sobota, 27 maja 2017

☾ Rozdział L

EVELINE
Przystanęła w progu, po czym uniosła brwi. W milczeniu powiodła wzrokiem po opustoszałym, aż nazbyt znajomym korytarzu, coraz bardziej zdezorientowana.
– Jesteśmy w rezydencji – oznajmiła, a Marco uśmiechnął się w niemalże pobłażliwy sposób.
– To prawda. – Obrzucił ją zaciekawionym spojrzeniem. – Martwi cię to?
Nie odpowiedziała, w pierwszej kolejności raz jeszcze wodząc wzrokiem dookoła, zupełnie jakby spodziewała się dostrzec coś, co wydałoby się jakkolwiek niewłaściwe. Szukała oznak, które świadczyłyby, że to miejsce czymkolwiek się różni – jakimkolwiek szczegółem, mogącym potwierdzić, że w rzeczywistości wciąż spała. Przecież musiało tu coś takiego być, chyba że…
– Nie rozumiem – przyznała niechętnie. Obejrzała się przez ramię, chcąc na powrót zajrzeć do biblioteki i serce prawie jej się zatrzymało, kiedy za plecami dostrzegła litą, pozbawioną jakichkolwiek śladów drzwi ścianę. Z wrażenia aż odsunęła się, przy okazji potykając o własne nogi i nie upadając wyłącznie dzięki temu, że Marco pośpiesznie się przemieścił, w porę chwytając oszołomioną dziewczynę w pasie. Machinalnie zacisnęła palce na przedzie jego koszuli, przy okazji mnąc nienagannie wyprasowany materiał. Czuła, że jej dotykał i to wydało się jak najbardziej prawdziwe, chociaż nadal nie miało dla Eveline sensu. – Co do…?
– Wybacz, proszę – zreflektował się pośpiesznie wampir. Zdecydowanym ruchem postawił ją do pionu, pomagając utrzymać równowagę. – Ciężko mi przypomnieć sobie stary układ. To znaczy… Jestem pewien, że gdzieś tutaj była biblioteka, ale nie wiem czy akurat w tym korytarzu. Dużo łatwiej odtworzyć mi aktualny układ, ale… – Urwał, po czym wzruszył ramionami. – Jeśli chciałabyś wrócić do biblioteki, mogę to załatwić – zapewnił, wbijając wzrok w ścianę.
Wypuściła powietrze ze świstem, bezskutecznie próbując się uspokoić. Z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że Marco wciąż ją obejmował, więc w pośpiechu oswobodziła się z jego objęć, dodatkowo zakładając ramiona na piersiach, zupełnie jakby w ten sposób mogła bronić się przed tym, co wzbudzało w niej największe wątpliwości. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, wciąż oszołomiona i niepewna, jak powinna interpretować słowa swojego towarzysza. Wiedziała już, że nie są w… normalnym świecie, jakkolwiek powinna to rozumieć, ale ta świadomość wcale nie sprawiała, że Eve czuła się choć odrobinę lepiej.
– N-nie ma takiej potrzeby – wyrzuciła z siebie na wydechu. Odchrząknęła, bezskutecznie próbując doprowadzić się do porządku. Była na siebie zła za to, że w ogóle mogłaby okazać słabość, chociaż tak bardzo pragnęła nad tym uczuciem zapanować. – Serio, nie kłopocz się i… Cholera, wciąż śpię, prawda? – dodała, nie mogąc się powstrzymać.
– Sądziłem, że to oczywiste – przyznał z bladym uśmiechem Marco. Spojrzała na niego z powątpiewaniem, bo choć w jego tonie nie było niczego, co sugerowałby, że właśnie ją obrażał, poczuła się co najmniej głupio. Jasne, to nie był jej świat i wciąż czuła się zagubiona, mając prawo nie rozumieć wszystkiego, co działo się wokół niej, ale miała wrażenie, że to jedno akurat powinno być w pełni pojmowalne. – Świat snów jest złożony. I bardzo łatwo nim manipulować, jeśli wie się jak… Wszystko tak naprawdę zależy od wyobraźni.
– Więc widzę to, co chcesz, żebym widziała – dopowiedziała, chcąc upewnić się, czy ma rację.
