niedziela, 4 grudnia 2016

☾ Rozdział XXXII

EVELINE
Nerwowo rozejrzała się dookoła. Kątem oka zauważyła, że Marco wzdycha i wznosi oczy ku górze w niemej prośbie o cierpliwość. Nie wydawał się zmartwiony, a przynajmniej nie bardziej niż do tej pory, co dało dziewczynie do zrozumienia, że przynajmniej tymczasowo wszystko było w porządku, ale wcale nie poczuła się dzięki temu lepiej.
Wciąż pełna wątpliwości, z wolna przeniosła wzrok na nowoprzybyłego mężczyznę. Pierwszym, co rzuciło się Eveline w oczy, było to, że najpewniej miała przed sobą kolejną istotę… tego szczególnego rodzaju. Pomyślała, że to przerażające, że coraz łatwiej przychodziło jej rozpoznawanie wampirów, ale raczej trudno było pomylić z człowiekiem kogoś o tak wyrazistej, zapadającej w pamięć urodzie. Zwłaszcza teraz, kiedy zdawała sobie sprawę z tego, że po Ziemi chodzą istoty różne niż ona sama – doskonali, pociągający pod każdym względem drapieżcy – z łatwością była w stanie doszukać się tych cech, które ich wyróżniały. Po spotkaniu Drake’a czy chociażby Marco już nie miała problemów z tym, żeby powiedzieć, że każdy z nich miał w sobie coś wyjątkowego – rodzaj aury, która skutecznie wzbudzała niepokój.
Kimkolwiek był stojący przed nią, wyraźnie poirytowany mężczyzna, bez wątpienia potrafił to samo. Jedyną różnicę stanowiło to, że przynajmniej on jeden nie miał pary lśniących, niebieskich oczu, ale nie potrafiła stwierdzić czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, o wiele bardziej przejmując się tym, że wzburzony przybysz wyglądał na chętnego, żeby rzucić się komuś do gardła. Ponadto był wysoki i szczupły, chociaż zdążyła przekonać się, że w przypadku nieśmiertelnych wygląd i budowa ciała nie przeszkadzały w rozwinięciu nienaturalnej wręcz prędkości czy siły. Tak czy inaczej, nie miała wątpliwości co do tego, że również on byłby w stanie jedynym ciosem wybić dziurę w ścianie, gdyby zaszła taka potrzeba, chociaż zdecydowanie nie zamierzała prosić o demonstrację.
– To jest Liam – usłyszała niemalże pogodny głos Lany. – Swoją drogą, jak zwykle w znakomitym nastroju.
Bezwiednie przesunęła się bliżej Marco, mając wątpliwości co do tego, czy obcy jej wampir zamierzał ze spokojem słuchać jakichkolwiek złośliwości. Szybko przekonała się, że próba jakiegokolwiek ruchu była błędem, tym bardziej, że oczy Liama – lśniące, ciemne i wyjątkowo bystre – jak na zawołanie spoczęły na niej.
– Nawet mnie nie denerwuj – rzucił gniewnym tonem, najpewniej zwracając się do Lany, chociaż nie mogła mieć pewności, bo nie zaszczycił kobiety nawet krótkim spojrzeniem. Eve zesztywniała, kiedy podszedł bliżej, ostatecznie koncentrując się na Marco. – W porządku, ujmę to trochę inaczej… Bądź taki dobry i uświadom mnie, co właśnie wyprawiasz, bo chyba czegoś nie rozumiem – odezwał się ponownie, dla odmiany nie szczędząc sobie sarkazmu.
– Chronię Eveline, czyli to, co zawsze – oznajmił ze spokojem Marco. W jego ustach to rzeczywiście brzmiało jak najoczywistsza rzecz na świecie. – Mam wrażenie, że teraz w końcu będzie na tyle uprzejma, żeby ze mną porozmawiać, więc byłbym wdzięczny, gdybyś nie zrobił jej krzywdy – dodał, a ona przez krótką chwilę miała wielką ochotę porządnie nim potrząsnąć. To miało ją pocieszyć?
