawiać wrażenie wyższej i groźniejszej niż była w rzeczywistości. W teorii jej próby powinny były być zabawne, jednak nawet jeśli faktycznie tak było, Eve mimowolnie pomyślała o tym, że sąsiadka wcale nie była aż taka słodka i niewinna, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Być może to światło, ale przypatrując jej się w tamtej chwili, odniosła wrażenie, że ma przed sobą niebezpiecznego drapieżnika – ciemnowłosą piękność o bladej cerze i zaciętym wyrazie twarzy. Nawet w oczach dziewczyny doszukała się czegoś, co z miejsca wzbudziło w niej niepokój, choć ten dziwny błysk zniknął równie nagle, co się pojawił.
Przestała o tym myśleć, dla bezpieczeństwa koncentrując się na siedzącym na kanapie chłopaku. Wciąż wydawał się zaspany, choć równie dobrze mogła myśleć tak przez zmierzwione, poplątane włosy, które sprawiały, że wyglądał niedbale. Spojrzenie utkwił w Belli, jednak dotychczasowy niepokój zaczął powoli ustępować na rzecz zażenowania i konsternacji. Michael (do Eveline dopiero w tamtej chwili dotarło, że już słyszała to imię) przeciągnął się leniwie, po czym w końcu spróbował nad sobą zapanować, ostrożnie prostując się na swoim miejscu i spoglądając na nie w bardziej przytomny sposób.
To ta twoja złota rączka, tak? No… Faktycznie wykorzystujesz go cały czas, pomyślała, jednak nie odezwała się nawet słowem. Sytuacja już i tak zaczynała być żenująca, Bella zresztą wyglądała na kogoś, kto był na dobrej drodze do tego, żeby jednak pokusić się o dokonanie mordu. Z drugiej strony, być może to było po prostu zażenowanie, zresztą tak jak i w przypadku Michaela, jednak niezależnie od przyczyny, jej zdenerwowanie było niemalże namacalne.
– Co ty tutaj robisz? – zapytała natychmiast Bella, energicznie potrząsając głową. – Prawie zawału przez ciebie dostałam, Mickey! – dodała, ale jej głos odrobinę złagodniał, co chyba znaczyło, że powoli zaczynała się uspokajać.
– Przepraszam! Wiem, że miałem iść, ale… gdzieś zniknęłaś i tak jakoś… – zaczął, jednak prawie natychmiast urwał, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że w ten sposób jedynie się pogrąża. Znowu zaczął nerwowo przeczesywać palcami jasne włosy, oczy zaś po dłuższej chwili przeniosły się na wciąż zdezorientowaną Eveline. – Cześć.
Uniosła brwi, sama niepewna tego czy powinna się śmiać, czy może płakać. W teorii mogła spodziewać się po wizycie u Belli dosłownie wszystkiego, ale z drugiej strony…
– Hej – odpowiedziała, zmuszając się do tego, by jednak się odezwać. – Hm, nie przeszkadzajcie sobie…
Bella poderwała głowę, rzucając jej niemalże spanikowane spojrzenie. Gdyby wzrok mógł zabijać, pewnie już dawno miałaby kogoś na sumieniu.
– To wcale nie jest… Och, to nawet brzmi beznadziejnie, prawda? – Dziewczyna wywróciła oczami. – Nie, to nie tak. Michael wpadł, bo miałam problem z drzwiami od stajni. A potem najwyraźniej mu się zasnęło – dodała z przekonaniem.
– Bo czekałem na ciebie, żeby się upewnić, że to wszystko, czego potrzebujesz. Nie moja wina, że mnie zostawiłaś i gdzieś wybyłaś – oznajmił z pretensją sam zainteresowany.
W tamtej chwili Eveline pomyślała, że kłócili się trochę jak stare, dobre małżeństwo, choć zdecydowanie nie zamierzała im tego mówić. Michael sprawiał wrażenie kogoś, kto i tak już był chętny do tego, żeby zapaść się pod ziemię, z kolei właścicielka domu już nie przypominała słodkiej, niewinnej dziewczyny, ale kogoś zdolnego do dokonania mordu.
Zabawne, ale zwłaszcza na myśl o zdenerwowanej Belli, Eveline z miejsca poczuła się nieswojo. Co prawda to był kolejny dowód na to, że zaczynała być przewrażliwiona, ale…
– Och, wybacz – westchnęła dziewczyna, a jej ton głosu zmienił się diametralnie. Złość gdzieś zniknęła, a dziewczyna znowu zaczęła brzmieć w swobodny, znajomy sposób. Jakimś cudem nawet zdołała się uśmiechnąć, nieco roztargniona i zażenowana, jakby sama nie rozumiała, dlaczego zareagowała w aż tak gwałtowny sposób. – Musiałam na chwilę wyjść, a potem zajrzałam do Eveline. Nie myślałam, że będziesz czekać… Zresztą nieważne. Znacie się?
– Teraz już chyba tak – stwierdził Michael, lekko przekrzywiając głowę, jakby spojrzenie na świat pod innym kątem mogło umożliwić mu łatwiejszą ocenę sytuacji. – Eveline Night?
Jakimś cudem udało jej się nie skrzywić na dźwięk swojego nazwiska. Och, jasne, że wiedział – w końcu to Haven, prawda?
– Nie da się ukryć – przyznała nieco cierpko, chłopak jednak nie wydawał się urażony.
– Michael Cornwell, ale to już chyba słyszałaś – stwierdził, a Bella prychnęła, bez trudu pojmując sens jego uwagi. – Zaczynam ci współczuć sąsiadki – rzucił zaczepnym tonem.
Tym razem dziewczyna pokusiła się o chwycenie leżącej na rogu kanapy poduszki i bezceremonialnym ciśnięciem nią w gościa. Udało jej się trafić chłopaka w brzuch i to dość mocno, bo na moment aż zabrakło mu tchu.
– Dzięki piękne! Tam są drzwi – oznajmiła, zamaszystym ruchem wskazując odpowiedni kierunek.
Michael wywrócił oczami.
