wtorek, 28 czerwca 2016

☾ Rozdział XIII

EVELINE
Gdzie jestem?
To jedno pytanie nie dawało jej spokoju. Czuła, że śni, choć jednocześnie nie miała pewności co do tego, skąd brała się ta pewność. Wodziła wzrokiem na prawo i lewo, uważnie rozglądając się dookoła i bezskuteczne próbując stwierdzić, gdzie tak naprawdę jest. Czuła się zagubiona i zdezorientowana, pomimo tego, że miejsce, w którym się znajdowała, miało w sobie coś kojącego i jakby znajomego, choć bez wątpienia widziała je po raz pierwszy… Chyba.
Pierwszym, co zarejestrowała, kiedy zapanowała nad sobą na tyle, by móc rozejrzeć się dookoła, było to, że znajdowała się w jakimś pomieszczeniu. W zasadzie określenie „pomieszczenie” albo po prostu „pokój” nawet w połowie nie oddawało tego, co podsuwały jej zmysły. Miejsce wydawało się wyjątkowe pod każdym względem, urządzone w iście królewski, niesamowity sposób. Komnata, pomyślała i doszła do wniosku, że tym samym trafiła w sedno. Co innego powinna myśleć o utrzymanym w ciemnych, ale mimo wszystko współgrających ze sobą kolorach wnętrzu? Widziała drewniane, misternie zdobione meble, częściowo ukryte w cieniu, przez co mogła dostrzec co najwyżej tylko ich kształt. Jej spojrzenie szybko przyzwyczaiło się do mroku, co umożliwiało Eveline lepszą koncentrację na szczegółach, a także łatwiejszą ocenę tego, co udawało jej się zauważyć. To w jakimś stopniu wydawało się pocieszające, chociaż nadal czuła się zdezorientowana i absolutnie niepewna tego, co widziała.
Zrobiła niepewny krok naprzód, przez dłuższą chwilę mając wrażenie, że dozna irracjonalnego poczucia unoszenia, jakże charakterystycznego dla snów. Nic podobnego nie miało miejsca, co ją zdezorientowało, tym bardziej, że była niemalże całkowicie pewna, że spała – że to sen, być może inny od tych, które zdarzało jej się miewać, ale jednak mający miejsce tylko i wyłącznie w jej głowie. Co prawda nie miała pojęcia, jakim cudem wyobraziła sobie właśnie takie miejsce, tym bardziej, że wiedziała, iż nie można śnić o czymś z czym nigdy nie miało się styczności, ale po dłuższej chwili wahania doszła do wniosku, że to tak naprawdę nie ma znaczenia. Być może wszystko tak naprawdę miało związek z emocjami, które wzbudzała w niej Rezydencja Nightów – stara i wyjątkowa, momentami przywodząca jej miejsce żywcem wyjęte z jakichś historycznych ksiąg. W takim miejscu, jak dawny dom jej rodziców, łatwo można było wyobrazić sobie komnatę, a jej umysł już zadbał o to, żeby dopowiedzieć sobie resztę.
Z drugiej strony… Właściwie jakie to miało znaczenie? Czuła, że niepotrzebnie próbowała wszystko analizować, dosłownie rozbierając na czynniki pierwsze, ale co innego mogła zrobić? Coś, co wydawało się jasne i choć po części wytłumaczalne, zawsze prościej się akceptowało, a chyba właśnie o to chodziło. Potrzebowała okazji do tego, żeby rozjaśnić sobie w głowie i przynajmniej spróbować sensownie poukładać to, co działo się wokół niej. Co prawda szukanie logiki w śnie do niczego nie prowadziło, ale to było silniejsze od niej, a Eve nie potrafiła znaleźć lepszego sposobu na to, żeby być w stanie się obudzić.
Dlaczego właściwie miałabym się budzić…?
Postanowiła pozostawić to pytanie bez odpowiedzi, w zamian na powrót koncentrując się na otaczającej ją rzeczywistości. Jej kroki były lekkie i bardzo niepewne, kiedy zaczęła przechadzać po stosunkowo dużej sypialni. Dojście do faktycznej funkcji pomieszczenia wcale nie było takie trudne, tym bardziej, że kiedy obejrzała się przez ramię, przekonała się, że centralną część pokoju zajmowało olbrzymie, iście królewskie łoże z baldachimem – takie jak na ilustracjach w starych książkach albo scenach z filmów, które czasami zdarzało jej się oglądać. Chyba nigdy nie widziała czegoś takiego, niemniej starannie wykonanego, co i meble. Nie miała pojęcia, skąd to przeczucie, ale jakoś nie miała złudzeń co do tego, że mebel został wykonany w ręczny sposób. Nie znalazłaby czegoś takiego w sklepie, może pomijając jakieś stare, ekskluzywne antykwariaty, choć i to wydawało się wątpliwe. Nie, zdecydowanie nie. Właśnie doświadczała czegoś wyjątkowego, czego wciąż nie potrafiła zrozumieć, ale niewiedza w coraz mniejszym stopniu jej przeszkadzała.