Liam spoważniał, po czym raz jeszcze zmierzył ją wzrokiem. Musiała przyznać, że zaczynała czuć się z jego powodu coraz bardziej nieswojo i to nie tylko dlatego, że w pewnym momencie zauważyła parę ostrych, wydłużonych kłów.
To jest ona? – zapytał w końcu, co najmniej irytując ją tonem, którym wypowiedział to pytanie.
– Hm… niespodzianka? – wyrwało jej się, zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co i dlaczego mówi.
Dotychczas obserwująca ich z zaciekawieniem Lana uśmiechnęła się w nieco drapieżny sposób, wyraźnie rozbawiona. W tamtej chwili Eveline ostatecznie doszła do wniosku, że wszyscy wokół aż nazbyt dobrze zdawali sobie sprawę z tego, kim była, o ile nie wiedzieli więcej od niej. Zaczęła żałować, że nie przymusiła Marco do choćby cząstkowych wyjaśnień, zanim pozwoliła zabrać się do tego miejsca, chociaż prawie natychmiast na powrót naszły ją wątpliwości. Cokolwiek się tutaj działo, nie było normalne. Jeśli miała być ze sobą szczera, wciąż pragnęła od tego wszystkiego uciec, z tą tylko różnicą, że teraz aż nazbyt wyraźnie widziała, że nie może – i to nie tylko dlatego, że jej wybawca już drugi raz nie pozwoliłby odprawić się z kwitkiem. Z jakiegoś powodu wszyscy wokół wydawali się na nią polować, chociaż nie miała pojęcia dlaczego, a to… Cóż, zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
Czegokolwiek tak naprawdę by nie chciała, musiała poznać prawdę. Jeśli chciała żyć, inne rozwiązanie najzwyczajniej w świecie nie wchodziło w grę.
– Nieważne. To może być nawet sama królowa Elżbieta, ale to dalej nie tłumaczy tego, dlaczego przyprowadziłeś ją tutaj – doszedł ją głos Liama i to wystarczyło, żeby skutecznie sprowadzić Eveline na ziemię. Skupienie przychodziło jej z trudem, choć i tak czuła się o wiele bardziej świadoma niż do tej pory. – Marco, do cholery… To jest człowiek. Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale to marne połączenie, zwłaszcza kiedy ona krwawi – dodał, wymownie spoglądając to na Eve, to znów rozglądając się dookoła.
– Cóż… W kwestii krwi liczyłem na ciebie – stwierdził ze spokojem Marco. Eveline drgnęła, kiedy obie dłonie wampira wylądowały na jej ramionach. Miała wrażenie, że pozwalał sobie na coraz więcej, a może to po prostu ona sprawiała wrażenie kogoś, kto w każdej chwili może zemdleć z wrażenia. – Poza tym darujmy sobie oczywistości, jasne? Nie przyprowadziłbym jej, gdyby sytuacja tego nie wymagała… Prawda jest taka, że Eveline musi tutaj zostać.
W tamtej chwili zarówno ona, jak i Liam spojrzeli na niego tak, jakby widzieli go po raz pierwszy. Jasne, w drodze Marco dał jej do zrozumienia, że to bezpieczne miejsce – być może jedyne, jakie w tej chwili mogli znaleźć w Haven – ale czym innym było rozważać tymczasowe rozwiązanie, a czym innym usłyszeć, że w grę mógł wchodzić znacznie dłuższy okres. Jeśli wyobrażał sobie, że zamierzała jak gdyby nigdy nic przebywać pod jednym dachem z wampirami, na dodatek zamknięta w tym domu, chyba naprawdę upadł na głowę.
– O czym ty właściwie…? – zaczęła, jednak mężczyzna nie pozwolił jej sformułować pytania do końca.
– Aurora próbowała ją zabić – oznajmił z naciskiem i zrozumiała, że tak naprawdę zwracał się do Liama. – Wcześniej Drake, a teraz ona… To dłuższa historia – dodał, rzucając swojemu rozmówcy wymowne spojrzenie. – Tak czy inaczej, dom Eveline przestał być bezpieczny. Jeśli masz jakiś inny pomysł, jestem otwarty na propozycje, ale – na trudny żywot matki wampirów – nie każ mi się nad tym zastanawiać akurat tej nocy.