Marco uśmiechnął się, po czym skinął głową. Wciąż nie mogła pozbyć się wrażenia, że jego nastroju pozostawiał wiele do życzenia, ale nie była pewna dlaczego. Nie rozumiała go, chociaż wciąż towarzyszyło jej wrażenie, że są do siebie bardzo podobni. Może gdyby dopuścił ją do siebie, pozwalając dostrzec więcej, wtedy wszystko stałoby się jaśniejsze. Sęk w tym, że nie istniał żaden powód, dla którego miałaby tego oczekiwać… Nie, skoro tak naprawdę wciąż pozostawali dla siebie obcy.
– Dokładnie tak – zapewnił, a Eve poczuła nieprzyjemny ucisk w gardle. Skoro z taką łatwością był w stanie przeniknąć jej umysł, o czym zresztą raz po raz zapominała, jaka istniała szansa, że tak naprawdę reagował na jej przemyślenia…? – W ten sposób to działa, przynajmniej teoretycznie. To jak świadomy sen, o ile kiedykolwiek o tym słyszałaś… Jeśli wiesz, że śpisz, masz pełną kontrolę nad tym, co cię otacza.
– Nie ma co, postarałeś się. Zabrałeś mnie z rezydencji pełnej wampirów do tej samej rezydencji, ale tylko z tobą – zadrwiła, nie mogąc się powstrzymać.
Rzadko panowała nad językiem, kiedy była pod wpływem emocji, co zresztą kiedyś jak nic miało ją zgubić. To przynajmniej kiedyś usłyszała od Amandy, chociaż…
Amandy już nie ma, warknęła na siebie w duchu i to wystarczyło, żeby coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle. To zdecydowanie nie był najlepszy temat do rozpamiętywania, zwłaszcza w miejscu, gdzie podobno duże znaczenie miały wyobraźnia i myśli.
Cholera, to wciąż brzmiało źle. Na każdym kroku otaczały ja rzeczy, których nie rozumiała i które w jakiś pokrętny sposób wydawały jej się coraz mniej oszałamiające. Jeszcze jakiś czas temu najpewniej zaczęłaby protestować i udawać, że Marco jest wyłącznie wytworem jej wyobraźni, wywołanym przez nadmiar wrażeń w ciągu dnia. Co prawda nie była pewna, dlaczego miałaby śnić akurat o nim, skoro o wiele większe wrażenie zrobili na niej Castiel, Drake czy Aurora, raz po raz próbując ją zabić, ale nie zamierzała narzekać z tego powodu. Przy tym z braci Salvador czuła się absolutnie bezpieczna, choć to wydawało się dość nieprawdopodobne, skoro przed sobą miała kogoś, kto posiadał kły. Z drugiej strony, facet zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto mógłby zrobić kobiecie krzywdę, w pełni poważny, spokojny i sprawiający wrażenie kogoś, kto urwał się żywcem z wyższych sfer.
Cóż, ten dom w zasadzie wyglądał na miejsce, które mogłoby spodobać się arystokracji. Sama biblioteka wydała jej się niezwykła, z miejsca kojarząc z miejscem starym, pięknym i mogącym należeć do kogoś, kto posiadał mentalność całkowicie odmienną od tej ówczesnych ludzi. Wciąż miała wrażenie, że czas nagle się zatrzymał, na dodatek dawno temu – że stanął w czasach, które nie miały prawa być jej znajome, a które jak najbardziej pasowały dziewczynie do Marco. Nie przywykła do regularnych spotkań z dżentelmenami, dla których takie zachowanie byłoby naturalne. Zawsze sądziła, że mężczyźni, którzy próbują prawić komplementy, całować po rękach albo zachowywać się jak ich przodkowie, wypadają sztucznie, ale w przypadku tego nieśmiertelnego po prostu było inaczej. Wszystko co robił i mówił wydawało się właściwe, zdradzając doświadczenie, o którym inni mogli co najwyżej pomarzyć. To po prostu w nim było, sprawiając, że Eve jak najbardziej mogła uwierzyć, że ma przed sobą kogoś, kto przeżył wieki, chociaż wyglądem przypominał co najwyżej dwudziestokilkoletniego mężczyznę.