To był tylko sen… Na dodatek jej sen. Oczywiste, że mogła być w stanie go kontrolować i wiedziała rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydawały się niejasne. Pewnie gdyby zadecydowała, żeby tuż przed nią stanęła sama Królowa Elżbieta, a otaczająca ją rzeczywistość wiązała się z pałacem Buckingham, wszystko potoczyłoby się właśnie w takim kierunku, dokładnie tak, jak sobie tego zażyczyła.
Z jakiegoś powodu taka możliwość wydała jej się niezwykła i przerażająca zarazem.
Wciąż zafascynowana tym, co widziała, dopiero po dłuższej chwili zwróciła uwagę na kolejny szczegół pomieszczenia. Wyjście na balkon było prawie niewidoczne, a Eveline skoncentrowała się na nim tylko i wyłącznie za sprawą łagodnie falującej firanki. W ciemnościach trudno było właściwie reagować na szczegóły, jednak ruch wydał jej się wystarczająco istotny, by się na nim skupiła. Wymownie uniosła brwi ku górze, uważnie przypatrując się zarysowi wyjścia, prowadzącego najpewniej na taras albo… Cóż, kto wie? Może w rzeczywistości śniła o Rezydencji Nightów, bezwiednie przekształcając najbardziej niepokojące ją pomieszczenia w coś bardziej przystępnego, co była w stanie zaakceptować? Może w rzeczywistości była w swoim dawnym pokoju, teraz dziwnym i odmienionym, ale mimo wszystko…
Tylko dlaczego czuła, że jest inaczej, a sprawa wcale nie jest aż taka prosta, jak mogłaby tego oczekiwać? W głowie miała pustkę, co bynajmniej nie ułatwiało jej zadania i koncentracji. Miała wrażenie, że błądzi, choć sama nie wiedziała gdzie i dlaczego tak naprawdę zmierza. Wszystko było nie tak i to już od dłuższego czasu, choć za wszelką cenę starała się nie zwracać na to uwagi. Nic dziwnego, że nawet we śnie jej umysł się tym zadręczał, przekształcając rzeczywistość po swojemu, na dodatek bez jej czynnego udziału.
Pewnie myślałaby o tym nadal, wahając się nad dokładniejszym rozejrzeniem po pokoju albo próbą wyjścia na balkon, kiedy coś innego przykuło jej uwagę…
Albo raczej ktoś.
Z wolna uniosła głowę, spoglądając wprost na przyczajoną w mroku, spokojnie obserwującą ją postać. Dotychczas była sama, na dodatek w sypialni, więc widok intruza powinien był ją zaniepokoić, jednak nic podobnego nie miało miejsca. Nie zmartwiło ją nawet to, że mogłaby mieć przed sobą ni mniej, ni więcej, ale obcego mężczyznę – sylwetka tajemniczej postaci mówiła sama za siebie. Zamarła w bezruchu, uważnie przypatrując się milczącemu towarzyszowi i próbując stwierdzić, dlaczego momentalnie poczuła się bezpieczna, nie wspominając o tym, że… z jakiegoś powodu wydał jej się znajomy.
Ten blask w parze lśniących, intensywnie niebieskich oczu, których spojrzenie tak nagle napotkała, wydawał się mówić sam za siebie.
Wyprostowała się, dumnie unosząc głowę i wciąż przypatrując się stojącemu przed nią mężczyźnie. Kiedy wytężyła wzrok, udało jej się dostrzec więcej detali jego twarzy, choć w mroku wydawało się to dość mało prawdopodobne. Hej, to tylko sen… Dlaczego miałoby nie być możliwe?, pomyślała, usiłując zachować zdrowy rozsądek i dochodząc do wniosku, że to mimo wszystko ma sens. Z drugiej strony, być może chciała, żeby tak faktycznie było, ale nawet jeśli oszukiwała samą siebie, kto tak naprawdę mógł jej tego zabronić? To był jej umysł, jej sen i jej decyzje – nikt inny nie miał najmniejszego wpływu na to, co i dlaczego robiła, zresztą kiedy w grę wchodziły motywy, sama nie miała co do niektórych z nich pewności.
