niedziela, 11 grudnia 2016

☾ Rozdział XXXIII

EVELINE
Poczuła strach na krótko przed tym, jak jej oczy zdążyły przywyknąć do ciemności, a Eveline zdobyła się na to, żeby zajrzeć do środka. Nie była pewna, czy chce przekraczać próg, ale Liam właściwie nie pozostawił dziewczynie wyboru, w nie do końca delikatny sposób dając do zrozumienia, żeby ruszyła się z miejsca. Przesunęła się naprzód, gdzieś na końcu języka mając uwagę na temat tego, że ma jej nie popychać, jeśli chciał żyć z nią w zgodzie. Wątpiła, by jakiekolwiek uwagi zrobiły na wampirze wrażenie, tym bardziej, że zdążyła już zaobserwować, że Liam nie należał do osób, którym zależy na jakichkolwiek dobrych relacjach – przynajmniej nie z ludźmi.
Wszelakie myśli uleciały z głowy Eveline z chwilą, w której rozejrzała się po pomieszczeniu. Sala była okazała i pogrążona w ciemnościach, to jednak nie przeszkodziło Eve w zrozumieniu, że znalazła się w co najmniej dziwnym miejscu. Być może wszystko było wyłącznie wytworem jej wyobraźni, ale mogła przysiąc, że pod ścianami ciągnęły się dziwne, bliżej nieokreślone kształty – duże, nieregularne i na swój sposób niepokojące, choć to wrażenie mogło brać się stąd, że nie potrafiła precyzyjnie określić z czym miała do czynienia. Jakby tego było mało, czuła dziwny, choć charakterystyczny zapach, którego w żaden sposób nie potrafiła sprecyzować. Bardzo sterylny, chociaż…
Wyczuła ruch za plecami, kiedy – prawie na pewno – Liam przemieścił się, żeby zapalić światło. Jęknęła, po czym osłoniła oczy, porażona jasnym, sztucznym blaskiem jarzeniówek, które wytrąciło ją z równowagi w stopniu nie mniejszym, co i wcześniejszy przymus wampira, kiedy ten tak po prostu wziął ją za rękę, nie pozostawiając innego wyboru, jak tylko to, żeby mu towarzyszyła. Zamrugała pośpiesznie, walcząc z bólem głowy i jasnością, która po długim spacerze ciemnymi korytarzami tylko i wyłącznie drażniła jej oczy. Podejrzewała, że ktoś taki jak Liam nie miał problemu z tym, żeby przywyknąć do zmiany oświetlenia w zaledwie ułamek sekundy, ale to i tak dziewczynę drażniło. Robił to specjalnie, chociażby w zemście za to, że wcześniej odważyła się o coś zapytać?
– Długo będziesz tkwiła w miejscu? – usłyszała gdzieś za plecami. Choć wciąż się go obawiała, w tamtej chwili jednocześnie poczuła niewysłowioną wręcz irytację, porażona tym, że niejako miał do niej pretensje o… hm, bycie człowiekiem.
– Gdzie my właściwie…?
Nie była w stanie dokończyć, w końcu zaczynając panować nad sobą w stopniu wystarczającym, żeby móc rozejrzeć się dookoła. W tamtej chwili niektóre rzeczy stały się dla niej jasne, przynajmniej w kwestii zapachu, ostrego światła i tego, gdzie w ogóle się znajdowała, ale zarazem poczuła się jeszcze bardziej zdezorientowana. W zasadzie odkąd tylko poznała Marco i zrozumiała, że z Haven coś jest zdecydowanie nie tak, miała wrażenie, że wraz ze znalezieniem odpowiedzi na jedne pytania, na własne życzenie ściągała na siebie kolejne.