Była pewna, że ten świat należał do niego. Teraz śnili, a Marco z jakiegoś powodu dopuścił ją do miejsca, którego nie miała prawa poznać, nagle zaczynając czuć się prawie jak intruz. Nie miała pojęcia, dlaczego spotkało ją aż takie wyróżnienie, ale nie chciała się nad tym zastanawiać, skupiona przed wszystkim na próbie zebrania myśli i zdobycia się na jakąkolwiek sensowną odpowiedź.
– Ten dom… – Zawahała się, po czym raz jeszcze wymownie powiodła wzrokiem dookoła. – Co miałeś na myśli, kiedy powiedziałeś o odtworzeniu „aktualnego układu”? – zapytała w końcu, decydując się postawić sprawę jasno.
Przez twarz Marco przemknął cień i to wystarczyło, żeby Eveline z miejsca zapragnęła się wycofać. Otworzyła usta, gotowa to zrobić, mężczyzna jednak nie dał jej po temu okazji.
– W porządku – zapewnił pośpiesznie, bez trudu orientując się, jakie miała intencje. Znów wysilił się na uśmiech i tym razem przyszło mu to w zadziwiająco wręcz łatwy, naturalny sposób. – Należał do mojej rodziny… Ja i Castiel się tutaj wychowaliśmy, dość dawno temu – dodał wymijająco. Powstrzymała się od zapytania, ile tak naprawdę miał lat, aż nazbyt świadoma, że usłyszenie odpowiedzi mogłoby ostatecznie ją przerosnąć. – To miejsce… z pewnych względów zmieniło się na przestrzeni lat. Nie jestem pewien jak bardzo, bo… Cóż, to było dawno – powtórzył, po czym wzruszył ramionami. – Ludzka pamięć jest o wiele bardziej ulotna od tej wampirzej.
Skinęła głową, mimo wszystko rozumiejąc o wiele więcej, niż mogłaby sobie życzyć. Więc trwali w świecie, który stworzył sobie Marco – zlepku wspomnień miejsca, które jednocześnie było mu znajome i obce, skoro próbował odtworzyć to, co było kiedyś. Nie zapytała o to wprost, ale miała wrażenie, że to coś o wiele więcej, aniżeli przypadkowo wybrane miejsce, które w pośpiechu wykreował, kiedy zdecydował się nawiedzić ją we śnie. Całą sobą czuła, że chodziło o coś więcej, chociaż wciąż nie pojmowała, dlaczego pozwolił sobie na to akurat w jej towarzystwie. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że to coś osobistego, co zresztą sprawiło, że poczuła się niemalże jak intruz, niezależnie od tego, czy była tutaj za jego zgodą. To nie miało sensu, ale…
Raz jeszcze spojrzała na Marco, zanim ostatecznie uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Chyba że miało, choć i tego nie była w stanie potwierdzić. Samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego jej myśli powędrowały ku rozmowie, którą odbyli w jego pokoju – pytań o pożar i jego reakcji, kiedy zasugerowała, że coś podobnego mogłoby mieć miejsce. To o niczym nie świadczyło, ale skoro dom uległ zmianie, coś musiało być jego przyczyną. Fakt, że znajdowała się w tak ogromnym miejscu, a jednak zarówno we śnie, jak i w rzeczywsitości, wydawało się niemalże opustoszałe, również nie dawał dziewczynie spokoju, jawiąc jako coś niepokojąco niewłaściwego. „Jestem pewien, że gdzieś tutaj była biblioteka” – powiedział i mogła przysiąc, że w tych słowach pobrzmiewała swoista gorycz. Nie potrafiła tego zignorować, nawet jeśli powinna, niezależnie od tego, co tak naprawdę musiało to znaczyć. Być może przesadzała, szukając dziury w całym, ale zwłaszcza po rozmowie z Laną na temat intuicji, wszystko w Eveline aż krzyczało, że powinna zaufać sobie i swoim przypuszczeniom.
– Chyba rozumiem – powiedziała w końcu, z opóźnieniem decydując się ponownie odezwać. Czuła, że Marco ją obserwował, ale nawet jeśli w tamtej chwili pozwalał sobie na lustrowanie jej myśli, nawet słowem nie skomentował tego, co chodziło dziewczynie po głowie. Mimo wszystko uznała, że to właściwe, tym bardziej że żadne z nich nie wyglądało na skore do zwierzeń. – Może nawet aż za dobrze…