Nieznajomy przesunął się bliżej, jakby od niechcenia ruszając w jej stronę, ale to nie wydało jej się niepokojące. Miała wręcz wrażenie, że na niego czeka, aż rwąc się do tego, żeby móc przyjrzeć mu się uważniej. Poczuła, że serce bije jej coraz mocniej i – co musiało się z tym wiązać – również głośniej, jednak wcale nie poczuła się z tego powodu zażenowana. Czy on w ogóle miał być w stanie to usłyszeć? Nawet jeśli, jakie to tak naprawdę miało znaczenie? Stali naprzeciwko siebie i wcale się go nie bała, tym pewniejsza siebie, że wszystko działo się tylko i wyłącznie w jej umyśle. To dawało jej poczucie bezpieczeństwa, którego potrzebowała i którego za wszelką cenę zamierzała się trzymać. Tu nic złego nie miało prawa ją spotkać, zresztą…
Jesteś pewna?
Zesztywniała, co najmniej zaniepokojona tą nagłą, niepokojącą myślą. Właściwie dlaczego nie miałaby być? Chciała wierzyć w to, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Nawet jeśli to był po prostu koszmar, przecież była świadoma tego, że śpi, nie wspominając o tym, że nadal nic nie wskazywało na to, żeby musiała czuć się jakkolwiek zagrożona. Zero powodów do obaw, zero niepokojących rzeczy i osób… Jedynie on, ale wyobrażenie sobie kogoś o tak pięknych, lśniących oczach jako potencjalnego zagrożenia, wydało jej się gorsze od jakiejkolwiek zbrodni – a przy tym naiwnie romantyczne zarazem.
Romantyczne? Och, zdecydowanie śniła. W innym wypadku nie myślałaby o takich głupotach, nie wspominając o tym, że najpewniej robiła z siebie idiotkę, milcząc i jak ten słup soli tkwiąc ciągle w tym samym miejscu.
Nieznajomy mężczyzna zatrzymał się tuż przed nią, milczący i równie spokojny, co i ona sama. Był szatynem, na dodatek niesamowicie przystojnym i nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Nigdy nie była dobra w kontaktach z mężczyznami, ale tylko ślepy nie przyznałby tego, że jej towarzysz wręcz oszałamiał, wyróżniając się na tle innych ludzi, których do tej pory zdarzało jej się widzieć. Miał w swoim wyglądzie coś nierealnego i… na swój sposób drapieżnego, choć takie określenie wydawało się przeczyć wnioskom, które chwilę wcześniej wyciągnęła na sam widok jego pięknych oczu. To sprawiło, że w głowie miała jeszcze większy mętlik niż wcześniej, momentalnie doprowadzając Eveline do sytuacji, w której zapragnęła zamknąć oczy i po prostu się obudzić. Nie chodziło o to, że mogłaby się bać – nie tego miejsca i nie jego, choć i to wydało jej się niedorzeczne. Coś – jakiś wewnętrzny przymus – sprawiał, że zaczynała czuć się naprawdę niezręcznie, wytrącona z równowagi zarówno tym miejscem, tym mężczyzną, ale i…
Jeśli miała być ze sobą szczera, była gotowa przysiąc, że już go widziała. Te oczy, ta twarz… To wszystko wydawało się znajome, chociaż za żadne skarby nie potrafiła przypomnieć sobie, kiedy miałoby przyjść do spotkania. Wzbudzał w niej skrajne emocje, naprzemiennie przyprawiając o szybsze bicie serca, to znowu o zawroty głowy. Już niczego nie była tak naprawdę pewna, może pomijając to, że przynajmniej raz w przeszłości musieli się spotkać. To wydawało się nieprawdopodobne, bo przecież zapamiętałaby widok kogoś takiego, tym bardziej, że mężczyzna bez wątpienia należał do osób, które nie tak łatwo wyrzucić z głowy. Nie mogłaby zapomnieć, ale mimo wszystko… Jeśli tak było, to skąd brały się te wszystkie przeczucia?
I dlaczego się go nie bała? Skoro już w grę wchodziły konkretne wrażenia, w jego przypadku lęk wydał jej się czymś najzupełniej naturalnym, co powinno mieć miejsce. Tym większym zaskoczeniem była dla niej oszałamiająca wręcz pewność tego, że nieznajomy nie zamierzał jej skrzywdzić, choć bez wątpienia był w stanie to zrobić. Widziała rysujące się pod ubraniem mięśnie, raz po raz napinające się w sposób, który wydał jej się imponujący. Co więcej, nagle uświadomiła sobie, że wcale nie miałaby nic przeciwko temu, żeby móc go dotknąć i dla pewności sprawdzić, czy jego ciało było tak dobrze zbudowane, jak jej się wydawało, a to zdecydowanie nie powinno było mieć miejsca. W głowie miała mętlik, co w najmniejszym nawet stopniu nie ułatwiało jej zadania, jakiekolwiek by ono nie było. Zamiast rozumieć, miała coraz więcej wątpliwości, ale… to też w jakiś pokrętny sposób wydało jej się dobre.