Wypuściła powietrze ze świstem, w milczeniu wodząc wzrokiem na prawo i lewo, i marząc już tylko o tym, żeby jak najszybciej się wycofać. Marco, w co ty pogrywasz?, pomyślała w oszołomieniu, próbując uspokoić oddech i choć trochę się rozluźnić, ale szło jej to, najdelikatniej rzecz ujmując, marnie. Wiedziała, że w Liamie jest coś niepokojącego, co niezmiennie przyprawiało ją o dreszcze, chociaż usiłowała znaleźć usprawiedliwienie na dręczące ją obawy, raz po raz powtarzając sobie, że mężczyzna nie miał żadnego interesu w tym, żeby ją zabić. Co więcej, zdążyła odnieść wrażenie, że potrafił być całkiem uprzejmy, kiedy akurat tego chciał, ale mimo wszystko…
A teraz przyprowadził ją tutaj i momentalnie poczuła się jak w potrzasku.
Już wcześniej zauważyła, że sala była dość duża i pełna dziwnym kształtów – licznych, ciągnących się pod ścianami sprzętów, których w żaden sposób nie potrafiła nazwać. Jej uwagę przykuły przeszklone gablotki, które w zestawieniu z długimi, lśniącymi blatami oraz charakterystycznym, sterylnym zapachem skojarzyły jej się z gabinetem lekarskim, ale również zawartość szafek nie pozwoliła dziewczynie poczuć się pewnie. Nie, skoro zarówno w fiolkach i pojemniczkach ulokowanych w gablotkach, jak i probówkach, które dostrzegła na blatach, mogło znajdować się dosłownie wszystko.
Jasny blask jarzeniówek zaczynał ją drażnić, potęgując ból głowy, ale prawie nie zwróciła na to uwagi, o wiele bardziej przejęta tym, że Liam przyprowadził ją do miejsca, które wyglądało jak… laboratorium? Tylko to przychodziło jej do głowy, chociaż dotychczas nie miała okazji przekroczyć progu czegoś, co byłoby wyposażone lepiej niż gabinet lekarski czy chociażby pracownię chemiczną w liceum, do którego uczęszczała kilka lat wcześniej.
Wypuściła powietrze ze świstem, coraz bardziej podenerwowana. Nie miała pojęcia, gdzie powinna podziać oczy, zwłaszcza kiedy uświadomiła sobie, że Liam wciąż stał gdzieś za jej plecami, uważnie obserwując, co takiego robiła. W tamtej chwili poczuła się naprawdę nieswojo, aż nazbyt świadoma zarówno jego bliskości, jak i poczucia zagrożenia, które w niej wzbudzał. W którymś momencie przyłapała się nawet na tym, że zaczęła machinalnie szukać czegoś, co mogłoby posłużyć jako ewentualna broń, choć próba walki z kimś takim wydawała się śmieszna. Z drugiej strony, to samo mogła powiedzieć o starciu z Aurorą, co jednak nie powstrzymało jej przed zaatakowaniem kobiety wazonem, więc…
– Boisz się mnie. – Aż wzdrygnęła się, słysząc tuż za plecami spokojny głos Liama. Natychmiast odwróciła się w jego stronę, z wrażenia omal się nie wywracając, kiedy zawroty głowy przybrały na sile. – Jestem w stanie to wyczuć… Tak jak i to, że nadal krwawisz, ale to chyba żadne zaskoczenie.
– Gdzie jesteśmy? – zapytała pod wpływem impulsu. Uparcie stała w miejscu, nie zamierzając tak po prostu pokusić się o to, żeby pójść w głąb laboratorium.
– Przecież widzisz – żachnął się mężczyzna, zakładając ramiona na piersi. Wciąż tkwił w progu, jakby od niechcenia opierając się o framugę. – Hm… Zaczynam dochodzić do wniosku, że to będzie problematyczne – dodał, zwracając się bardziej do siebie niż do niej.
Spojrzała na niego zaskoczona, co najmniej zaintrygowana jego słowami.
– Co takiego?