W tamtej chwili nie mówiła o pamięci, a przynajmniej nie tylko. Jeśli się nie myliła, ona i Marco faktycznie byli do siebie podobni – i to o wiele bardziej, aniżeli mogłaby do tej pory przypuszczać. Czuła, że łączyła ich przeszłość, chociaż nie potrafiła określić w jakim stopniu. Wiedziała jedynie, że gdyby zdecydowali się na zwierzenia, wtedy odkryłaby więcej podobieństw – być może kolejną tragedię, która wiązała się z Haven. Ta nić porozumienia nie dawała Eveline spokoju, wzbudzając w niej jednocześnie żal, jak i swego rodzaju ulgę. Nie mogła i nie chciała tego potwierdzać, ale była pewna, że istniał ktoś, kto miał prawo ją zrozumieć – i to niezależnie od tego, czy chciała z nim rozmawiać, czy też nie.
Mniej więcej wtedy dotarło do niej, że to miejsce – czy też raczej senny majak, który za sprawą Marco przybrał taki, a nie inny kształt – było wręcz przesycone czymś ciężkim; swego rodzaju smutkiem, który wyraźnie czuła i który z miejsca skojarzył się Eve z atmosferą, która panowała w jej własnym domu. To było tak, jakby niektóre wydarzenia, a już zwłaszcza te złe, pozostawały ślady, których nie dało się tak po prostu zatrzeć i zapomnieć. Czas leczył rany, a wspomnienia blakły, równie puste, co i stronnice ksiąg w bibliotece, skoro Marco nie był w stanie odtworzyć poszczególnych tytułów i treści, ale to niczego nie zmieniało. Historia pozostawała niezmieniona, wypalona gdzieś w czasie i przestrzeni przez emocje tak silne, że wydawały się niemalże materialne.
Wciąż o tym myślała, kiedy poczuła, że coś ciepłego owija się wokół jej palców. Zamrugała nieco nieprzytomnie, w pierwszym odruchu zaskoczona tym, że wampir jak gdyby nigdy nic ujął ją za rękę. Ten gest wydał Eveline najzupełniej naturalny i właściwy, bez choćby śladu dodatkowych podtekstów.
– Chodźmy stąd, w porządku? – zaproponował Marco. Jego głos zabrzmiał inaczej, bardziej pewnie i niemalże beztrosko, co w jakimś stopniu wydało się Eve absolutnie do niego nie pasować. – Jeśli pozwolisz, coś ci pokaże… O ile chociaż trochę mi zaufasz – dodał, a dziewczyna spojrzała na niego spod uniesionych brwi.
– Te wzmianki o zaufaniu sprawiają, że naprawdę zaczynam się bać – stwierdziła, a oczy jej towarzysza zabłysły.
– Nie jestem demonem. We śnie absolutnie nic ci nie zrobię – stwierdził z przekonaniem.
Eveline prychnęła, coraz bardziej zdezorientowana.
– A one mogą?
– Te bardziej doświadczone pewnie tak – przyznał niechętnie. – Żywią się energią i negatywnymi emocjami, a w świecie snów łatwo się do nich dobrać… Ingerencja w umysł zawsze jest niebezpieczna, ale o tym możemy porozmawiać kiedy indzie – zapewnił takim tonem, jakby właśnie rozprawiali o czymś równie neutralnym, co i pogoda.
– Uspokoiłeś mnie, nie ma co! – Z niedowierzaniem potrząsnęła głową. I to by było na tyle, jeśli chodzi o szukanie bratniej duszy, zadrwiła, ledwo powstrzymując przed się przed parsknięciem wymuszonym, pozbawionym wesołości śmiechem. – Przecież wcale teraz nie siedzisz mi w głowie, prawda?
– Dopiero teraz zaczęłaś się tym przejmować? – zapytał z powątpiewaniem, bynajmniej nie oczekując odpowiedzi. – Przypominam ci po raz kolejny, że gdybym chciał cię skrzywdzić, nie traciłbym czasu na ratowanie życia… Chociaż przyznaję, że zasada ograniczonego zaufania zwykle się sprawdza – przyznał po chwili zastanowienia.
– Nie wiem czy mnie chwalisz, czy jednam masz za idiotkę…