Poruszając się trochę jak w transie, bezwiednie zrobiła krok naprzód. Zauważyła, że nieznajomy drgnął, jakby chcąc zwiększyć dzielącą ich odległość, ale nic podobnego nie miało miejsca. Ostatecznie również on przesunął się bliżej, bez jakiegokolwiek ostrzeżenia materializując tuż naprzeciwko niej. Jego palce zacisnęły się na jej ramionach, a Eveline zamarła, zaskoczona silnym uściskiem, który sprawił, że z miejsca wyprostowała się niczym struna. Jej spojrzenie na powrót skoncentrowało się na parze lśniących, błękitnych oczu, a dziewczyna zastygła w bezruchu, zdolna tylko i wyłącznie wpatrywać się w jego oczy.
– Dlaczego…? – usłyszała, ale pomimo tego, że rozumiała pytanie, nie potrafiła sprecyzować, czego tak naprawdę mogłoby dotyczyć.
Mimowolnie wzdrygnęła się, słysząc ton jego głosu – aksamitny szept, który wydawał owijać się wokół niej, prawie tak, jakby był materialny. Słyszała go całą sobą, nie tylko przy pomocy słuchu, ale również gdzieś w głowie, dodatkowo zwielokrotniony i taki… niematerialny.
Nawet gdyby zechciała odpowiedzieć, nie miała po temu okazji. Przez kilka następnych, ciągnących się w nieskończoność sekund, wpatrywała się w te niebieskie oczy, całkowicie zdezorientowana i niepewna tego, jak powinna się zachować.
Zaraz po tym wszystko zniknęło, a Eveline ostatecznie udało się obudzić.
Serce wciąż waliło jej jak młotem, kiedy otworzyła oczy. Gwałtownie poderwała się na łóżku, prostując niczym struna i nerwowo wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Lekko zmrużyła oczy, chcąc chronić się przed jasnym blaskiem poranka, wlewającym się przez częściowo tylko przysłaniające okno zasłony. Blask był jasny i drażniący, tym bardziej, że myślami wciąż była w tajemniczym, ciemnym pokoju ze swojego snu, choć wspomnienie tego miejsca powoli zaczynało zacierać się w jej umyśle.
Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując się uspokoić, choć sama nie była pewna, co wywołało w niej aż tak silny stres. W duchu zaczęła liczyć kolejne uderzenia serca, jednocześnie próbując skoncentrować się na pozostałościach snu, to jednak okazało się o wiele trudniejsze, aniżeli mogłaby przypuszczać. Nerwowym gestem przeczesała palcami ciemne włosy, odgarniając je na ramię i próbując oswoić się z widokiem obcej sypialni – pokoju, który zaoferowała jej Bella i w którym ostatecznie spały razem, każda na oddzielnym jednoosobowym łóżku. Jak przez mgłę pamiętała, o czym rozmawiały przed zaśnięciem, ale wiedziała, że czuła się cudownie, słuchając trajkotania dziewczyny, która doszła do wniosku, że nie wypada żeby szła do swojej sypialni, skoro miała gościa.
Jej spojrzenie skoncentrowało się na wciąż pogrążonej we śnie Belli. Wyglądała spokojnie, zwłaszcza z rozrzuconymi wokół głowy ciemnymi lokami. Eveline widziała, jak pierś dziewczyny faluje, rytmicznie unosząc się i opadając w takt miarowego oddechu. Jej towarzyszka skuliła się na łóżku, wtulając twarz w poduszkę, by ochronić się przed bijącą od okna jasnością. Nie otworzyła oczu, co w jakiś pokrętny sposób wydało się Eve dość nietypowe, tym bardziej, że po pierwszym spotkaniu, kiedy zauważyła Bellę podczas porannej przejażdżki, zdecydowanie nie uważała jej za śpiocha. Nie miała pojęcia, czy to gra cieni, czy może jej przewrażliwienie, ale sąsiadka wydała jej się oszałamiająco wręcz blada, jakby mało tego było, że skórę zazwyczaj wydawała się mieć niezwykle jasną.
Zawahała się na moment, przez kilka chwil rozważając ponowną próbę zaśnięcia i ostatecznie dochodząc do wniosku, że nie ma na to ochoty. Odrzuciła kołdrę, po czym z wolna stanęła na nogi, starając się poruszać na tyle cicho i wprawnie, by przypadkiem nie obudzić Belli. Zupełnie machinalnie podeszła do okna, by móc wyjrzeć na zewnątrz i przyjrzeć się zalanej słońcem okolicy. W oddali widziała las, ten jednak za dnia nie wzbudzał nawet części emocji, których doświadczała nocą, kiedy w pośpiechu pędziła do domu sąsiadki, podświadomie czując, że jak najszybciej powinna znaleźć się w jakimś bezpiecznym miejscu. W gruncie rzeczy światło dnia zmieniało wszystko, czyniąc świat bardziej przystępnym, choć przynajmniej w teorii nie powinno zmienić się nic. Nie rozumiała tego fenomenu, ale powoli zaczynała przywykać do tego, że istniało wiele takich kwestii – tego, co mogła co najwyżej bezrozumnie akceptować. Nie była pewna czy to dobrze, czy źle, ale przynajmniej tymczasowo musiało jej wystarczyć.