Wystarczył jeden rzut oka na twarz Liama, żeby zorientować się, że słowa Marco dały mu do myślenia. Eve zawahała się, coraz bardziej spięta i poirytowana zwłaszcza tym, że wszyscy wokół niej zachowywali się tak, jakby jej nie było. Drażniło ją to, że rozmawiali, najpewniej właśnie planując, co takiego z nią zrobić, chociaż stała obok, mając równie wiele do powiedzenia na temat swojego losu. Ba! W gruncie rzeczy to od niej zależało, co takiego mogła powiedzieć na ten temat – o tym, co wiązało się ze sposobem, w jaki zamierzała spędzić następne dni. Faktem pozostawało, że tak naprawdę nie miała pojęcia z czym się mierzy i dlaczego wszyscy wokół uparli się, żeby ją skrzywdzić, ale mimo wszystko…
Bezwiednie mocniej zacisnęła dłonie wokół szklanki, którą w ramach nietypowego powitania dała jej Lana. Melisa?, pomyślała i dopiero wtedy uprzytomniła sobie, jak bardzo ironiczne wydawało się przez wzgląd na to, co czuła. Jeśli miała być ze sobą szczera, wątpiła w to, że akurat zioła pomogą jej się uspokoić – nie taka mała dawka, zwłaszcza jeśli nadal zamierzali traktować ją w ten sposób.
– Aurora. – Liam rzucił Marco co najmniej zaskoczone spojrzenie. – Aurora wróciła do miasta?
– O ile nie ma siostry bliźniaczki, na to by wychodziło – stwierdził z powagą mężczyzna. – Wszyscy wiemy, że to niedobrze… I to nie tylko dlatego, że nie do końca spodobało jej się to, że Eveline rozbiła jej wazon na głowie – dodał, a Lana wybuchła melodyjnym, serdecznym śmiechem.
– Podoba mi się! – stwierdziła z błyskiem w oczach. – Hej, serio. Może po prostu dajmy jej jakiś kołek i będzie po problemie – rzuciła zaczepnym tonem, a Eve w oszołomieniu uprzytomniła sobie, że kobieta mówiła jak najbardziej poważnie.
Nie po raz pierwszy tego wieczora poczuła, że zaczyna robić jej się słabo. Jakby mało było tego, że właśnie musiała uciekać z własnego domu, bo kobieta, którą przez tyle czasu uważała za przyjaciółkę okazała się oszustką, na dodatek śmiertelnie niebezpieczną i jakby nie z tego świata… to teraz jeszcze czuła się jak jakaś pieprzona gwiazda, chociaż nie miała pojęcia czym tak naprawdę sobie na to zasłużyła! To zdecydowanie nie było normalne – słuchanie o wampirach, teleportacja, walki, zabijanie i omawianie tego, czy przypadkiem nie powinna zacząć bawić się w jakiegoś cholernego Van Helsinga czy innego znanego łowcę.
Czy Haven od zawsze takie było? Dzikie i przesiąknięte czymś, co po prostu pozostawało… złe, o ile to słowo w choć niewielkim stopniu oddawało to, co z tym miejscem było nie tak? Już na początku jej pobytu w mieście Danielle zasugerowała, że powinna być ostrożna. Sądząc po treści ich ostatniej rozmowy, aż nazbyt dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co tutaj się działo…
Tak jak mama. W tamtej chwili słowa, których Beatrice użyła w liście, nabrały dla Eveline nowego znaczenia.
Na krótką chwilę zacisnęła powieki, marząc o tym, żeby chociaż na chwilę odciąć się od tego wszystkiego, co działo się wokół niej. Chciała zapomnieć zarówno o Marco, jak i o miejscu, w którym się znalazła, oszołomiona nadmiarem bodźców, myśli i stopniowo przybierającym na sile bólem głowy. Palcami przeczesała włosy, raz jeszcze muskając tył głowy i mimowolnie krzywiąc się, kiedy pod palcami wyczuła wilgoć. Wciąż krwawiła, chociaż nie tak intensywnie, to zresztą mogłoby być jej obojętne, gdyby nie dość istotna kwestia – a więc chociażby to, że znalazła się pod jednym dachem z… cóż, wampirami.