– Mówiłem? Jest przewrażliwiona – stwierdził, podrywając się na równe nogi. Odrzucił Belli poduszkę, o wiele delikatniej, dzięki czemu dziewczyna złapała ją, zanim ta zdążyłaby wylądować na jej twarzy. – Skoro do niczego mnie nie potrzebujecie, to życzę wam dobrej nocy, drogie panie – rzucił na odchodne.
– Eve na pewno będzie potrzebowała, ale w tej sprawie pewnie sama się do ciebie odezwie. Uważaj na siebie, Mickey – rzuciła za nim Bella, wciąż podminowana, ale pomimo tego, w jej głosie dało się wyczuć zatroskanie.
Chłopak jedynie wymownie uniósł brwi ku górze, po czym z wolna skinął głową. Jeszcze na krótko po tym, jak zostały same, mimowolnie zaczęła analizować to, co działo się pomiędzy tą dwójką. Nie znała żadnego z nich, więc tym bardziej nie czuła się właściwą osobą do tego, żeby jakkolwiek oceniać ich zachowanie, ale…
No cóż, gdyby musiała zgadywać, powiedziałaby, że coś zdecydowanie było na rzeczy.
– No co? – obruszyła się Bella, tym samym uświadamiając Eve, że przez cały ten czas jej się przypatrywała. Pośpiesznie uciekła wzrokiem gdzieś w bok, próbując zamaskować uśmiech.
– Nic, nic… – zapewniła w pośpiechu. – Hm, Michael cię chyba lubi, nie? – zapytała jakby od niechcenia, nie mogąc się powstrzymać.
Być może to było tylko i wyłącznie wrażenie, ale była gotowa przysiąc, że Bella z miejsca się zaczerwieniła. Ciemne włosy opadły jej na twarz, kiedy pośpiesznie pokręciła głową, jakby chcąc odrzucić od siebie jakąś wyjątkowo niechcianą myśl – cokolwiek, czego Eveline mogła się co najwyżej domyślać.
– Znamy się już trochę… więc to chyba nic dziwnego, prawda? Zresztą sama widziałaś, że trochę mi pomaga – dodała, wyraźnie zaczynając się plątać.
– Śpiąc u ciebie na kanapie? – rzuciła zaczepnym tonem, nie będąc w stanie tak po prostu się powstrzymać.
Tym razem jej towarzyszka zdecydowanie się zaczerwieniła; znów napięła mięśnie, a po jej spojrzeniu można było odnieść wrażenie, że za moment jedna pokusi się o to, żeby kogoś zabić. To było zabawne, więc mimowolnie się uśmiechnęła, ignorując spojrzenie, którym obdarowała ją dziewczyna.
– Eve!
Wyrzuciła obie ręce ku górze w poddańczym geście. Nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, jak się czuła, ale coś w samej możliwości rozmowy i drażnienia się z Bellą, sprawiało, że… wszystko wydawało się prostsze. Uczucie niepokoju, które towarzyszyło jej od chwili wyjścia z domu, momentalnie zniknęło, a Eveline doszła do wniosku, że czuje się niemalże swobodnie, jakby znajdowała się w towarzystwie dawno niewidzianej przyjaciółki, a nie kogoś, spotkała raptem dwa razy. Nie wiedziała, czy to miało sens, a tym bardziej czy możliwe było, żeby nie doświadczyła tego nawet w towarzystwie Amandy, którą dotychczas uważała za kogoś bliskiego, jednak…
Właściwie jakie to miało znaczenie? Wszystko było w porządku, więc na tym zamierzała się skoncentrować. Na dobry początek musiało wystarczyć, a może po prostu chciała wierzyć w to, że nadal miała szansę odnaleźć się w tym miejscu. Potrzebowała towarzystwa bardziej, aniżeli dotychczas przypuszczała, Bella zresztą miała w sobie coś, co nie pozwalało nie darzyć jej sympatią. Nawet Danielle twierdziła, że dziewczyna wydawała się w porządku – podobno trochę skryta, choć Eveline zdecydowanie nie obierała tego w ten sposób – więc to musiało o czymś świadczyć. Co prawda nie sądziła, że mogłaby tak po prostu polegać na opinii kobiety, o której wiedziała jedynie tyle, że była znajomą jej mamy, ale… jak długo tak naprawdę można było pozostawać nieufnym? Kiedyś musiała się przełamać, zwłaszcza w tym miejscu, woląc nie zastanawiać się nad tym, co by się stało, gdyby jednak odcięła się od całego towarzystwa. Wszystko w niej krzyczało, że nie powinna i wręcz nie mogła zostać sama, Eve zaś nie była w stanie tak po prostu zignorować tego, co podsuwała jej intuicja.
Nie miała pojęcia, co takiego było w Haven, że w ogóle zdecydowała się do tego miejsca wrócić, ale czuła się w równym stopniu przerażona, co i zafascynowana. Jak na tę chwilę musiała tu zostać, stopniowo oswajając się z tymi, którzy ją otaczali. Może gdyby udało jej się otworzyć…
Ledwo powstrzymała się od westchnienia. Gdyby to naprawdę było takie proste, nie czułaby oporu przed zamknięciem oczu – i to pomimo tego, że noc miała spędzić w towarzystwie Belli.
Wciąż miała wrażenie, że cała ta otoczka spokoju jest jedynie pozorna i prędzej czy później wydarzy się coś niedobrego.
Będzie długo i – jak podejrzewam – nudno. Trudno, tym bardziej, że trochę mnie nie było; doskonale zdaję sobie z tego sprawę i mogłabym przepraszać, ale osobiście nigdy nie uznawałam kajania się za brak czasu. Rozdział jest i wydaje mi się dość dobry, choć ostateczną ocenę pozostawiam Wam. Nie byłam w stanie napisać niczego wcześniej, wątpię zresztą, by coś stworzonego na siłę czy w zmęczeniu okazało się czytelne, więc… chyba mi wybaczycie, prawda?