Tym razem spojrzał na nią tak, jakby widział ją po raz pierwszy. Nie pierwszy raz odniosła wrażenie, że lśniące, jasne oczy dosłownie przenikają ją na wskroś, raz po raz sprawiając, że czuła się naprawdę nieswojo.
– Nie sądzę, że brak zrozumienia jest domeną głupoty. Wspominałem już chyba, że nie mamy szczególnie wiele czasu, żeby wprowadzić cię w ten świat w łagodniejszy sposób, ale to nie znaczy, że zapomniałem, że wciąż jesteś człowiekiem. – W jego ustach to, że mogłaby być słabą, ludzką istotą zabrzmiało niczym największa zaleta. – Masz prawo czuć się przytłoczona… I równie naturalne jest dla mnie, że zadziwia cię to, co dla moich pobratymców stanowi codzienność.
Coś w tych słowach sprawiło, że poczuła się o wiele lepiej, być może dla tego, że wyraźnie czuła, iż był z nią szczery. Wiedziała, że nie mówił tego tylko po to, żeby poprawić jej nastrój. Był szczery, a może po prostu chciała w to wierzyć – nie wiedziała, to zresztą wydało się Eveline najmniej istotne. Prawda była taka, że chcąc nie chcąc mu ufała i to o wiele bardziej, aniżeli którekolwiek z nich mogłoby podejrzewać.
– Miałeś mi coś pokazać, pamiętasz? – rzuciła, chcąc jak najszybciej zmienić temat.
Przełknęła z trudem, wciąż czując, że coś nieprzyjemnie ściska ją w gardle. Spróbowała wysilić się na blady uśmiech, za wszelką cenę usiłując sprawiać wrażenie kogoś, kto nie jest ani przygnębiony, ani przerażony tym, co jeszcze mogło się wydarzyć. – Dosłownie umieram z ciekawości…
– Czarny humor wydaje się dość nietypowy w obecnej sytuacji – zauważył mimochodem Marco.
Nie odpowiedziała, nie mając cierpliwości do tego, żeby choć próbować się tłumaczyć. W zamian spojrzała nagląco na swojego towarzysza, co ostatecznie musiał uznać za przyzwolenie, bo odsunął się od niej, bez pośpiechu podążając w głąb korytarza. W pierwszym odruchu zapragnęła ruszyć za nim, ale powstrzymała się, zwłaszcza kiedy Marco przystanął – i to dosłownie na ułamek sekundy przed tym, jak otaczająca ich rzeczywistość dosłownie się rozpadła.
– Marco! – wyrwało jej się, a serce prawie wyrwało się dziewczynie z piersi.
Oczy Eveline rozszerzyły się do granic z możliwości na widok szybko powiększającej, pulsującej plamie czerni. Natychmiast zrobiła krok naprzód, aż rwąc się do tego, żeby spróbować w pośpiechu do wampira doskoczyć, a potem spróbować go odciągnąć, zanim wydarzyłoby się coś co najmniej niepokojącego. Co prawda niedorzecznym wydawało się, że akurat ona mogłaby chcieć ratować kogoś o wiele silniejszego i szybszego do siebie, ale w tamtej chwili o to nie dbała, świadoma wyłącznie tego, że powinna coś zrobić. Nie zastanawiała się ani nad swoimi ruchami, ani kolejno podejmowanymi decyzjami, tym bardziej że…
A potem zamarła, uświadamiając sobie, że Marco spoglądał wprost na nią, spokojny i w pełni rozluźniony. Na jego ustach znów zamajaczył uśmiech, tym razem jak najbardziej szczery i zdradzający rozbawienie. Niebieskie oczy zabłysły figlarnie, kiedy zmierzył ją wzrokiem, najwyraźniej nie widząc powodu, dla którego mogłaby być przerażona.
– Nie patrz na mnie w ten sposób. Wszystko jest w porządku – oznajmił, po czym jak gdyby nigdy nic cofnął się, wchodząc wprost w tak bardzo niepokojącą ją plamę czerni.