Omal nie wyszła z siebie, kiedy bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wokół jej nadgarstka zacisnęły się chłodne palce. Wzdrygnęła się, po czym poderwała głowę, spoglądając wprost w ciemne oczy wpatrzonego w nią Liama. Serce Eve omal nie wyrwało się z piersi, kiedy przekonała się, że mężczyzna stanowczo trzymał ją za ramię, by w następnej sekundzie bezceremonialnie przyciągnąć do siebie. Jego wzrok na krótką chwilę spoczął na zakrwawionych palcach dziewczyny, on sam z kolei wydawał się zastanawiać nad czymś, czego ona mogła co najwyżej się domyślać. To, że Marco nie zareagował, teoretycznie mogło być potwierdzeniem, że sytuacja pozostawała pod kontrolą, ale mimo wszystko…
Liam obrzucił ją wymownym spojrzeniem, którego w żaden sposób nie potrafiła zinterpretować. Nie była w stanie również stwierdzić, w jakim nastroju tak naprawdę był, chociaż nie miała pewności, czy taki stan rzeczy miał związek z coraz bardziej dającym jej się we znaki zmęczeniem, czy może to było w przypadku tego mężczyzny czymś normalnym. Bała się go, chociaż nie zamierzała tego przyznać, podświadomie czując, że w ten sposób najpewniej by się pogrążyła. Skoro miała przed sobą drapieżcę, bardzo szybko mogła skończyć jako zwierzyna, a na to zdecydowanie nie mogła pozwolić.
– Nie ruszaj się – usłyszała i na dłuższą chwilę zesztywniała, kiedy chłodne dłonie wampira nagle wylądowały na jej policzkach.
Ujął ją pod brodę, zachęcając do spojrzenia sobie w oczy, chociaż zdecydowanie nie miała na to ochoty. Wciąż czuła się dziwnie pod jego spojrzeniem, tym bardziej, że zdążyła się przekonać, co takiego w ten sposób potrafiły zdziałać wampiry. Nie miała ochoty na to, żeby ktokolwiek mieszał jej w głowie, ale z drugiej strony…
Cokolwiek by się nie działo, coś w spojrzeniu Liama sprawiło, że mimowolnie się rozluźniła. Ręce lekko jej zadrżały, a trzymana dotychczas szklanka wyślizgnęła się, by z brzdękiem upaść na podłogę. Chciała opuścić wzrok, żeby sprawdzić, jak wielkiego bałaganu narobiła, ale powstrzymało ją niecierpliwe westchnienie stojącego przed nią mężczyzny. Posłusznie znieruchomiała, pozwalając na to, żeby jej się przyjrzał, po chwili wsuwając palce we włosy, by móc dotknąć tyłu jej głowy – a więc miejsca krwawienia, jak nagle sobie uświadomiła. Jeśli do tego wszystkiego uzdrawiacie dotykiem, to przysięgam, że…, pomyślała w oszołomieniu, nim jednak zdążyła dokończyć myśl, Liam odsunął się, prostując niczym struna i na powrót chwytając ją za nadgarstek.
– W porządku, chodź – rzucił pozornie obojętnym tonem, ale i tak wyczuła, że był podenerwowany. Spojrzał na Marco, ostatecznie zwracając się bezpośrednio do niego: – Przysięgam, że jak Aurora albo Drake namierzą ją tutaj, nie kiwnę palcem, tylko z miejsca dam was wszystkich pozabijać.
– Zawsze tak mówisz – przypomniała mu usłużnie Lana.
Przez krótką chwilę sprawiał wrażenie chętnego na nią naskoczyć, ale ostatecznie się powstrzymał. W zamian nieoczekiwanie uśmiechnął się w niemalże czarujący sposób, wymownie zerkając na to, co zostało z nie tak dawno pełnej szklanki.
– Bądź dobrą gospodynią i to posprzątaj – zasugerował. Wampirzyca wydęła usta, momentalnie tracąc humor. – Skoro ja muszę zajmować się gościem, ty też możesz się trochę wykazać – stwierdził, tym samym najwyraźniej dochodząc do wniosku, że dyskusja ostatecznie dobiegła końca.