Tak jak ostrzegałam, wpadłam w sam środek ostatnich zaliczeń i egzaminów, choć nie było aż tak źle, jak mogłabym tego oczekiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że w kilku przypadkach miałam przysłowiowy „nóż na gardle” i nadal nie wierzę, że udało mi się tak po prostu wywinąć, nie ryzykując powtórki w kolejnym semestrze. Dzisiaj jestem po ważnym dla mnie egzaminie, który zadecyduje o tym, czy będę w stanie ot tak pojechać na koncert w następny piątek (Within Temptation coraz bliżej i cieszę się jak głupia) i do tej pory mam mieszane uczucia, ale… myślmy pozytywnie. Już właściwie mam wakacje i to dla mnie najważniejsze. Dodam, że w międzyczasie jeszcze pracowałam i również nadchodzący weekend mam w większości zajęty, więc z czasem i chęcią napisaniem naprawdę mogło być różnie.
Teraz dłuższy fragment, dotyczący dość osobistej sprawy, który swobodnie można pominąć. Po prostu obiecałam sobie, że o tym napiszę – a także przyrzekłam to komuś, kto w znacznym stopniu nadwyrężył moją cierpliwość.
W ostatnim czasie pojawiła się również sytuacja, która skutecznie wytrąciła mnie z równowagi i odebrała chęci na cokolwiek, nawet jeśli teoretycznie miałam kiedy pisać. Napiszę wprost, bo mam dość mocne podejrzenia, że osoba, o która mi chodzi, regularnie zagląda na moje blogi – niestety, co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że są ludzie i taborety… Tak, Emilia, mam na myśli ciebie (z rozmysłem z małej). Jestem osobą, która rozumie naprawdę wiele, ale nie złodziejstwo, a to właśnie praktykuje pewne czternastoletnie raptem dziewczę, któremu przez długie miesiące byłam gotowa pomagać – czy to robiąc za grafika, czy znów betę, czy co tam jeszcze wydawało się właściwe. Problemy pojawiły się, kiedy biedaczyna zaczęła zżynać ode mnie ile wlezie, niby to „przypadkowo” przekształcając coś, co sama wcześniej wymyśliłam albo wspomniałam; nie wiem ile trzeba mieć w sobie bezczelności, żeby z potencjalnym autorem próbować omawiać nieswój pomysł i liczyć na to, że twórca się nie zorientuję, ale to głupie stworzonko żyło właśnie w takim przekonaniu – notabene błędnym. Jak wiele rozumiem, tak tego nie, z kolei słowo „przepraszam” po setnym razie staje się nudne i nie znaczy nic. Naprawdę. Zwłaszcza kiedy wałkuje się ten sam temat enty raz rzędu, na dodatek w ciągu jednego dnia!
Tak było kilka dobrych miesięcy temu, kiedy ostatecznie zdecydowałam się to ukrócić i jasno dałam dziewczynie do zrozumienia, że lepiej dla niej, bym nie trafiła na nią więcej w Blogosferze, zwłaszcza po sytuacji, kiedy zaczęła pisać po moich znajomych i naprawdę utrudniać im życie (nie, nikt nie cieszył się na kolejną dawkę zwierzeń i kradzionych pomysłów…). Można by powiedzieć, że sytuacja rozwiązana, ale jakiś czas temu całkowitym przypadkiem trafiłam na bloga, który od pierwszego momentu sprawił, że w głowie zapaliła mi się czerwona lampka – system error i te sprawy. Mianowicie… doskonale znałam szablon, który widziałam. Nagłówek (czy coś, co go udawało) był inny, ale cały kod (wierzcie mi, to długie godziny, jeśli ma być naprawdę dobry) był żywcem wzięty ode mnie, konkretnie z jednego szablonu, który robiłam ni mniej, ni więcej, ale dla tego cudownego dziecka. Po dłuższym rekonesansie miałam już pewność: nic autora był inny, ale zainteresowania, opis i nawet tematyka bloga zgadzały się w zupełności. Znalazłam również kilka gifów wziętych z moich blogów (proszę bardzo, chociaż Google naprawdę nie gryzą), pomysłów na charaktery postaci… Nie oszczędziła nawet ramki z aktualnościami i – co małoistotne, ale w tamtym momencie zaczęłam się zastanawiać, kto potrzebuje wzoru nawet do czegoś takiego – sposób oddzielania od siebie narracji, cytaty, najróżniejsze sprawy kosmetyczne. Żeby było ciekawiej, przekonałam się, że Emilia jest na tyle bezczelna, by zgłosić się do jednej ze zwiastunowni i wrzucać pobrane od innych filmy, nawet nie dbając o usunięcie podpisów (o czym też niezwłocznie poinformowałam prawowitą właścicielkę).
Ech, może to ze mną jest coś nie tak, ale ja naprawdę tego nie rozumiem. Po burzy doczekałam się wymuszonych, nieszczerych przeprosin, skasowania bloga i konta na YouTube. Z kolei całą sytuację… uznała po prostu za głupią! Naprawdę? „To było głupie”? Ręce opadają. To, że „nie miała pojęcia, że kradnie” tym bardziej.
Ku przestrodze: Emilia vel Esme Cullen vel Broken Angel. Radzę omijać z daleka, nie pomagać, nie tracić czasu, bo nie warto – i tak po wszystkim odwali taki numer, że wszystkiego się odechce.
Uff… Na koniec rzeczy przyjemniejsze: po pierwsze, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia i cierpliwość. Mam nadzieję, że uda mi się wrócić do rytmu, ale czas pokaże jak to będzie.
Rozdział z dedykacją dla mojej Gabi, jako wcześniejszy prezent urodzinowy, bo nie mam pewności, czy uda mi się napisać coś nowego z raptem kilka dni. Najlepszego, kochana!
Pozdrawiam i do napisania! Zaległości u Was postaram się nadrobić w piątek – umilicie mi drogę na koncert.