Westchnął, po czym wyprostował się i bez pośpiechu podszedł bliżej. Choć w tamtej chwili zachowywał się niewiele inaczej niż człowiek, gdyby akurat miała do czynienia z kimś normalnym, Eveline i tak zapragnęła się cofnąć.
– Udzielenie ci pomocy – wyjaśnił, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Tego chciał Marco… Wierz mi, połączenie krwi i wampira to zwykle bardzo marny pomysł –  przypomniał, uśmiechając się w drapieżny, niepokojący sposób i… odsłaniając dwa wyostrzone kły.
W tamtej chwili serce omal nie wyrwało jej się z piersi, nagle trzepocąc się w tak rozpaczliwy sposób, jakby jakimś cudem chciało wydostać się na zewnątrz. Spróbowała nad sobą zapanować, zwłaszcza, że Liam spojrzał na nią z zaciekawieniem, najpewniej doskonale zdając sobie sprawę z tego, co działo się w jej wnętrzu, ale to okazało się trudne, tym bardziej, że wampir znalazł się tuż obok niej, tak blisko, że była w stanie wyczuć bijące od jego ciała ciepło.
Cholera, zdecydowanie poczułaby się pewniej, mając się czym bronić, ale…
– Spróbuj się trochę uspokoić, w porządku? – odezwał się ponownie Liam, a ona ledwo powstrzymała się przed prychnięciem. – Nie skrzywdzę cię, jeśli nie dasz mi po temu podstaw.
– Trochę… marne pocieszenie – przyznała z wahaniem.
O dziwo, wampir tylko się uśmiechnął.
– Nie miało być – uświadomił ją ze spokojem. – Po prostu stwierdzam fakt. Powiedziałbym, że wszystko zależy od tego, w jakim stopniu nam zaufasz, ale… – Urwał, po czym wzruszył ramionami. – Bądźmy szczerzy, zasada ograniczonego zaufania sprawdza się zawsze – przyznał, po czym obrzucił ją niemalże badawczym spojrzeniem. – W porządku? Pytam o głowę, bo nic innego na tę chwilę mnie nie interesuje.
– Jesteś lekarzem czy jak? – wypaliła pod wpływem impulsu, chcąc zyskać na czasie i choć trochę nadążyć za tokiem rozumowania Marco, a tym bardziej Liama.
– W żadnym wypadku. Po prostu się na tym znam… Trochę. – Wymownie powiódł wzrokiem dookoła. Zrozumiała aluzję, ostatecznie dochodząc do wniosku, że tak naprawdę wolała nie wiedzieć, czym się zajmował. – Kiedy żyje się długo, trudno nie nabrać doświadczenia w wielu dziedzinach… Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co dzieje się w Haven.
– A co się dzieje? – drążyła, coraz bardziej niespokojna. Niczego już nie rozumiała, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze. – Wspomniałeś o moich rodzicach i…
Wystarczyło jedno poirytowane spojrzenie Liama, żeby zamilkła. Zaraz po tym znów zesztywniała, kiedy mężczyzna zmaterializował się przy niej, równie bezceremonialnie, co i za pierwszym razem, ujmując jej twarz w obie dłonie. Eve zdecydowanie nie spodobało się to, że mógłby znaleźć się tak blisko, o konieczności spojrzenia w parę lśniących, ciemnych oczu nie wspominając.
– Cii… Nie mnie o tym z tobą rozmawiać – stwierdził niemalże oschłym tonem wampir. – Marco chce się mieszać, więc proszę bardzo. Jego męcz o wyjaśnienia.