Wraz z tymi słowami bardziej stanowczo chwycił Eveline za rękę i – nie sprawdzając nawet, czy dziewczyna będzie w stanie dotrzymać mu kroku – bezceremonialnie pociągnął ją za sobą.
Liam milczał, ale nie miała pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Sama nie była pewna, co takiego powstrzymało ją przed wyrwaniem się z jego uścisku i natychmiastowej ucieczki, ale zdecydowała się nad tym nie zastanawiać. W pewnym sensie czuła, że nie zamierzał jej skrzywdzić, przynajmniej na razie; i choć zdążyła się przekonać, że zdawanie się w tym przypadku na instynkt bywa zwodnicze, to zakładała, że Marco nie uratował jej tylko i wyłącznie po to, żeby przy pierwszej okazji została obiadem któregokolwiek z jego… przyjaciół? Sądząc po relacjach, to słowo niekoniecznie w tym przypadku musiało być właściwe.
Nerwowo rozglądała się dookoła, starając się utrzymać tempo, które narzucił jej mężczyzna. Nie sądziła, by Liam należał do osób, które przejmowały się samopoczuciem innych, a już zwłaszcza człowieka, bo odniosła wrażenie, że właśnie z tego powodu nie pałał do niej sympatią. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby, że go drażniła – tym, że tutaj była, że krwawiła i że w ogóle musiał się nią zająć, jakkolwiek powinna to rozumieć. Nie miała pojęcia gdzie i dlaczego ją prowadził, ale choć to jedno pytanie niezmiennie cisnęło jej się na usta, ostatecznie nie zdecydowała się go zadać.
Korytarz był długi i ciemny, chociaż Liamowi poruszanie się w takich warunkach nie sprawiało najmniejszych nawet problemów. Szedł szybko, ciągnąc ją za sobą i poruszając się w sposób, o którym ona mogła co najwyżej pomarzyć. Próbowała zapamiętać którędy ją prowadził, ale to okazało się niemożliwe, tym bardziej, że więcej energii wkładała w to, żeby w ogóle utrzymać się na nogach. Nie chciała narzekać, tym bardziej, że Marco został z Laną w przedsionku, przez co nie mogła liczyć na jego ewentualną pomoc, co zdecydowanie nie napawało jej entuzjazmem. Cudownie mnie chronisz, nie ma co! Jeśli on mnie zje, przysięgam, że będę nawiedzać cię zza grobu!, pomyślała w oszołomieniu, po cichu licząc na to, że Salvador nawet teraz był w stanie przeniknąć jej myśli. Skoro robił to przy każdej możliwej okazji, może przynajmniej pod tym względem miało dopisać jej szczęście.
Liam zwolnił, co przyjęła z ulgą, przynajmniej do momentu, w którym odkryła, że przyczynę tego stanowiły schody – wąskie, strome i prowadzące ni mniej, ni więcej, ale w dół. Zesztywniała, w równym stopniu zaniepokojona tym, że jak nic miała zabić się przy schodzeniu, jak i tym, że mężczyzna najpewniej prowadził ją do podziemi. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, tym samym niwecząc plany nieokazywania strachu – Liam musiałby być ślepy i głuchy, żeby nie zorientować się, że tak naprawdę czuła się przerażona.