7 komentarzy:

  1. Bella: ODDAWAĆ SERNICZEK!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. :3
      Jak tylko zobaczyłam tego gifa po raz pierwszy zastanawiałam się o co mogłoby chodzić. Każde moje podejrzenie okazało się być błędne, bo w ogóle nie pomyślałam o tym, że ten biedny chłopak mógłby sobie spokojnie spać na kanapie w domku Belli, a ona go tak bezczelnie obudziła. :D Trochę mnie to zaskoczyło, ale w pozytywny sposób. Tak myślałam, że między Bellą i Michaelem coś musi być. Sposób w jaki się ze sobą droczą... ale niczego nie mówię na pewniaka. Przekonamy się z czasem czy faktycznie tak jest, a może to tylko zwykłe przyjacielskie przepychanki.
      Podtrzymuje zdanie Klaudii o tym, że Bella jest dilerem. I sama bierze. Kto normalny w takim mieście jak Haven potrafi chodzić zadowolony 24/7? Pozytywny może być każdy, ale kurczę, żeby tak cały czas? Fajka pokoju i te sprawy, nie? xD Musisz mi wybaczyć, ale coś zaczyna mi powoli odwalać i zupełnie nie mam pojęcia dlaczego. A ja przecież nic od Belli nie brałam. .-.
      Ten rozdział był taką przyjemną odskocznią od tego co się dzieje. Znaczy, nie było żadnych wampirów, wystawiania kłów, wgryzania się w szyję i chłeptania krwi. Taki spokojny rozdział, gdzie zwala się złote rączki z kanapy za spanie. :D
      Końcówka tego rozdziału zostawia tyle pytań. ;_; Tak bardzo chciałabym już wiedzieć co, gdzie, dlaczego i w ogóle po co.. Ale postaram się być cierpliwa. Chociaż patrząc na to, że ma być to trylogia to szczerze wątpię (znajac Ciebie :*), że wszystkie odpowiedzi z „Powrotu” dostaniemy w tej części. Trzeba będzie się uzbroić w cierpliwość.
      No i bardzo, bardzo, baaardzo dziękuję za dedykację. :* ♥♥♥
      A Tobie życzę powodzenia i obyś dotarła do Rzeszowa na koncert! <3