W pierwszym odruchu miała zamiar zaprotestować, wręcz porażona tym, że Liam mógłby ją tak po prostu zbyć, ale ostatecznie się na to nie zdecydowała. Wyczuła, że lepiej jest się z nim nie kłócić, tym bardziej, że wciąż czuła się przy nim nieswojo, zwłaszcza w tym miejscu. Z drugiej strony, nie mogła zaprzeczyć, że w jakimś stopniu mu ufała, mimo wątpliwości nie próbując opierać się, kiedy zajrzał jej w oczy. Sam dotyk nieśmiertelnego okazał się zaskakująco delikatny i lekki, choć wyczuła w zachowaniu Liama wyraźną rezerwę, zupełnie jakby chciał zrobić swoje i jak najszybciej się jej pozbyć. Cóż, sama nie miałaby nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, choć zarazem czuła się coraz bardziej ciekawa, pragnąć zadac kilka kolejnych pytań. Problem polegał na tym, że wiedziała, iż najpewniej i tak nie otrzyma odpowiedzi.
Jakie są szanse na to, że on też próbuje mieszać mi w głowie?, pomyślała w oszołomieniu, próbując zrozumieć, dlaczego czuła się aż do tego stopnia rozbita. Nie nadążała ani za swoimi myślami, ani niespójnymi emocjami, których w żaden sposób nie potrafiła zinterpretować, nie wspominając o uporządkowaniu ich. Mogła co najwyżej próbować poddać się uściskowi Liama, aż nazbyt świadoma tego, że zdecydowanie miała przed sobą kogoś zdolnego do manipulowania innymi. Oni wszyscy to potrafili, choć zdecydowanie wolała o tym nie myśleć, zwłaszcza, że wciąż była pod wrażeniem nie tylko sytuacji, ale przede wszystkim zdrady Amandy, która…
– Ach, tak… Wciąż nie wierzę, że Aurora wróciła do miasta – stwierdził w zamyśleniu Liam, tym samym skutecznie wyrywając Eve z zamyślenia. Spojrzała na niego w oszołomieniu, uświadamiając sobie, że miała przed sobą kolejnego faceta, który bez cienia krępacji nawiązywał bezpośrednio do jej myśli. – Nie patrz na mnie w ten sposób, dobrze? Zacznij nad sobą panować, bo sama jesteś sobie winna. Wyczuwamy strach i wątpliwości… A w twoim umyśle panuje taki chaos, że nie jestem w stanie go ignorować – oznajmił z nieco pobłażliwym uśmiechem.
– Przepraszam bardzo, że nie na co dzień mam do czynienia z kimś, kto potrafi czytać mi w myślach! – nie wytrzymała, na moment tracąc nad sobą kontrolę.
– Czytanie w myślach to takie niewdzięczne określenie… Dość ignoranckie podejście, chociaż to też sprawa Marco, żeby uświadomić ci, co jest na rzeczy. – Liam bez jakiegokolwiek ostrzeżenia otoczył ją ramionami w pasie, by jednym wprawnym ruchem posadzić dziewczynę na jednym z wolnych blatów. W tamtej chwili tym bardziej nie miała być w stanie mu uciec, zwłaszcza kiedy nachylił się do przodu, wspierając dłonie na krawędziach stołu po obu jej bokach. – Aczkolwiek mogę dać ci radę, skoro jesteśmy przy temacie… Mianowicie taką, żebyś jak najszybciej nauczyła się bronić i wcale nie mam tutaj na myśli wywijania kołkiem – stwierdził, a ona zesztywniała. Że co proszę?! – Panowanie nad sobą to podstawa. Może to porównanie zabrzmi źle, ale wierz mi, że jest prawdziwe… Mianowicie: bywamy równie impulsywni, co i zwierzęta. Prowokuj nas, a długo nie pożyjesz. Rozumiesz, co mam na myśli?
Nie odpowiedziała, zdolna co najwyżej bezmyślnie się w niego wpatrywać. Przez chwilę wyglądał, jakby jednak czekał na odpowiedź, ale kiedy się nie odezwała, po prostu się wycofał, uciekając wzrokiem gdzieś w bok i w zamyśleniu rozglądając się po sali. Sądziła, że poczuje ulgę, kiedy odsunął się, dosłownie rozpływając w powietrzu, kiedy nagle ruszył w sobie tylko znaną stronę, ale nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie – tak długo, jak nie była w stanie nadążyć za nim, jego postępowaniem, a tym bardziej określić, czego powinna się po nim spodziewać, czuła się jeszcze bardziej spięta.