Otworzyła usta, chcąc zaprotestować, ale nie miała po temu okazji. W zamian Eveline wyrwał się zdławiony okrzyk, kiedy zarówno Marco, jak i dziwne zjawisko, najzwyczajniej w świecie zniknęli, zostawiając ją samą na korytarzu. Chociaż wciąż miała wątpliwości, rzuciła się przed siebie, dosłownie doskakując do miejsca, gdzie chwilę wcześniej widziała wampira, ale nie dostrzegła niczego, co świadczyłoby o jego obecności. Tak po prostu ją zostawił, wciąż roztrzęsioną i coraz bardziej oszołomioną, krążącą niespokojnie, w miarę jak próbowała zrozumieć, co takiego właśnie miało miejsce.
Z bijącym sercem przeszła jeszcze kilka kroków, nerwowo wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Dłonie zacisnęła w pieści tak mocno, że aż poczuła ból, kiedy paznokcie wbiły jej się w skórę. Chciała się obudzić, ale nie miała pojęcia jak, nie wyobrażając sobie, że tak po prostu miała być w stanie wyrwać się z miejsca, które wydawało się aż do tego stopnia prawdziwe. To zdecydowanie nie wyglądało jak sen, ale…
– Marco!
Tym razem w jej głosie pobrzmiewało czyste przerażenie, wręcz desperacja, ale nie miała czasu, żeby się tym przejmować. Nie dbała o nic, świadoma wyłącznie narastającego z każdą kolejną sekundą strachu. Tego było dla niej za wiele, a jakby tego było mało…
Usłyszała cichy, melodyjny i jak najbardziej znajomy śmiech. Ten dźwięk skutecznie wytrącił Eveline z równowagi, sprawiając, że dziewczyna zamarła, przez krótką chwilę zdolna co najwyżej bezmyślnie rozglądać się dookoła. Słyszała go wyraźnie, ale nie potrafiła stwierdzić skąd dochodzi, gotowa wręcz przysiąc, że ze wszystkich stron jednocześnie.
– Ty dupku, jeśli to ma być jakiś żart…! – Aż się zapowietrzyła, niezdolna dokończyć groźby. I tak nie miała pojęcia, co takiego powinna mu powiedzieć, żeby zabrzmiało jakkolwiek groźnie, zwłaszcza dla kogoś, kto z założenia był nieśmiertelny. – Marco, do cholery…
Urwała, w zamian ledwo powstrzymując się od krzyku, kiedy coś dotknęło jej policzka. Ciepłe palce przesunęły się wzdłuż jej twarzy, uświadamiając Eveline, że tuż przed nią – jakby zawieszone w pustce – znajdowało się ramię. Natychmiast odskoczyła, chyba jedynie cudem w porę uchwytując równowagę, kiedy przy cofaniu, potknęła się o własne nogi. Kiedy zapanowała nad sobą na tyle, by móc się rozejrzeć, znów dostrzegła plamę czerni, dokładnie taką samą jak ta, która pochłonęła Marco, nim jednak zdążyła się nad tym zastanowić, wszystko potoczyło się bardzo szybko.
– Jestem tutaj – zapewnił ją pośpiesznie wampir. Słyszała jego głos wyraźnie, tak jak i widziała wyciągniętą ku niej dłoń, chociaż ta już przynajmniej nie próbowała jej dotykać. Cóż, do czasu. – Nie bój się, Eveline. Po prostu chodź…
– Niedoczekanie twoje, jeśli sądzisz, że ja… – zaczęła, ale i tym razem nie miała okazji, żeby chociaż spróbować dokończyć.
Ciepłe palce bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zacisnęły się wokół jej nadgarstka, na tyle gwałtownie, żeby nie miała okazji się wyrwać. W następnej sekundzie poczuła szarpnięcie, a potem Marco najzwyczajniej w świecie wciągnął ją w pustkę.
Znowu mi zeszło, wiem, ale tak po prosu musiało być. Jestem za to bardzo zadowolona z tego, co prezentuję Wam dzisiaj i pozostaje mi mieć nadzieję, że podzielicie mój entuzjazm. Wszelakie uwagi mile widziane, zwłaszcza że bardzo obawiam się, że zepsuję budowanie relacji między Eveline a Marco.
Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się dużo szybciej, ale niczego nie obiecuję – przede mną zaliczenia, zresztą siedzę nad opowiadaniem konkursowym, które muszę skończyć do pierwszego czerwca. Oby do wakacji, nie? Tymczasem zostawiam Was z równiutką pięćdziesiątką, poza tym jak zwykle dziękuję za komentarze i obecność – jesteście cudowni.
Tak więc do napisania!