      Gabi.

      Usuń
  2. Czeeeeść!
    Już po raz kolejny powtórzę, że bardzo lubię Bellę. Chociaż mimo wszystko jestem ostrożna wobec tej dziewczyny, bo przecież pozory mogą mylić, prawda? To jej zachowanie może być jedynie przykrywką. Nigdy nic nie wiadomo. Na razie daje jej zieloną kartkę. W końcu zabrała Eveline do siebie no i jest taka... ...energiczna? Nie, to też nie to. Ale Ty wiesz o co mi chodzi, co nie?
    No i znów powtórzę (a jak!), że urzekają mnie Twoje opisy. Naprawdę robisz to po mistrzowsku, nawet jeśli uważasz inaczej. Ja nie jestem zwolenniczką długich opisów w książkach, bo wiele z nich jest po prostu nudnych jak flaki z olejem i po jakimś czasie mi się wszystko miesza i czasami muszę zacząć od jakiegoś akapitu od nowa. U Ciebie jednak nigdy mi się to nie zdarzyło, nawet jeśli był cały 'opisowy' rozdział. Chyba, że ktoś mi przeszkadzał i się pogubiłam - ale to się nie liczy!
    Naprawdę się nie przejmuj, że rozdziału nie było dość długo - jak na Ciebie. Jego jakością wszystko wynagradzasz :3 Wprawdzie wiele się nie działo, ale podejrzewam, że za jakiś czas się zacznie. I już się nie mogę doczekać!
    A co do złodziejki, to naprawdę ręce opadają. Trzeba tylko uważać, by nie założyła konta kolejnego i znów nie próbowała robić tego samego :D Nie rozumiem, jak ludzie mogą kraść cudze pomysły i być tak bezczelnymi >.< No, ale co? Sama napisałaś, że są ludzie i taborety, czy parapety :D
    Cieszę się, że pojawiła się XII i możesz być z niej dumna (też mi nowość!). Ja czekam na XIII. Niby liczba pechowa, ale... kto wierzy w przesądy? :D Życzę dużo czasu na pisanie! I udanego koncertu!