Nie odezwała się więcej nawet słowem, również wtedy, gdy mężczyzna wrócił do niej z małym, przypominającym perfumy flakonikiem. Nie po raz pierwszy dotknął jej bez wcześniejszego pytania o przyzwolenie, zanurzając palce we włosach Eveline, by móc sprawdzić miejsce krwawienia. Poczuła się jeszcze bardziej zaniepokojona, kiedy zauważyła krew na dłoniach Liama – swoją własną, co jedynie utwierdziło dziewczynę w przekonaniu, że osoka wciąż nie przestawała płynąć. W tamtej chwili wyrwał jej się cichy, nieco zdławiony jęk, co bynajmniej nie uszło uwadze zajmującego się nią wampira, bo ten jednak postanowił się odezwać:
– Rany głowy mają to do siebie, że krwawią bardziej niż trzeba – stwierdził, obrzucając ją wymownym spojrzeniem. – Czego oni was uczą w tych szkołach?
– Na pewno nie tego, jak zachowywać się, kiedy osoba, której ufasz, nagle okazuje się mieć kły – stwierdziła z nutką goryczy.
– Bo kły i zaufanie nie idą w parze? Ciekawa teoria… – Rzucił jej bliżej nieokreślone spojrzenie. – Nie ruszaj się teraz – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał. Mimowolnie zaczęła zastanawiać się nad tym, czy wydawanie poleceń w jego przypadku stanowiło naturalny sposób komunikacji.
Usłuchała go już chyba z przyzwyczajenia, tym razem woląc nie zastanawiać się nad tym, czy próbował nią manipulować. Chyba wolała nie wiedzieć, nie wspominając o tym, że nie czuła się na tyle pewna Liama, żeby sprawdzać jak daleko sięgała jego cierpliwość. Zamknęła oczy, dla pewności chwytając się brzegu stołu na którym siedziała, aż nazbyt świadoma tego, że na powrót skupił się na jej głowie. Zaraz po tym dosłownie zesztywniała, czując wilgoć i silniejszy niż do tej pory ból, co skutecznie uświadomiło dziewczynie, że mężczyzna musiał zrobić użytek z zawartości buteleczki, którą zauważyła wcześniej – może jakiegoś antyseptyku albo…
Cokolwiek to było, nie zamierzała pytać. Odczekała kilka następnych sekund, nie ufając ani swojemu ciału, ani temu, że ból mógłby tak po prostu ustąpić – nie w tak krótkim czasie, a przynajmniej Eveline wydało się to nienaturalne. W efekcie nie od razu odważyła się otworzyć oczy, a tym bardziej spojrzeć na kręcącego się przy niej Liama.
– W porządku… Nic ci nie będzie – usłyszała i to jednak zachęciło dziewczynę do tego, żeby zatrzepotała powiekami. – Tak sądzę, ale to już niekoniecznie mój problem.
– Dziękuję? – rzuciła z rezerwą, coraz bardziej oszołomiona. Miała ochotę przeczesać włosy palcami, żeby sprawdzić, co tak naprawdę mu zawdzięczała.
Na usta cisnęły się jej dziesiątki pytań, choć jeden rzut oka na twarz mężczyzny wystarczył, żeby zorientowała się, że wolałby, gdyby je sobie zaoszczędziła. Jasne, mogła spróbować wypytywać Marco, ale z drugiej strony… niby dlaczego miałaby czekać, skoro nic nie wskazywało na to, żeby wampir jednak zamierzał ją zabić?
– Jakaś ty miła… – Po tonie Liama trudno było stwierdzić czy mówił poważnie, czy może jednak ironizował. – Już w porządku, czy potrzebujesz czegoś jeszcze? Czuję, że chcesz stąd wyjść – dodał, a Eveline westchnęła.