Raz jeszcze zerknęła na Bellę, po czym specjalnie dla niej starannie zaciągnęła zasłony. Zaraz po tym po cichu wymknęła się z pokoju, rozluźniając się dopiero w chwili, w której znalazła się na parterze, mając pewność, że nawet przypadkiem nie powinna być w stanie obudzić pogrążonej we śnie dziewczyny. Nie miała pojęcia, skąd ta pewność, ale jakoś nie miała wątpliwości, że Bella tego potrzebowała, choć nieprawdopodobnym wydało się Eveline to, że tak energiczna dziewczyna mogłaby odczuwać aż tak silne zmęczenie.
Przez chwilę bez celu kręciła się po pokoju, decydując się obejrzeć dom w świetle dnia. W salonie wciąż panował lekki chaos, wywołany przez Bellę i Michaela, którzy rzucali w siebie poduszkami. Uśmiechnęła się blado na to wspomnienie, mimowolnie zastanawiając się nad tym, czy powinna o cokolwiek pytać, tym bardziej, że wciąż czuła się w Haven obco. W tym domu również, aż nazbyt świadoma tego, że z sąsiadką znała się raptem dwa dni, o ile pierwsze kilkuminutowe spotkanie można było zaliczyć jako coś wartościowego. To Bella starała się, by jakakolwiek relacja między nimi miała rację bytu i Eveline była jej za to wdzięczna, nawet jeśli czuła, że sama w najmniejszym nawet stopniu nie ułatwiała dziewczynie tego, co tak próbowała osiągnąć.
Nogi same powiodły ją ku drzwiom. Nie poczuła nawet cienia znajomego niepokoju, kiedy znalazła się na wciąż zalanym jasnym światłem podwórku. Pomimo porannego blasku, na zewnątrz panował przenikliwy chłód, który sprawił, że dziewczyna mimowolnie zadrżała, dla pewności ciaśniej obejmując się ramionami. Pogoda w Haven niezmiennie wprawiała w konsternację, tak chwiejna i nietypowa, że nawet określenie klimatu tego miejsca wydawało się niemożliwe. Tak było od zawsze, a Eve niejednokrotnie myślała o rodzinnej miejscowości jak o czymś oderwanym od rzeczywistości – odległej, obcej rzeczywistości, która rządziła się swoimi prawami.
Haven. Przystań. Do tego miejsca przyjeżdżało się na chwilę, a później miało się ochotę uciec – z tym, że to wcale nie było takie łatwe, jak mogło się wydawać. Sama wiedziała o tym doskonale, a to, że wróciła, jedynie potwierdzało tę teorię.
Usłyszała charakterystyczny dźwięk rżenia, co przypomniało jej o stajni i hodowanych przez Bellę koniach. W pierwszym odruchu zapragnęła ruszyć w tamtą stronę, ale prawie natychmiast zmieniła zdanie, dochodząc do wniosku, że swoją obecnością mogłaby przestraszyć konie. Nie znała się na zwierzętach, zwłaszcza takich, woląc nie przysparzać problemów Belli, choć ta bez wątpienia nie miałaby do niej pretensji – ta dziewczyna nawet denerwowała się w uroczy, całkiem rozkoszny sposób.
Zawahała się na moment, po chwili jakby od niechcenia ruszając w stronę rosnących w oddali drzew. W powietrzu czuła charakterystyczny zapach lawendy, przez co momentalnie zapragnęła odnaleźć zapamiętane z dzieciństwa pole. Pamiętała, że jako mała dziewczynka często chodziła tam z mamą i chociaż na samo wspomnienie coś ścisnęło ją w gardle, tęsknota okazała się silniejsza. Chyba nawet pamiętała drogę, zresztą w świetle dnia poruszanie się po okolicy wydawało jej się o wiele prostsze niż po zmroku. Cóż, w najgorszym wypadku mogła błąkać się po okolicy, po cichu licząc na to, że Bella przypadkiem ją odnajdzie, o ile oczywiście w najbliższym czasie w ogóle zamierzała wstawać.