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, zdążyłam przed nowością! Wybacz poślizg, kochana. Musiałam... Miałam do załatwienia kilka spraw. Lawenda jest baaardzo wymagającą rośliną o tej porze roku :))
    Dziś będzie krótko, bo nie mam siły na odzyskiwanie tego straconego już raz komentarza ;-;
    Kolejny fenomenalny rozdział. No ale ty to wiesz, nawet jeśli zamiast Cię chwalić, wytykałam literówki, prawda? Twoje opisy są czymś, co nigdy mi się nie znudzi. W niektórych przypadkach wręcz czekam na jakiś dialog, które rozjaśnią nieco zagmatwane, składane zbyt wiele razy zdania. Jednak nie u Ciebie. Tu wszystko płynnie jedno w drugie przechodzi. Nawet jeśli Bella wchodzi zamiast wychodzić :))
    Z nią to jednak inna historia. Historia, którą prawie rozgryzłam, ha! Podpowiadałaś, ale kij z tym.
    Bellusia z buta wjeżdża i robi rozróbę we własnym domu :') Och, to było piękne. Ja jednak nadal mam przed oczami tego gifa z łyżeczką. Albo Bellusię bojącą się uciekać przed wilkiem wokół stołu, w samych skarpetkach i po świeżo pastowanej podłodze :D
    Kroi nam się romansig. Fajnie, fajnie... (On leci na jej/naszą plantację, nie ma innej opcji. Albo czai się na jej fuksjowe jednorożce - niby jaki miał inny powód, żeby czaić się wokół jej stadniny?)
    Boże, widzę znów te gify ;-;
    Och, Emilka, cześć słońce, kopę lat! Niech no tylko wyczaję cię u siebie, a nogi z dupy powyrywam :))
    Wytrwałości, kochana. Z takimi natrętnymi robalami trzeba krótko - łopatą raz i drugi, bez cackania się, bo nie ma sensu.
    Czekam na nowy rozdział, który zapewne niebawem, bo trochę zwlekałam z komentarzem ;-; Będzie Castiel? *-*
    Ściskam,

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... Nie wydaje mi się, żeby Bella była zdolna do zrobienia komuś krzywdy. Nie wygląda na taką, więc raczej nie ma się czego obawiać. No ale pozory mylą, więc nie dziwię się, że Eve woli być ostrożna.
    Tak się zastanawiam, czy czasem nazwisko Night nie jest przypadkowe? Sama nie wiem skąd mi się to nasunęło, ale z ciekawości pytam :D
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, hej! Z tej strony Agata (w końcu pisząca jak normalny człowiek z konta na Bloggerze). Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać na moje komentarze. Najpierw zepsuł mi się w domu router, potem wyjechałam na SLOT i Woodstock, gdzie też z internetem słabo. Ale nie zapomniałam o Tobie, chociaż mogło to tak wyglądać. Najpierw czytałam z komórki, ale jak próbowałam dodać komentarz, to coś sprzęt mnie zawodził, więc teraz nadrabiam. Ale mnie czeka binge reading! <3
    A tak w ogóle — szablon! <3 na razie chyba mój ulubiony! Czy to cytat ze Skilleta? Mam tę płytę <3 Zakładka z Bohaterami też świetna (nie wiem, czy wcześniej jej nie było czy to ja tylko jej nie czytałam). Bardzo dobre, intrygujące i sensowne opisy. Jeszcze nie widziałam zakładki Bohaterowie na tak dobrym poziomie. Dzięki gifom na początku każdego rozdziału (które kocham), rzeczywiście zaczęłam wyobrażać sobie bohaterów w ten sposób, chociaż to chyba pierwszy raz, kiedy czytam jakiegoś bloga i rzeczywiście przyswajam sobie wygląd sugerowany w zdjęciach (tudzież gifach). Dobrze dobrane i konsekwentne ;) tylko Bellę wyobrażam sobie inaczej. Widać, że masz świetnie przemyślane i wiarygodnie psychologicznie zbudowane postaci. Każdy jest inny i na swój sposób intrygujący. Każdy ma własną historię.