– Dlaczego wszyscy jesteście tacy zaskoczeni tą… Aurorą? – wyrzuciła z siebie, ostrożnie dobierając słowa. Używanie tego imienia przychodziło ją z trudem, choć teoretycznie powinno być odwrotnie, zwłaszcza gdyby chciała uwierzyć, że tak naprawdę chodziło o kobietę zupełnie niezwiązaną z Amandą.
– Szlag by… – Liam urwał, ostatecznie zachowując jakiekolwiek oznaki frustracji dla siebie. – Bo jest niebezpieczna. Tyle chyba zauważyłaś.
– No tak, ale…
– Nie przerywaj mi, bo jeszcze nie skończyłem – obruszył się. – Ile ty tak naprawdę wiesz o Haven, co dziecko?
Skrzywiła się, zwłaszcza kiedy jasno dał do zrozumienia, że najpewniej nie traktował jej poważnie – nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać. Bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, nie chcąc okazywać frustracji, chociaż to okazało się zaskakująco trudne. Już i tak czuła się jak ostatnia kretynka, która przez długie lata nie zauważyła, że z osobą, która teoretycznie była jej najbliższa, nie wszystko było takie, jak powinno.
– Wiem tylko tyle, że odkąd wróciłam, wszyscy wokół próbują mnie zabić – mruknęła, z zaskoczeniem słysząc gorycz we własnym głosie. Miała prawo do żalu, poza tym na pewno sama sobie była winna, odrzucając wyjaśnienia Marco, ale mimo wszystko… – Poza tym nadal chcę wyjechać, chociaż mam wrażenie, że nikt mi na to nie pozwoli – dodała, sama niepewna tego, dlaczego w ogóle zaczynała mu się zwierzać.
– Ach… Czyli w zasadzie nic – ocenił z powagą Liam. Coś w jego tonie sprawiło, że poczuła się jeszcze głupsza. – Ani o konflikcie, ani o przepowiedni… Przypomnij mi, proszę, jakim cudem ty wciąż żyjesz, dobrze?
Gdyby nie to, że podejrzewała, iż to wybitnie zły pomysł, w tamtej chwili naprawdę by mu przyłożyła. Naprawdę musiał przypominać jej o tym, że była niczym nieporadne dziecko, mimowolnie wrzucona w sytuację, której nawet nie potrafiła opisać słowami?
– Jaki konflikt? – zniecierpliwiła się. Drugą część jego wypowiedzi przynajmniej tymczasowo wolała zostawić bez odpowiedzi.
– To też pytanie do Marco – odpowiedział bez zająknięcia Liam, kolejny raz wystawiając nerwy Eve na próbę. – Ja zrobiłem swoje.
– To znaczy co? – Jednak zdecydowała się dotknąć tyłu głowy. Czuła, że włosy ma posklejane od zakrzepniętej krwi, ale kiedy przyjrzała się swoim palcom, przekonała się, że nie dostrzega choćby śladu czerwieni. Już samo to odkrycie wystarczyło, żeby serce Eveline zabiło jeszcze szybciej, kiedy zaś do tego wszystkiego nie poczuła towarzyszącego jej do tej pory bólu… – Co zrobiłeś? Jak…?
– Przecież i tak ci nie powiem – uciął dyskusję Liam, jak gdyby nigdy nic odsuwając się od niej. Zaraz po tym odwrócił się na pięcie, bez chwili wahania odwracając do wciąż zszokowanej Eve plecami.
– Dlaczego właściwie…?
Urwała, kiedy od strony wejścia doszło ich wymowne chrząknięcie. Liam wyprostował się, po czym błyskawicznie odwrócił ku drzwiom, przez krótką chwilę sprawiając wrażenie chętnego, żeby zatrzasnąć je tuż przed nosem stojącej w progu Lany. Kobieta tylko się uśmiechnęła, najwyraźniej przyzwyczajona do takiego traktowania.