Las wydawał się cichy i opustoszały, ale to jej nie przeszkadzało. Szła przed siebie, słuchając szumu liści i nikłego, ale wciąż jeszcze obecnego śpiewu ptaków, co z miejsca podziałało na nią kojąco. Nie śpieszyła się, starannie stawiając kolejne kroki i z uporem posuwając się naprzód; stopniowo zagłębiała się w las, trzymając jednej z wielu widocznych, wydeptanych ścieżek, bo to wydało jej się najbardziej sensowne.
– Cóż to za zbieg okoliczności, spotkać cię o tej porze i to w tak urokliwym miejscu, mademoiselle – doszedł ją znajomy głos.
Już w chwili, w której zamarła i poderwała głowę, wiedziała, kogo zobaczy.
Nie bić! Tak, ja wiem – końcówki. Ale to ja, więc nawet nie będę przepraszam, bo wszyscy wiemy, że zaraz zrobię dokładnie to samo.
Rozdział o wiele szybciej niż ostatnio, co bardzo mnie cieszy. Coraz bardziej wciągam się w tę historię, a to bardzo dobrze, bo jestem już na etapie, w którym nie boję się, że nagle coś pójdzie nie tak, a ja się wypalę. Cóż, czas pokaże, ale jestem coraz pewniejsza tego, co i jak chcę poprowadzić – reszta zależy już tylko od weny.
Dziękuję za wszystkie komentarze, wyświetlenia i wsparcie. Jesteście cudowni i dodajecie mi skrzydeł.
Rozdział z dedykacją dla KlaudiiGabi… bo mogę! A tak na poważnie, to uwielbiam Was, dziewczyny. Klaudia, raz jeszcze dziękuję za to, że mnie polecasz i miałaś cierpliwość pisać komentarz raz jeszcze, kiedy wredny Blogger postanowił go zjeść. I nie martw się, nie zamierzam zabierać Ci kolegów =P No i Gabi… Gabi, Gabi – masz mi bezpiecznie dolecieć na miejsce, jasne? Wciąż jestem w dobrym nastroju po naszej ostatniej rozmowie; wiesz o czym piszę!
No nic, na dzisiaj to tyle. Powoli wracam do rytmu, tym bardziej, że już mam wakacje. Koncert był cudowny, do tej pory się zachwycam, więc tym bardziej mam energię do pisania.
Trzymajcie się!

8 komentarzy:

  1. Moje<333
    Dziękuję za dedykacje :* <3 I na miejsce postaram się dotrzeć bezpiecznie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!:D
      Rozdział pochłonęłam raz dwa. Mimo krótkiej przerwy, którą sobie musiałam zrobić, żeby się skupić na rozdziale, a nie na innych, równie ważnych rzeczach. ;] Dziękowałam już za dedykacje i zrobię to raz jeszcze. Yey, bardzo dziękuję. Zgodnie z obietnicą jestem na miejscu bezpieczna, ale to już wiesz od dwóch dni. ;p
      Zastanawia mnie kim jest tajemniczy mężczyzna ze snu Eve. Drake odpada, Marco też, a Castiel... hm, nie jestem pewna w sumie jaki on ma kolor włosów, więc to trochę mnie zastanawia. A może to zupełnie inna osoba, której jeszcze w opowiadaniu nie było? Zobaczymy ;] Chociaż znając życie odpowiedź okaże się być banalna, ale sama wiesz jak to jest z moją osobą. :D Dobra, odwołuję. Przeczytałam komentarz Klaudii i już widzę, że to Drake ;-; Ile ja bym dała, żeby mi się on śnił. Btw, na miejscu Eveline bym się nie wahała i macała ile wlezie. Serio, nikt by mnie nie mógł oderwać od niego. ( http://24.media.tumblr.com/tumblr_m6c3j8T2BJ1rro61jo2_500.gif / to byłabym ja! c: ). Myślisz, że byłby zadowolony? XD
      Eveline idzie na pole lawendy... Skoro już jako dziecko tam chodziła to mnie nie dziwi, że trochę ześwirowała. Wybacz mi, musiałam to napisać. XDDD Po tych naszych rozmowach o lawendzie nie mogę myśleć o niczym innym. To całe "szaleństwo" związane z wampirami można wyjaśnić lawendą. Lawenda odpowiedzią na wszystko.