Cokolwiek myślał sobie jej towarzysz, najwyraźniej postanowił zachować to dla siebie, chociaż nie była pewna czy to dobrze. Rzucił jej krótkie, bliżej nieokreślone spojrzenie, zanim na powrót ruszył przed siebie, tym bardziej dużo wolniej, choć to dla Eveline okazało się marnym pocieszeniem. Starała się przestać panikować i zastanawiać nad sytuacją, w której się znalazła, ale to okazało się trudne, zresztą tak jak i próba zapanowania nad dreszczami. To jedno mogła przynajmniej usprawiedliwić dającym jej się coraz bardziej we znaki chłodem, bijącym zwłaszcza od ścian i podziemi, ale mimo wszystko…
Potknęła się nagle, momentalnie tracąc równowagę. Wyrwał jej się cichy okrzyk, nim jednak zdążyła zastanowić się nad tym, ile metrów i kamiennych stopni dzieliło ją od ziemi, Liam błyskawicznie przemieścił się z miejsca na miejsce, chwytając ją wpół i zdecydowanym ruchem stawiając do pionu. Otworzyła usta, przez krótką chwilę mając ochotę coś powiedzieć, nim jednak zdecydowała czy to dobry pomysł, wampir bez jakiegokolwiek ostrzeżenia uniósł ją, by bez zbędnych problemów móc znieść po schodach. Nie odważyła się zaprotestować, zażenowana i spięta, a przy tym coraz bardziej świadoma odczuwanej przez niego irytacji.
– Uważaj – rzucił zniecierpliwionym tonem. Mimo wszystko kamień spadł jej z serca, kiedy z powrotem postawił ją na posadzce, pozwalając iść o własnych siłach. Zachwiała się nieznacznie, korzystając z tego, że wciąż ją podtrzymywał, chociaż w jego ramionach nie czuła się ani odrobinę pewniej. – Tak łatwo zapominam o tym, jak bardzo ludzie są nieporadni… I krusi – dodał, obrzucając ją badawczym spojrzeniem.
– Przepraszam – rzuciła spiętym tonem, jednak znajdując w sobie dość odwagi, by spróbować spojrzeć mu w oczy.
Z zaskoczeniem przekonała się, że nie wyglądał na szczególnie podenerwowanego. To wyglądało raczej jak rozdrażnienie, jakby właśnie zmuszał się do robienia czegoś na co nie miał ochoty, ale nic ponadto. Kiedy na dodatek w odpowiedzi na jej przeprosiny coś w jego spojrzeniu złagodniało, poczuła się jeszcze bardziej zdezorientowana,  zwłaszcza, że sama już nie wiedziała, czego powinna się po nim spodziewać. Był dla niej zagadką, której zwłaszcza przy zmęczeniu nie potrafiła zrozumieć. Wszyscy tacy byli – w szczególności Marco – ale w Liamie do tej wszystkiego było coś… wyjątkowego i drapieżnego zarazem, choć nie była pewna, czy takie stwierdzenie w ogóle miało sens.
– To chyba ja powinienem poprosić o wybaczenie… Jak wspomniałem, szybko zapominam o ludzkich słabostkach – stwierdził ze spokojem mężczyzna. Zamrugała nieco nieprzytomnie, zaskoczona jego słowami. – Ciebie na dodatek nie powinno tutaj być, ale to akurat sprawa do Marco… A teraz chodź. Może i mam do dyspozycji wieczność, ale nie zamierzam marnować czasu w tym miejscu – uciął, a jego głos na powrót zabrzmiał co najmniej szorstko.
– Dokąd właściwie idziemy? – zaryzykowała, korzystając z tego, że już zaczęli rozmowę i jak do tej pory nie została z tego powodu zjedzona.
– Sama zobaczysz – odpowiedział, a w niej aż się zagotowało, bo chyba nie istniała bardziej irytująca odpowiedź. Świetnie, więc teraz dla odmiany nikt nie zamierzał jej niczego powiedzieć? – Swoją drogą, wspominał ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie podobna do Beatrice? – dodał i tych kilka słów wystarczyło, żeby po raz kolejny wytrącić ją z równowagi. Miała przez to rozumieć, że… znał jej mamę?
– Co…? – zaczęła, ale nie miała okazji, żeby dokończyć.
Liam nagle zatrzymał się przed ledwo widocznymi w ciemnościach drzwiami. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, gdzie i dlaczego dotarli, wampir bez większego wysiłku otworzył je, po czym zachęcającym gestem zaprosił ją do środka.
Wracam z kolejnym rozdziałem, tym bardziej, że w ostatnim czasie pisze mi się aż nazbyt lekko. Długo czekałam, żeby na stałe wprowadzić wątek nadnaturalny i tych bohaterów, ale sądzę, że było warto – i że tymczasowy poziom „Forever you said” jest co najmniej zadowalający. Wiele zmieniło się od czasu, kiedy w ogóle zaczęłam planować ten cykl, a fabuła wciąż ulega zmianom, ale na tę chwile jestem bardzo zadowolona.