– Pewnie zaraz ci powie, że musiałby cię zabić, gdybyś poznała wszystkie jego tajemnice – powiedziała z przekonaniem, wywracając oczami. – Nudne gadanie.
– Tak jak i pytanie ciebie o to, czy kiedykolwiek nauczysz się pukać… – mruknął z rezerwą Liam, na krótką chwilę zakrywając twarz dłonią. Wampirzyca uśmiechnęła się słodko, po czym kilka raz uderzyła zwiniętą pięścią we framugę. – Ach… Nieważne! Jeśli przyszłaś ją stąd zabrać, żeby się nie zgubiła, to droga wolna. Odprowadziłbym ją, ale skoro nie muszę… – rzucił, nawet nie próbując udawać, że jest mu przykro.
– Przyszłam sprawdzić, czy jeszcze jej nie zjadłeś. Nie żeby coś, ale Marco trochę się przejął… Tak bardzo, że poszedł szukać Castiela. – Lana urwała, po czym podeszła bliżej, jak gdyby nigdy nic materializując się tuż obok Eveline. – Trzeba było wypić tę melisę. Mówiłam, że ci się przyda, a Liam ma to do siebie, że nawet świętego wyprowadziłby z równowagi… Tak tylko mówię – dodała, podchwyciwszy zdezorientowane spojrzenie Eve. – Podobno mam… wyjątkową intuicję.
– Moja wyjątkowa intuicja mówi, że tam są drzwi – rzucił zniecierpliwionym tonem Liam.
Wampirzyca jedynie wywróciła oczami – po raz kolejny.
– Jasne, jasne… – Zachęcająco spojrzała na Eveline. – Chodź, porozmawiamy sobie. Może dzisiejszego wieczoru dopisze mi szczęście i on jednak utopi się w jakiejś probówce…
Wraz z tymi słowami uśmiechnęła się olśniewająco i nawet nie czekając na reakcję dziewczyny, najzwyczajniej w świecie ruszyła w swoją stronę.
Sharon wymiennie z Broken Iris na słuchawkach – jest moc, jest rozdział. Kolejny, który pisało mi się bardzo lekko i ostatecznie rozjaśnił mi kilka pomysłów, które mam (Gabi, wiesz o czym mówię ;>). Czas pokaże, co z tego wyjdzie, ale ja jestem ze swoich planów bardzo zadowolona. Z kolei jako usprawiedliwienie końcówki mam to, że rozmowa z Laną co nieco wyjaśni, bo najwyższa pora pomówić trochę o sytuacji w Haven… Tak więc trzydziestka piątka to jakże upragnione wyjaśnienia, przynajmniej po części.
Yep, Liam ma laboratorium. Wiedziałam, że wzmianka o Rufusie to duży spojler, no ale… Kolejny rozdział niebawem, bo pisze mi się z czystą przyjemnością i nie wyobrażam sobie, że miałoby być inaczej.
Jak zwykle dziękuję wszystkim, którzy są, tym bardziej, że wciąż Was przybywa. To cudowne uczucie za które jestem wdzięczna. Tak więc do napisania!

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Cześć!^^
      Tak, wzmianka o Rufusie to duży spoiler. A przynajmniej dla tych, którzy czytają LITT i są dalej niż druga księga. Także ten, ale ktoś kto nie czytał, nie zna tego cudownego wariata nie wiedział o co chodzi! :D
      Próbuje sobie wyobrazić Daniela w roli takiego naukowca, ale mi nie idzie. Może dlatego, że jestem przyzwyczajona do tego, że widzę go jakiego eleganckiego, cholernie przystojnego wampira, który wyrywa serca i wygląda przy tym diabelnie seksownie. Jeszcze te gify, gdzie ma na sobie tej garniak... Ugh, gdzie on do laboratorium bawić się próbkami? ;> No ale nie ważne, to przecież nie garnitur chodzi. Chociaż mam nadzieję, że w nim chodzi. Wygląda w nim zabójczo.