      Miałam napisać coś śmiesznego o lawendzie, ale mi nie wychodzi *tsa bum* xD
      W piekle jest specjalne miejsce dla osób, które kończą rozdziały w tak okrutny sposób. Ale masz szczęście, że pamiętam dobre znajomości (Crowley, Dean, Sam...) to załatwię nam wszystkim dobre miejsca z ciekawymi widokami. Nudzić się tam nie będziemy na pewno. Już ja o to zadbam!;)
      Myslisz, ze jakbym znalazła jakieś pole z lawendą to tam spotkałabym takiego Drake? ;_; No to nie fair, że Eveline idzie się naćpać lawendą i spotyka na swojej drodze Cudne Oczy Które Zapładniają, a ja nie :< A nawet bym sobie odpuściła lawendę. Serio. Wzięłabym tylko te oczy i zamknęła się z nimi w domu i już nigdy nie wychodziła :D
      Pisz mi tu szybko nowy rozdział. Stęskniłam się za Drake'm. W ogóle stęskniłam się też za innymi, ale no Drake i te oczy co dzieci robią ;_;
      Pamiętaj, nie będzie nowego rozdziału nie ma lawendy, o! :D
      Buźki,

      Gabi. 💝💋
      (Troszkę chaotycznie, ale wiem, że mi to wybaczysz<3)

      Usuń
  2. Tu moje miejsce :P i nikt nie waży się mi go zabrać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, kochana :*
      Z góry przepraszam za wszelaką chaotyczność mojego komentarza ;)
      I się zachwycam gifem *-* Mówiłam, że uwielbiam panią Tonkin? Tak czy siak, powtórzę: Uwielbiam ją! Zresztą jak i Eveline.
      Ale to nie o uwielbieniu pani Tonkin miał być mój komentarz! xD
      No normalnie czułam się jakbym była przez cały rozdział razem z Eve! Ba! Jak bym była nią samą.
      Cholera! Marco z Eve w sypialni… Romantyzm i głupoty? Gdybym nie była pewna, że to z nim główna bohaterka była w sypialni… zgodziłabym się. Nigdy nie byłam typem romantyczki, a zakochiwanie się niemalże co chwilę nigdy nie było w moim stylu.
      Ale jak idiotka uśmiecham się do komputera i zachwycam się fragmentem „Widziała rysujące się pod ubraniem mięśnie, raz po raz napinające się w sposób, który wydał jej się imponujący.” <3
      No, ale opanowałam się już c: Jest ze mną lepiej :D
      No lawenda… kocham lawendę! I konie też! Czytając ten fragment o tych stworzeniach przed oczami miałam piękne białe rumaki galopujące sobie na wolności! Aww! *___*
      No i ta końcówka c: Ja człowiek łagodny i nic Ci nie zrobię, a i nawet końcówkę snu Eve Ci odpuszczę.
      Weny życzę, Crazy Girl.

      Usuń
  3. Ha, dziś skopiowałam rozdział! Nie przechytrzysz mnie kolejny raz, Bloggerze, ty maro nieczysta!

    Cześć, witam! :))
    Gif mi się podoba, wspominałam? Z każdym kolejnym rozdziałem Phoebe co raz bardziej pasuje mi na naszą Evelyne...
    Sen. Kolejny cudny opis na Twoją pokaźnych rozmiarów półkę na cudowności. (Nie pozwól tylko, żeby kolega Mamy Ci ją naprawiał...) Naprawdę, opisałaś to fenomenalnie, szczegółowo, zadbałaś nawet o takie duperele jak meble czy poruszająca się na wietrze firanka, którymi nikt inny pewnie by się nie zainteresował. No ale, czy ty zrobiłaś kiedyś coś nieprofesjonalnie? No też właśnie.
    Akcja nam mknie do przodu jak Eve ze swoim wybrankiem na fuksjowych jednorożcach w stronę zachodzącego słońca, z czego moje serduszko się raduje. (A wiesz co ucieszyłoby mnie jeszcze bardziej? CASTIEL. Przeliterować? Niech się w końcu pojawi, no!) Szczególnie jednak trapi mnie ten fragment snu, w którym Drake w końcu się odezwał i zapytał Eve dlaczego... No właśnie. Dlaczego co? Kiedy, jak kogo, po co? Ech, ty to wiesz jak na czytelnika wpłynąć.
    Kiedy zobaczyłam fragment o błękitnych oczach zaczęłam piszczeć jak gimbusiara na koncercie Kwiatkowskiego. (To przez Ciebie to porównanie, wstydź się ;-;) Potem jednak naszła mnie nagła żądza mordu. Dwa razy. DWA. DWIE przeklęte końcówki, za które miałam ochotę cię wybebeszyć gołymi rękami. Najpierw we śnie, potem już w rzeczywistości, na koniec rozdziału...
    GRR!
    Halo, Bella! BELLA! Wstawaj, cholero jedna. Mamy intruza! Eve zaraz znajdzie naszą plantację lawendy!
    A, nie. Sytuacja opanowana, Drake ją zatrzymał. Pamiętaj, żeby potem dorzucić mu jedną działkę gratis.
    Dziękuję za dedyk! Chociaż nie wiem z jakiej to okazji ;-; Przecież ja tu tylko sprzątam!