Liam to kolejna postać do której mam słabość, ale to powinno wyjaśnić się z czasem. Tym, którzy śledzą inną moją twórczość, a konkretnie „Zagubionych w czasie”, mogę zdradzić, że on i Lana są jak bardziej zrównoważona, społeczna wersja Rufusa i moja jakże czarująca Isabeau – tak więc mieszanka wybuchowa, że tak się wyrażę.
Dziękuję za opinie i obecność, bo to bardzo wiele dla mnie znaczy. Kolejny rozdział niebawem, a przynajmniej mam taką nadzieję!

4 komentarze:

  1. O w mordę. *0* Czyżby gwiazdka przyszła jednak wcześniej niż to było zamierzone?:D Wpadam wieczorem z komentarzem, a tu chwile później pojawia się rozdział. Meeega i to jeszcze z takim gifem. *0* Tak, masz mnie. Moje ukochane dwa aniołki. *0* I myśleć, że muszę czekać do marca na czwarty sezon. Ocipeli no ;_; Gapie się i Gapie i próbuje czytać i nic z tego nie wychodzi. Aghhhh, Justyna co ty z człowiekiem roboisz! Ja tu spać powinnam, a tymczasem wpatruje się w Hayley i Elijah i mordka mi się cieszy. I powolutku czytam, żeby nie było, że ja tu tylko dla gifów jestem. Chociaż można by powiedzieć, że w większości tak. Naprawdę gify zawsze masz genialne, idealne do tego co się dzieje w rozdziale. Powiedz mi, jak ty to robisz, co? ;)
    Przeczytałam i nie wracałam się na górę, żeby popatrzeć na gif. Znalazłam dwa błędy w rozdziale, ale to tylko po prostu wpadki przy pisowni, czyli źle ułożone słowo, które jest w złej formie. Pierwsze Ci wyślę jeszcze dziś na GG, a drugie jeśli znajdę to tez. Ale wracając do rozdziału...
    Jednak to nie był Castiel. Po cichu tak naprawdę liczyłam, że to będzie brat Marco. Powiem wprost - Liam ma już mona sympatię. Naprawdę facet mnie oczarował, taki chyba był zamiar, a ja jestem jego fanka nr 1. I drogie panie, proszę się nie bić, byłam pierwsza! Można by powiedzieć, że ustawiłam się pierwsza w kolejce jak ludzie przed Lidlem, kiedy sprzedają torebki. C: Po Twoim dodatkowym opisie, że Liam i Lana są jak delikatniejsza wersja Rufusa zaczynam się bać. Właśnie, najpierw przeczytałam notkę końcowa, a potem zaczęłam czytać rozdział i po końcówce się zastanawiam czy Liam przypadkiem tez nie ma swojego laboratorium. Ale może jednak nie, chociaż ty sama jedna doskonale wiesz jak jest naprawdę. A my się przekonamy w przyszłym tygodniu (lub za dwa) do jakiego tajemniczego miejsca zaprowadził ja Liam. ;3 Po pytaniu wampira wnioskuję, że znał jej rodziców. Cóż, raczej wszyscy ich tutaj znali, a co za tym idzie wampirki tez. Niczego jednak nie chce mówić na pewno, bo wiadomo, że może być różnie. Ewentualnie jest jeszcze opcja, że nieśmiertelni obserwowali ta rodzinę. Mam nadzieje, ze się dobrze bawisz czytając moje teorie, które są pewnie dalekie od prawdy xD
    Chyba się znowu powtórzę, bo powiem, że rozdział był przyjemny w czytaniu. I ja z chęcią bym teraz przeczytała juz batony rozdział, ale ze smutkiem stwierdzam, że będę musiała sobie poczekać trochę. To już tak nie będzie, ze ja za kilka godzin wejdę znowu na bloga, a tu kolejny rozdział. :< Trzeba czekać, ale cierpliwość nigdy nie była moja mocna strona, wiec sobie pewnie ponarzekam, a ty jeszcze do środy masz szczęście, że nie mogę za bardzo pisać, bo byłabyś moja ofiarą! :p