7 komentarzy:

  1. Cudowna historia ❤ . Przeczytałam już wszystkie rozdziały. Ani razu nie komentowalam,ponieważ nie jestem dobra w tych sprawach.Jednak jeśli mam być szczera twoja historia pochłonęła mnie całą .Ten dreszczyk emocji w każdym czytanym rozdziale ciągle mi towarzyszy. Z każdym Nowym rozdziałem mnie zaciekawiasz. Twoje postacie są barwne i intrygujące. Każdy bohater na swój sposób mnie zachwyca. Uwielbiam czytać perspektywę Marco i Castiela❤❤ Oczywiście nie zapominajac o "Anandzie". Mam nadzieję, że ta Pani da o sobie jeszcze znać :) Aktualnie czekam na jakas bliższa relację Eve+Marco i nie pogardzilabym o zdradzeniu więcej na temat ukochanej Castiela i ich relacji ����
    Cóż z mojej strony to już wszystko . Życzę Ci dużo weny i wytrwałości w tym co robisz��
    Pozdrawiam
    -Julcza-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :3
      Rany, dziękuję bardzo za tyle ciepłych słów! Niezwykle cieszę się z każdego nowego czytelnika i osoby, której choć trochę mogłam poprawić nastrój ^^ Mogę obiecać, że wszystkie postacie dojdą jeszcze do głosu, bo dla każdej mam plan. W sumie nie przywykłam do umieszczania postaci bez powodu ;)
      Komentarzami się nie przejmuj. Ciesze się bardziej z kilku zdań bez przymusu i od serca niż gdyby ktoś miał przymuszać się do ich pisania :3 Aczkolwiek nie powiedziałabym, że nie jesteś w tym dobra. Mnie chociażby bardzo poprawiłaś humor tymi kilkoma linijkami, a to chyba coś znaczy, prawda? :D
      Dziękuję raz jeszcze. Chwilowo mam małą zawiechę z pisaniem, bo studia i sesja pozbawiły mnie chęci (ewentualnie to Doctor Who, wciągnęłam się za bardzo >.<), ale rozdział wkrótce się pojawi! :D
      Pozdrawiam!