    Czekam na nowy rozdział, oj jasne, że czekam! Po takiej końcówce?
    Ściskam!

    Klaudia99

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam :3
    Znów sobie narobiłam zaległości :c Jak ja mogłam?! Znów mam wyrzuty sumienia, ale cóż... Może następnym razem się poprawię ^^ Aby nie przynudzać, od razu przechodzę do komentowania rozdziału.
    Na wstępie powiem, a zarazem też przypomnę, że bardzo się cieszę, że zaczęłaś Forever wcześniej niż to planowałaś. Teraz na własnej skórze przekonałam się jak to jest. I wierz mi, że chociaż nie zawsze czytam od razu i komentuję, to mimo wszystko zawsze z utęsknieniem wyczekuję następnego rozdziału.
    Uwielbiam sny Eveline. Nie są zwykłymi snami, to jest pewne - chociaż poprzedni "sen", wcale nim nie był. Wiem jednak, że ten sen nie jest bez znaczenia. Inaczej nie zajmowałby pół rozdziału, bo już troszkę zdążyłam Cię poznać i styl w jakim piszesz - oczywiście go uwielbiam, ale to wiesz >.< Chociaż w tym przypadku również może się okazać, że to nie jest sen tak do końca. Z Tobą to nic nie wiadomo :P Na początku stawiałam, że widzi Drek'a. W końcu b ł ę k i t n e oczy. Ale przecież jego by rozpoznała. Więc pozostaje jedyna opcja, co nie?
    Może i by zapamiętała przystojnego i drapieżnego mężczyznę, gdyby go widziała będąc w pełni świadomą tego, co się dzieje wokół, a nie niczym na dobrym haju :D Masz dobre przeczucia, dziecino. Trzymaj się ich. A nie boisz się go, bo już Ci kiedyś uratował tyłek przed swoim braciszkiem. Kiedy dojdzie do kolejnego spotkania? Ale takiego, które będzie NAPRAWDĘ i będzie je PAMIĘTAŁA? *Mogę prosić jakiś spojler?*
    Nadal mam mnóstwo pytań co do tej historii, ale uzbiorę się w cierpliwość i zaczekam, aż wszystko się zacznie wyjaśniać. Cierpliwi zostają wynagrodzeni, prawda? :3
    Ja też wiem, kogo ona zabaczy :D I co do Twojego "Mam nadzieję, że się spodoba" - bardzo mi się podoba! Jak mogłabyś wątpić?

    To lecę do następnego rozdziału!
    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten gif jest genialny *-*
    Podobają mi się sny Eve. Podejrzewam, że nie bez powodu jej się śnią. Musi w nich być coś, co może nawiąże do dalszych wydarzeń. No chyba, że się mylę xD
    Drake! Niebieskie oczy go zdradziły! Jeśli to nie on, w co wątpię, to nie wiem kto to może być xD
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, tematyka snów <3 :)
    Im dłużej Eve zapewnia, że to tylko zwykły sen, tym bardziej w to wątpię. Kurde, dziewczyno, jak Ty to robisz, że udaje Ci się opisać nawet pokój pogrążony w ciemności? Ten ruch firanki, dochodzenie do wniosku, że to sypialnia... zarąbisty opis. Pisałam już wcześniej, że jak czasem walniesz jakimś świetnym szczegółem, to zaraz mnie przenosisz w wyobraźni w tamto miejsce, nie? I kiedy już tak stoję w tej ciemności, okazuje się, że nie jestem tam sama! Brr!
    Wait, ale Eve się nie boi. A wiemy, że dziewczyna jest obdarzona niezłą intuicją. Ciekawe, co będzie łączyć tę dwójkę w przyszłości?
    Hej, czy to jest Drake, na którego wpadła wcześniej w księgarni?
    Bardzo podoba mi się tempo powieści. Każdy rozdział intryguje, ale dajesz nam też poznać dokładnie bohaterów i zżyć się z nimi. Szukanie miejsca na wpół zapamiętanego z dzieciństwa — mi samej od razu przypominają się takie, których nawet nie potrafiłabym znaleźć. Słodko-gorzka, tajemnicza tęsknota. Hihi, nie zabiję za końcówkę, bo mogę zaraz przeczytać następny rozdział :D Muszę korzystać z wakacji ;) nie najdłuższych właściwie, jestem już po dwóch latach innych studiów — ale nadal trwających trzy miesiące (i pół!) <3
    Dzięki za propozycję pomocy na blogspocie <3 Może się przydać, nie jestem za dobra w te klocki. Udało mi się zarezerwować kill-all-your-friends.blogspot.pl (jakim cudem nie zauważyłam tego adresu przed wpakowaniem się na blooga?!?!).

    Do przeczytania wkrótce :)

    OdpowiedzUsuń