    No i musze podziękować, rozdział przeczytałam na dobranoc (specjalnie odłożyłam Kinga dla Ciebie :3) i mogę z uśmiechem się położyć spać. A akurat może przyśni mi się Drake! :D I Liam. Tego drugiego tez chce. Chociaż niewiele jeszcze o nim wiem to chce. xD
    Ściskam mocno,

    Gabi.^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby nie było, nie zwracałam uwagi wcześniej na gif w tym rozdziale! I tak myślałam, że imię to Liam, ale nie chciałam gafy strzelić. Czy mi się wydaje czy on pojawił się po raz pierwszy, ewentualnie drugi? Było już tyle rozdziałów, jeszcze czytam inne Twoje blogi więc może człowiek co nieco zapomnieć :D
    No i kolejny rozdział, w którym niewiele się dzieje. Bo Eveline trafia pod skrzydła Liama i to w sumie tyle. Nie zdradziłaś co on chce z nią zrobić, więc trzeba czekać do dwóch trójek żeby się dowiedzieć. Podejrzewam jednak, że nie zamierza jej zjeść, tak jak sama Eveline twierdziła w myślach. Ale co chce...? Nie wiadomo. No jedyne tak naprawdę co się wydarzyło, to właśnie pojawienie się Liama, bo jak wspominałam to nie wiem czy on już był wcześniej, a jak był to nie pamiętam.
    Sama nie wiem co mam o wampirze sądzić, bo za krótko go znam więc na razie się powstrzymam od oceny. Ale skoro masz do niego słabość, to pewnie będę go lubić. Najpierw jest taki... obojętny i w ogóle, a potem przeprasza Eve i więcej w nim... nie powiem, że ciepła xD W tej chwili brakuje mi t e g o słowa.
    Zastanawia mnie bardzo końcówka. To, jak Liam wspomina o matce Eve. Skąd ją znał? Nie abym była zdziwiona, bo tu mogę się spodziewać tak naprawdę wszystkiego. No i ciekawi mnie dokąd ją zabrał. Ale wszystko w dwóch trójkach, więc sprzyjającej weny <3

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cooooo? Nowa postać? A gdzie Castiel? :C

    Z porządnym komentarzem wpadnę dopiero jutro, na pewno. Ale nie mogłam się powstrzymać przed sprawdzeniem :’) No cóż, to już uzależnienie.

    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! :D
      Jutro przyszło prawie dwa tygodnie później, ale nie ma tego złego, prawda?
      Rozdział był naprawdę przyjemny. Lekki, że się tak wyrażę, mimo wprowadzenia na stałe nadnaturalnego wątku. Udowodniłaś, że wampiry też mają uczucia, mogą się śmiać i dogryzać sobie niczym stare małżeństwo. W porównaniu z krwiożerczymi bestiami, które prezentowałaś nam dotychczas, to była miła odmiana.
      Nie pamiętam, czy już wspominałam, ale Lana jest cudowna. Żywiołowa, bystra, nie trzyma języka za zębami. Na pewno dogada się z Eve, która też potrafi pokazać pazurki.
      Liam... Sama nie wiem, co o nim sądzić. Wydaje się być miłym, nieco zwariowanym naukowcem/lekarzem, ale u Ciebie należy się spodziewać niespodziewanego. W końcu psycholog Eve, jej przyjaciółka, z dnia na dzień okazał się być jej największym wrogiem...
      W porównaniu z ostatnimi rewelacjami, ten rozdział był dość, hm, spokojny. Jednak potrzeba historii i takich, tym bardziej, że wprowadziłaś nową, najpewniej znaczącą postać. Sam fakt, że Liam znał mamę Eve o czymś świadczy.
      Nadal ubolewam nad brakiem Castiela, ech.
      Lecę dalej, nie ma co się rozdrabniać. Pomalutku będę nadrabiać zaległości, bo to aż wstyd tkwić w martwym punkcie od tak dawna...

      Buziaki!

      Usuń