    Bella. Pisałam już, że ją uwielbiam, prawda? Bardzo się cieszę, że jest jej więcej w tym rozdziale <3 Tylko czemu Danielle ma do niej zastrzeżenia? Co oni ukrywają? Co Bella ukrywa?
    Świetne dialogi po raz kolejny dowodzą, że masz świetnie zbudowane postaci. O nikim nie zapominasz, rozmowa toczy się bardzo naturalnie i nie jest sztampowa.
    Genialnie wyszła Ci scena, jak dziewczyny wchodzą do domu Belli. Pełne emocje, świetna dynamika i pełne napięcie, a jednocześnie nic nie jest przesadzone (w przeciwieństwie do wielu dramatyzujących opek) i jest wiarygodne.

    Tak czytam ten Twój komentarz na dole i brak mi słów. Włożyłaś w coś tyle pracy, a ktoś to najnormalniej w świecie kradnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pfff, coś kliknęłam i skasował mi się komentarz ;_;

      Nessa, sprawiłaś mi ogromną niespodziankę swoimi komentarzami. Normalnie się wzruszyłam, że ktoś to przeczytał i jeszcze włożył tyle pracy w dokładne skomentowanie. Jej. Dziękuję ogromnie za wszystkie rady, na pewno wezmę to pod uwagę przy redagowaniu tekstu. Opisy emocji. Tak, mam z tym problem. I jeśli mam być szczera, analizuję Twoje rozdziały pod ich względem, żeby jakoś je podciągnąć u siebie <3 Zaraz zmienię szablon, żeby można było czytać też z komórki. Wgl w wolnej chwili chcę się przenieść na blogspot. Lepiej późno niż wcale. To jednak o niebo lepsza platforma.
      Mam nadzieję, że to zamieszanie i zwroty akcji nie są zbyt zniechęcające. Wszystko ma swoje wyjaśnienie, ale mam nadzieję, że nie wyjdzie zbyt zawile. Fabułę mam dość szczegółowo obmyśloną do samego końca, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :) dziwnych zwrotów akcji jeszcze trochę będzie, dokładniejszych wyjaśnień działania Śnienia również. Muszę to tylko uporządkować i... no. Napisać. Przy moim tempie dodawania rozdziałów historia może być trudna do zrozumienia xd ale czytelnik nie głupek, mam nadzieję, że ludzie zrozumieją rozwiązanie zagadki :)
      Naprawdę trafiłam z przedmiotami na studiach zarządzania? Wymyślałam xd Dopytywałam się trochę znajomych teksańczyków, czy to prawdopodobne, ale fajnie, że potwierdziłaś. Jak jedenastoletnie chłopiec stał się Śniącym — wyjaśni się później ;) Podejście Jaimego do śnienia, jego charakter, motywacje, poziom szaleństwa... trudno mi to było uchwycić w pierwszych rozdziałach, ale mogę powiedzieć, że jego wątek bardzo się rozwinie (w którymś momencie stanie się praktycznie głównym bohaterem). Monica się dowie o wszystkim w odpowiednim momencie :D Yup, losy Laury i Lisy się skrzyżują. Ale jak? Mam nadzieję, że zaskoczę. Za to Lisy z Jaimem nie połączę, chociaż zdaję sobie sprawę, że mogę to troszkę sugerować. Jeśli pojawi się jakiś wątek romantyczny, to będzie trzecioplanowy.
      Rozdział 8 — dobrze zrozumiałaś, Laura nakłoniła kogoś do stania się Śniącym.
      Cieszę się, że już wcześniej zwróciłaś uwagę, że ciało Philipa zniknęło :D będzie to miało później niemałe znaczenie.

      Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystkie komentarze. Jestem zmotywowana, że hej. Ooooch, i dziękuję za dodanie do polecanych, jej... <3 haha, Twój opis mojego bloga jest lepszy, niż ten, który sama pisałam xd

      Dobra, ale ja tu się rozpisuję, a przecież czeka mnie jeszcze kilka rozdziałów do przeczytania! <3 <3 <3

      Buziaki
      Agata

      Usuń