      Nessa.

      Usuń
  2. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie cierpię takich pytań, zwłaszcza z anonima ;< Napiszę, to będzie. Mam gorszy okres i sesję, aczkolwiek mogę zdradzić, że planowałam wrzucić coś dzisiaj, bo wpis jest już na wykończeniu. Ja jeszcze nie mam pełnoprawnych wakacji, kochani!
      Pozdrawiam :)

      Nessa

      Usuń
    2. Nie mam konta więc pisze z anonima.A brakowało mi twoich rozdziałów,dlatego pytam.

      Usuń
    3. Nie mam nic do braku konta :) Miałam raczej na myśli brak jakiegokolwiek podpisu, nawet nie wiem jak się do Ciebie zwracać. Rozumiem intencje i bardzo mi miło. Po prostu czasami nie da stworzyć się czegoś ot tak, czy to przez czas, czy najzwyklejszy w świecie spadek formy, jeśli chodzi o pisanie ;)

      Nessa.

      Usuń
  3. I jestem tutaj. ^^

    Pierwsze co pozwolę sobie skomentować to ten uroczy gif. <3 Aż mnie naszła ochota obejrzeć Dary Anioła, ale to może wieczorem. Teraz mam znacznie ciekawsze zajęcie, a mianowicie Forever :D Piosenkę również chciałam skomentować. Na telefonie jest jednak niedostępna, więc jak tylko odpalę laptopa to polecę i sprawdzę. :)

    Twoje uwielbienie do snów jest tak bardzo widoczne, a opisywanie tego wychodzi Ci bardzo zręcznie. Zresztą, wątpię że istnieje coś czego nie byłaby w stanie opisać. Nawet te trudne sceny idą Ci lekko, na pewno wiesz o czym mówię. To z jednej strony przerażające, a z drugiej trudno się nie cieszyć, że czytania tego jest przyjemnie... Brzmi strasznie, nie?;D Wracając jednak do rozdziału już sam początek bardzo mi się podobał, trudno też aby było inaczej. Eveline ma jak najbardziej być prawo zagubiona, a ja momentami się czuje jakbym gubiła się razem z nią. Jednak w moim przypadku jest to wina tego, że dawno nie czytałam, mam dziury w pamięci i przy okazji jestem trochę jak nasza kochana rybka Dory, łatwo zapominam. :( 

    Jestem zaciekawiona co się kryje przy historii z domem. A raczej dokładne jestem ciekawa pełnej historii Marco i Castiela. Mało o nich wiadomo tak naprawdę, a żaden z nich nie jest szczególnie chętny do tego, aby o sobie opowiadać. I po cichu liczę, że w przyszłości odbędzie się jakaś rozmowa w której swoją historię opowiedzą. ^-^ 

    Wzmianka o demonach i o tym czym się żywią od razu sprawiła, że pomyślałam o dementorach z Harry'ego. Za dużo się go naoglądałam...? 

    Marco śmieszek. Nie na co. Z początku sama się zastanawiałam co i jak, a potem kiedy się okazało, że on tam jest naszła mnie ochota, aby mu przywalić. A ja nie jestem osobą, która by tylko tłukła, ale w takiej sytuacji... Ehh, facet by długo nie pożył. :D 

    Znowu ściskam i lecę dalej!

    🖤

    OdpowiedzUsuń