      Samego faceta lubię. Wychodzi na dupka, ale dupków wszystkie lubią. Dopóki ten nie okaże się dupkiem dla niej. Znane ;D Hah, ale wracając - to naprawdę faceta lubię. Mimo, że jest arogancki, zbyt pewny siebie i arogancki. Wiem, brzydkie powtórzenie.
      Eveline ma przesrane jednym słowem - Ja bym oszalała, gdyby każdy w domu mógł słyszeć moje myśli. Zwłaszcza, że czasem myślę o takich rzeczach, że sama jestem przerażona. Zero prywatności. No i ma jeszcze masę pytań odnośnie tego wszystkiego, a nikt jej nie odpowiada. Może w następnych dwóch rozdziałach będzie trochę jaśniej, ale... No szczerze mówiąc to jakoś w to nie wierzę. ;D
      Jak Ci pisałam, myślałam z początku, że to whisky/bouron/szkocka (a to wszystko to chyba jedno i to samo. Nie wiem, słabo rozróżniam alkohole xD), a tu jednak dała herbatkę. Sama na miejscu Eve chciałabym coś mocniejszego, ale co poradzić - bierz co dają. :D
      Relacje Lany i Liama już lubię. Podoba mi się i... Mam zaćmienie pamięci, nie pamiętam co mi o nich mówiłaś. ._. I mi z tym źle, bo rozmowa wcale nie odbyła się tak dawno temu. ;_;
      Uciekaj czytać dalej, rozdział oczywiście był świetny, ale o tym wiesz. :3
      Weny itd. Zdążę Ci pożyczyć na koncu, więc teraz się z tym powstrzymam. :p

      Gabi.

      Usuń
  2. Cześć!
    Dlaczego nie zdziwiło mnie to laboratorium? Chociaż jeśli mam być ze sobą i z Tobą szczera, nie to sobie wyobrażałam, ale to już wina przeczytanej zbyt dużej ilości kryminałów. Powinni je ode mnie zabrać x.x
    Co do Liama... Sama nie wiem jak mam go opisać. Jest takim aroganckim gościem, ale mimo to go troszkę lubię. Mówię troszkę, bo było go za mało bym polubiła go bardziej. Dlaczego jej nie odpowiadał? Nie ładnie się zachował! Ale co coś czuję w kościach, że zanim my się dowiemy wszystkiego o Haven, o przepowiedni i całej reszcie, to jeszcze się rozdziałów u Ciebie naczekamy.
    Nadal jestem za tym, że melisa jest za słaba. Według mnie Lana powinna dać Eveline ćwiartkę wódki. Albo od razu pół litra. Chociaż jeśli miałaby słabą głowę, to Liam musiałby ją wziąć na ręce. Ale przynajmniej by nie zadawała pytań, które widocznie mu się nie podobały, bo nie był skłonny na nie odpowiedzieć.
    Co jeszcze miałam powiedzieć? A! Współczuję Eveline. Teraz z nikim nie może swobodnie porozmawiać, bo każdy może wnikać w jej myśli. Najpierw Marco, potem Liam. Skoro mają sprowadzić jeszcze Castiela, to on czuję, że się nie powstrzyma. Ale co ja tam wiem? Mogę jedynie się zastanawiać, co w Twojej głowie siedzi.

    No i co? Życzę Ci mnóstwo weny (czy Ty ją w ogóle kiedyś tracisz?) oraz czasu na pisanie, byś mogła nas zarzucać rozdziałami :3
    Jejku, nie jestem aż tak bardzo opóźniona. Jak na mnie to idzie dobrze. Ale nie mówmy hop.

    Mrs.Cross!

    OdpowiedzUsuń